Polityka można polubić. Zwłaszcza w internecie
Michał Wybieralski (Gazeta Wyborcza)   
czwartek, 21 października 2010

Wpis na blogu zastępuje konferencję prasową, a zaproszenie do znajomych na portalu Facebook jest niczym uściśnięcie ręki wyborcy. Poznańska kampania samorządowa wystartowała w sieci.

Ta kampania wyborcza będzie wyjątkowa. Z inicjatywy radnych nie będzie zgody na masowe wieszanie dykt z wyborczymi plakatami. - Bo szybko się niszczą, walają po ulicach, szpecą Poznań - argumentowali radni. Dykty pojawią się tylko na stelażach w kilkunastu miejscach Poznania. Politycy muszą więc znaleźć inne formy dotarcia do wyborców. Wiele wskazuje na to, że będzie to internet. Radny PO Marek Sternalski zastanawiał się nawet, czy można wygrać wybory, prowadząc jedynie kampanię w sieci. - To kuszące, ale może nie wystarczyć - uznał ostatecznie. - Wydrukuję więc wyborczą gazetkę, ale 80 proc. kampanii będzie się działo w internecie - zapowiada. Sternalski ma profil na Facebooku i blog, gdzie publikuje polityczne komentarze. - Dziennikarze tam zaglądają, znajdują tematy, a moje wypowiedzi trafiają do gazet i telewizji - mówi radny. - Każdy wpis jest więc internetową konferencją prasową. Na tradycyjnej miałbym mniejszą frekwencję - uważa. Sternalski zastanawia się nad "marketingiem szeptanym" na forach, planuje też spot na serwisie YouTube. Choć radny na razie tego nie potwierdza, wzorem dla niego był konserwatywny burmistrz Londynu Boris Johnson. W czasie kampanii sprzed 2 lat Anglik miał kanał na YouTube i kilka świetnie nakręconych filmów reklamowych, w którym pokazywał się jako "jeden z nas" - jeździł metrem i rowerem, spacerował po ulicach, rozmawiał z londyńczykami, odwiedzał bazary, jadł lunch w barze.

Najaktywniejszą kampanię w sieci prowadzi Stowarzyszenie My-Poznaniacy. Jest absolutnym liderem, jeśli chodzi o popularność na Facebooku (lubi je aż 1456 osób). Na swoim profilu umieszcza doniesienia o kampanii, linki do wywiadów ze swoimi członkami, filmy z konferencji. Kandydat stowarzyszenia Jacek Jaśkowiak nie jest już tak popularny na FB. Ma dwa profile: prywatny (153 znajomych) i wyborczy (129). Pisze też bloga, komentował m.in. porażkę Poznania w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, zamknięcie klubu Eskulap, kreśli wizję europejskiego Poznania. Blogi będą również pisać liderzy list My-Poznaniacy do rady miasta. Stowarzyszenie jest w internecie bardzo aktywne, o czym świadczy wynik internetowej sondy prezydenckiej na stronie "Gazety". Jaśkowiak zdobył tam 47 proc. poparcia przy 1,4 tys. oddanych głosów.

Spośród kandydatów na prezydenta najlepiej Facebooka wykorzystał prezydent Ryszard Grobelny. Jest tam od kwietnia, polubiło go 779 osób. Grobelny niemal codziennie umieszcza tam krótkie notki o tym, co zrobił jako prezydent, o sukcesach swoich i Poznania, maratonie, w którym biega, i meczach Lecha, które ogląda. Wpisy opatruje galerią zdjęć. Pod jego wpisami zdarzają się ożywione dyskusje, ma też po kilkanaście komentarzy pod każdym wpisem na blogu, który prowadzi od ubiegłej kampanii samorządowej. Pisze tam co tydzień-dwa, odpowiada na pytania poznaniaków, zdarza mu się wyzłośliwiać na dziennikarzy i polityków. Jego strona WWW jest w budowie, ruszy najpóźniej za tydzień.

Kandydat PO Grzegorz Ganowicz ma prywatny profil na Facebooku (302 znajomych). Jego sztab przygotowuje kampanię internetową. - Strona WWW jest na ukończeniu, pojawi się publiczny profil na FB. Ale wolę tego nie zapowiadać, tylko pokazać. Cierpliwości, za kilka dni będzie się działo! - mówi Ganowicz.

Internetowa kampania Tadeusza Dziuby (PiS) raczkuje. Jego profil na FB lubi raptem 40 osób, strona WWW jest nieaktywna, a blog na prawicowej platformie Salon24 jest pusty. - Kampanią w sieci zajmuje się osoba oddelegowana z Forum Młodych PiS, partyjnej młodzieżówki - mówi Aleksandra Soczyńska, rzeczniczka Dziuby. - Ta osoba będzie administrować profilem na FB i stroną WWW, która lada chwila ruszy. Blog Tadeusz Dziuba będzie pisał samodzielnie, zacznie za kilka dni. Z czasem chcemy nagrywać krótkie filmy z komentarzami naszego kandydata. Będziemy je umieszczać na YouTube - wylicza. - Idąc z duchem czasu trzeba korzystać z portali społecznościowych. Nie chcemy odstawać od innych kandydatów, liczymy też, że przez działania internetowe poszerzymy elektorat - tłumaczy Soczyńska.

Skromną kampanię w sieci ma Jacek Bachalski, kandydat SLD. To tylko profil na FB (218 znajomych) i strona WWW z bieżącymi komentarzami, zdjęciami z konferencji prasowych i programem. - Nasz kandydat bierze czynny udział w tworzeniu tekstów na stronę, a powielanie profili na pozostałe portale, takie jak Twitter, to niepotrzebne mnożenie form przekazu, skoro wiedzę na temat kandydata można uzyskać poprzez jego stronę i profil na Facebooku - tłumaczy Kinga Kaczmarek, rzeczniczka Bachalskiego.

Czy ten wysiłek kandydatów się opłaci? Politolog dr Dorota Piontek z UAM jest sceptyczna: - Internet może być medium wspomagającym w kampanii, ale nie głównym. Bo informacji o kandydatach szukają w sieci osoby interesujące się polityką, a więc o określonych poglądach, w których np. się utwierdzają. Trudno tam pozyskać nowych wyborców.

Źródło: Gazeta Wyborcza (LINK)
Słowa kluczowe:wybory2010

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar