Grobelny w PO to zła wiadomość dla Poznania
Adam Kompowski (Gazeta Wyborcza)   
niedziela, 14 marca 2010
Z Michałem Danielewskim i Michałem Wybieralskim polemizuje Adam Kompowski na łamach Gazety Wyborczej.

 

 

 

 

 

"Ryszard Grobelny w Platformie Obywatelskiej to najlepsza od wielu lat wiadomość dla poznańskiego życia politycznego" - napisali we wczorajszej "Gazecie" Michał Danielewski i Michał Wybieralski w artykule "Kto z Grobelnym przegra, ten wygra". Czyżby? Ja tę sytuację widzę zupełnie inaczej: to wiadomość zła. Naprawdę dobrą wiadomością dla demokracji i dla życia politycznego w Poznaniu byłoby pojawienie się przed jesiennymi wyborami kandydata, który jest w stanie zagrozić Grobelnemu.

Tok rozumowania moich redakcyjnych kolegów jest następujący: skoro podczas jesiennych wyborów na prezydenta miasta nie będzie rywalizacji kandydata Platformy Obywatelskiej z Grobelnym, pojawi się miejsce dla "nowego człowieka", który będzie głównym oponentem obecnego prezydenta w przedwyborczej debacie. I wskazują - tym nowym człowiekiem w poznańskiej polityce może być Lech Mergler, lider Stowarzyszenia My-Poznaniacy.

Zdaniem Danielewskiego i Wybieralskiego to, co się stało, jest dobre dla miasta, bo dyskusja kandydata PO z Grobelnym - w ich odczuciu - nie wniosłaby nic nowego. Przywołują poprzednią kampanię przed wyborami prezydenta Poznania: "jałowe dyskusje, przewidywalne argumenty oraz równie żarliwe co bezcelowe ostrzeliwanie się przez Marię Pasło-Wiśniewską i Ryszarda Grobelnego ślepymi nabojami". I dalej piszą: "w nadchodzących wyborach ta sytuacja na szczęście się nie powtórzy. PO nie będzie musiała już dłużej udawać, że różni się w poglądach na miasto z Ryszardem Grobelnym".

Nie zgadzam się z tą oceną. Pamiętam doskonale kampanię wyborczą z 2006 r. Dyskusje wcale nie były jałowe, a argumenty przewidywalne! Maria Pasło-Wiśniewska, choć nie nazwałbym jej bardzo mocnym kandydatem (przecież przegrała), zmobilizowała wokół siebie niezadowolonych z prezydentury Grobelnego, przejęła ich argumenty i stała się ich rzecznikiem.

Tak mogłoby się stać i tym razem. Gdyby PO znalazła odpowiedniego, mocnego, różniącego się od Grobelnego kandydata, mielibyśmy w Poznaniu prawdziwą dyskusję o mieście i prawdziwe rozliczenie dotychczasowego prezydenta. A prawdziwość tej dyskusji polegałaby także na tym, że dobry kandydat Platformy - i tylko kandydat tej partii - mógłby zagrozić Grobelnemu. Gdyby wygrał, mógłby swój program, przedstawiony w kampanii wyborczej, wcielać w życie.

A tak Grobelny z Merglerem (jeśli ten zdecyduje się wystartować), tylko sobie pogadają. Grobelny na luzie, bo zwycięstwo ma raczej w kieszeni.

Nieraz pisaliśmy już w "Gazecie", że w Poznaniu prawdziwa polityka to w zasadzie wyłącznie PO. Pozostałe partie to obecnie ugrupowania kanapowe, bez znaczącego poparcia. A środowisko związane z ruchem My-Poznaniacy na razie w politykę bezpośrednio nie weszło. Tymczasem w PO jest wszystko - i zwolennicy Grobelnego, i jego krytycy. Także - bardzo ostrzy krytycy. I w bastionie Platformy, jakim jest Poznań, tylko działacze tej partii są w stanie przeforsować jakiekolwiek zmiany w miejskiej polityce.

To przecież krytycznie nastawieni wobec prezydenta radni PO uratowali przed zabudową teren przeznaczony pod park na Ratajach. Bez nich by się to nie udało, choć sprawę pilotowali działacze ruchu My-Poznaniacy, którzy od lat sprzeciwiają się zabudowywaniu terenów zielonych i polityce naginania przepisów na korzyść inwestorów budujących osiedla mieszkaniowe.

Problem polega na tym, że w PO krytycy Grobelnego są najwyraźniej słabsi, niż Waldy Dzikowski, lider partii w Wielkopolsce, który namówił obecnego prezydenta do wstąpienia do Platformy. I tym prawdopodobnie przesądził, kto będzie kandydatem partii w jesiennych wyborach. A równocześnie zrezygnował z aspiracji, by jego partia miała prawdziwy i stały wpływ na zarządzanie miastem.

W jednym się z Wybieralskim i Danielewskim zgadzam - sytuacja, w której Grobelny nie ma silnego rywala, daje szansę Lechowi Merglerowi i ludziom skupionym wokół ruchu "My-Poznaniacy". Najwyższy czas, by nie poprzestali na krytyce władzy i wystartowali w wyborach. Jeśli będą mieli silnego lidera, rzeczywiście są w stanie wprowadzić kilku swoich ludzi do rady miasta. Ich potencjalny elektorat to ludzie, którzy zrazili się do Grobelnego - np. w związku ze sprawą parku na Ratajach czy planami przeprowadzenia trzeciej ramy przez Lasek Marceliński.

Ale nie przeceniałbym potencjału tej grupy wyborców. Wybieralski i Danielewski uważają, że My-Poznaniacy powinni przed wyborami połączyć siły z zaangażowanymi społecznie artystami i z anarchistami ze skłotu Rozbrat. Piszą o "ogromnej, jak na Poznań, półtoratysięcznej zeszłorocznej demonstracji w obronie Rozbratu". Szkoda, że nie napisali, że około jednej trzeciej tej demonstracji to byli przyjezdni z całej Polski, a nawet z zagranicy.

No i ciekawe, ilu ludzi w statecznym Poznaniu zdecydowałoby się głosować na anarchistów i ekologów, a ilu sama ich obecność zniechęciłaby do głosowania na taką koalicję? Bardzo mnie to ciekawi. I tylko dlatego z niecierpliwością będę czekał na jesienne wybory.


 

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań (LINK) 

Słowa kluczowe:wybory2010

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: czwartek, 09 września 2010 09:32