Wybory - niepartyjne gry przedwstępne
Lech Mergler   
piątek, 26 marca 2010
12 marca br. ukazała się w „Gazecie Wyborczej” prowokacja dziennikarska Michała Danielewskiego i Michała Wybieralskiego „Kto przegra z Ryszardem Grobelnym, ten wygra”, w której autorzy próbowali zamieszać mnie w kandydowanie na prezydenta Poznania (z sympatią). Dzień później wyszła polemika Adama Kompowskiego „Grobelny w PO to zła wiadomość dla Poznania”. Po tygodniu „Gazeta…” opublikowała mój tekst, stanowiący rodzaj reakcji na oba poprzednie, pt. „Stateczni mieszczanie mają dość”. Przydałby się chyba obecnie moment refleksji i podsumowania.

 

 

W międzyczasie, co dla tematu istotne, w PO – partii rządzącej, nastąpiło trzęsienie ziemi, polegające na całkowitej wymianie władz miejskich partii. Było to w sobotę 20 marca; tego też dnia wieczorem przez Poznań przeszła liczna (1000-1500 uczestników) demonstracja zamaskowanych anarchistów w czerni z całej Polski i zza granicy, na rzecz uratowania skłotu Rozbrat przed likwidacją. Dziś bowiem ma odbyć się licytacja, w wyniku której część terenu Rozbratu może znaleźć się drogą kupna w rękach nowego właściciela. W czwartek zaś, 18 marca odbyła się w Zamku publiczna, otwarta dyskusja o partycypacji społecznej w naszym mieście, z udziałem radnych, społeczników i mediów. Dla debaty publicznej te dwa tygodnie były więc pożywne, myślę, że rozkręca się ona dopiero.

 

W związku z przywołanymi wyżej tekstami w „Gazecie Wyborczej” internauci-czytelnicy wysłali grubo ponad setkę postów na forum, czyli w sumie nie tak dużo, i ta dość skromna liczba, w kontekście możliwej wysokiej rangi nadchodzących wyborów do rady miasta i prezydenta Poznania, może niepokoić. Z drugiej strony, nawet pomijając fakt, że ich treść była w ogromnej większości współbieżna z zapatrywaniami stowarzyszenia My-Poznaniacy na sytuację w Poznaniu – były one też generalnie rzeczowe i poważne, co oznacza przyzwoity poziom dyskusji.

 

To, co w tej chwili po stronie obywatelskiej społeczności mieszkańców Poznania (nie partii) wydaje mi się najważniejsze, to jakby wstępne rozpoznanie, prowizoryczny sondaż opinii publicznej w kwestii, czy aktywne środowiska reprezentujące tę społeczność powinny angażować się czynnie w wybory samorządowe. Bo nie jest to oczywiste, a poznańska rada miasta jest obecnie niemal absolutnie zdominowana przez partie polityczne. Pytanie dotyczy samej zasady, sensu, słuszności angażowania się przedstawicieli organizacji społecznych, niepolitycznych, w wybory – jako kandydatów do rady miasta Poznania, albo i do prezydentury. Jak najbardziej odnosi się ono także i do naszego Stowarzyszenia. Nadchodzące wybory mogą mieć znaczenie szczególne, jeśli przyniosą czwartą już kadencję obecnemu, coraz bardziej krytykowanemu, prezydentowi Poznania oraz absolutną dominację PO we wszystkich organach przedstawicielskich w mieście, powiecie i regionie.

 

Wydaje mi się, że przywołane na początku teksty i wymiana poglądów wokół nich, dość jednoznacznie pokazują, iż ta opinia publiczna, która wyraża się na forum „Gazety…” (jasne, że wyrywkowa i niereprezentatywna) – nie widzi żadnego problemu w starcie organizacji społecznych w wyborach. Przeciwnie –zdecydowanie dominowały głosy aprobaty, poparcia i zachęty. Jest to istotne, jako wstępny sygnał „za”, bowiem w Polsce dystans i nieufność (podejrzliwość) wobec polityki jest ogromna. Osoby, które z motywacji wysokich próbują wchodzić do polityki, mimo to otaczane są podejrzliwością otoczenia i opinii (znowu kasa i władza). „Polityka” rozumiana jest przy tym wąsko, jako polityka partyjna, związana z udziałem we władzy publicznej, zdominowana przez zawodowy aparat partyjny. Społecznik, który chce „iść do władzy” publicznej, żeby działać na rzecz określonych, społecznych zapotrzebowań, jest traktowany jak część tego szeroko skompromitowanego, zawodowego aparatu partii politycznych, obsadzającego funkcje posłów, radnych, senatorów i stanowiska z nimi związanych.

 

Z punktu widzenia organizacji społecznych i ich działaczy, społeczników, także inne czynniki działają zniechęcająco w kwestii startu w wyborach: obawa, co będzie, jeśli się nie uda, i nowe-stare władze wezmą odwet po wyborach (np. przy rozdziale środków publicznych wspierających działalność). Jest też kwestia zgodności takiego wyborczego zaangażowania z celami statutowymi i metodami działania poszczególnych organizacji. Dlatego tak wielkie ma znaczenie opinia publiczna, to, czy będzie ona organizacje społeczne mobilizować do zaangażowania czy nie. Czy dowiedzie zapotrzebowania na ich obecność w organach przedstawicielskich niezależnie od partii politycznych? Dla społeczników jest to bowiem sprawa niełatwa, wielu z nich bardzo zdecydowanie odżegnuje się od uczestnictwa w jakiejkolwiek polityce.

 

Jakiś czas temu, cokolwiek w trybie prowokacji intelektualno-politycznej (nieskutecznej), podsunąłem hasło „wasz prezydent nasza rada”. Myślę, że optymalna jest obecność w radzie miasta zarówno polityków partyjnych, jak i obywateli nie związanych przynależnością partyjną, narzucającą opcje ideologiczne, a nawet światopoglądowe. W niektórych kwestiach lokalnych mają one oczywiście znaczenie i wtedy rola partii jest dominująca. W większości jednak konkretnych miejskich problemów do rozwiązania, perspektywa partyjno-polityczna (lewicowa, prawicowa, konserwatywna, liberalna itp.) jest zbędna i niewiele wnosi. A obecność radnych wywodzących się z organizacji społecznych, w tym reprezentantów społeczności lokalnych, rad osiedli albo dzielnic, niewątpliwie bardzo by służyła jakości i trafności ukierunkowania pracy rady miasta.

 

Trudno już w tej chwili sensownie prognozować, czy możliwy jest w najbliższych wyborach przełom, polegający na wyraźnym „odpartyjnieniu” rady miasta. A najpierw – czy są szanse na szeroki, wręcz powszechny i zgodny sojusz wyborczy organizacji społecznych, stowarzyszeń, rad osiedli, grup mieszkańców, zorganizowanych wokół istotnych dla nich i miasta tematów? Jaki mógłby być jego potencjał? Trudno ocenić, czy sytuacja do tego dojrzała i czy motyw ku temu jest dostatecznie silny.

Ale na pewno potrzebne jest, także naszemu Stowarzyszeniu, dalsze sondowanie opinii publicznej w kwestii zapotrzebowania na uczestnictwo w wyborach podmiotów niepartyjnych.

Pierwszy, wstępny krok został zrobiony i wypadł na „tak”.

 



Polecamy również:

  • Michał Danielewski, Michał Wybieralski  "Kto przegra z Ryszardem Grobelnym, ten wygra", Gazeta Wyborcza – Poznań z 12.03.2023 (LINK)
  • Adam Kompowski "Grobelny w PO to zła wiadomość dla Poznania" GWyb-Poznań z 13.03.2023 (LINK)
  • Lech Mergler "Stateczni mieszczanie mają dość" GWyb-Poznań z 19.03.2023 (LINK)
  • Michał Halicki, "Mergler kandydatem? To byłaby dobra wiadomość" GWyb-Poznań z 20.03.2023 (LINK)
  • Michał Wybieralski "Wasz prezydent, nasza rada" GWyb.-Poznań z 17.12.2022 (LINK)
Słowa kluczowe:wybory2010

Komentarze (1)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
wybory prezydent Poznania
Nadal uważam że KONIECZNIE powinien pan startować w wyborach jako reprezentant organizacji pozarządowych Poznania. Wszyscy mamy dość grobelizmu, panoszących się deweloperów.Także, po ostatnich wydarzeniach, zblatowanych elit miasta. Wybory stanowią możliwość przebicia się z nowymi propozycjami do szerszego spektrum odbiorców i zaistnienie w świadomości mieszkańców! Zapraszam też na bloga o Poznaniu.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. , 24 sierpień 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: czwartek, 09 września 2010 09:30