"Studenci na piątkę:" ich pierwszy wyborczy raz…
Pasmo Student   
czwartek, 20 stycznia 2011
Niczym w Ulicy Sezamkowej, ten tekst również sponsoruje litera. Jest nią litera „P”: „P” jak Poznań, poznaniacy, jak podsumowanie noworoczne i… jak Pasmo Student.







A co to jest pasmo?


Pomysł „pasmowej”, obok oczywistej okręgowej, konstrukcji list wyborczych My.Poznaniacy – umieścić na miejscu na liście o tym samym numerze w każdym okręgu wyborczym osoby, które zajmują się tym samym aspektem życia w mieście – prosty jak konstrukcja cepa – okazał się małą rewolucją ostatnich wyborów. Szeroko komentowany w mediach, zyskał uznanie ekspertów. Spodobał się m.in. profesorowi Krzysztofowi Podemskiemu, socjologowi z UAM, który stwierdził, że  ten prosty zabieg jest bardzo przydatny dla wyborcy, pozwala mu łatwo wybrać z tej listy „swojego” kandydata. Było więc Pasmo Kultura (miejsca 10), byli ekolodzy (4), Pasmo Mobilny Poznań (3 – komunikacja i transport), byli samorządowcy, społecznicy, a także – Pasmo Student!

Studenci na 5!

Michał Kubanek (II rok prawa), Adam Jankowiak (magistrant na gospodarce przestrzennej UAM), Ola Binas (abs. UAM, studia podyplomowe dla tłumaczy), Bogdan Dzudzewicz (I rok prawa UAM), Czarek Brudka (maturzysta II LO), Janek Mausch (V rok kultury politycznej UAM), Ala Białas (I rok międzynarodowych stos. gospodarczych UE) i Agnieszka Ziółkowska (IV rok filologii hiszpańskiej UAM) – to 8 wspaniałych tej opowieści, czyli właśnie Pasmo Student. Poznańscy studenci i uczniowie, którzy razem wystartowali w wyborach samorządowych 2010 z listy Porozumienia My.Poznaniacy. Studenci, rzecz jasna, na piątkę i celujący, dlatego otrzymali stosowny numer na listach: 5 w każdym okręgu wyborczym. Na piątkę nie załapali się niestety ani Kuba Sobczak (już absolwent) ani Aga Ziółkowska, i musieli się zadowolić mniej doskonałymi numerami. Żaden numer nie przypadł natomiast Edgarowi Drozdowskiemu (IV rok prawa) – spiritus movens oraz wielkiemu zwolennikowi startu My.Poznaniacy w wyborach. Ku swojemu utrapieniu, jedynie mailowo i mentalnie wspomagał wyborczych śmiałków z  erasmusowej przygody w Wiedniu – napisał już o tym swoje wspomnienie wyborcze.

Startujesz w wyborach? No co Ty! Jak to się stało?

Jeśli chodzi o współpracę i moje zaangażowanie się w kampanii wyborczej My Poznaniacy, to decyzja trudna nie była. O Stowarzyszeniu słyszałem wcześniej. Wiedziałem też, z relacji kuzyna [Edgara Drozdowskiego, przyp. red.] i z gazet, czym się zajmują, jakie problemy mają dla nich znaczenie priorytetowe. Natomiast kiedy szef kampanii Maciej Wudarski opowiedział mi o koncepcji „pasm tematycznych“ proponując jednocześnie start w wyborach, miałem cięższy orzech do zgryzienia. Decyzja nie była tym razem ani łatwa ani szybka, ale zgodziłem się, traktując sam start jako wyraz poparcia dla Stowarzyszenia i chęć pomocy, jeśli nie liczbą zdobytych głosów, to organizacyjnie, merytorycznie, motywacyjnie – wspomina Bogdan Dzudzewicz.

Sądzę, że pod tymi zdaniami Bogdana wszyscy jesteśmy skłonni się podpisać obiema rękami. Ale nie każda droga do My.Poznaniacy wyglądała tak samo. Ola Binas, Janek Mausch i Aga Ziółkowska, pod wodzą charyzmatycznego szefa kampanii sieciowej, z początku zajmowali się robieniem wielkiego szumu w Internecie, czyli prowadzeniem blogów i kont na Facebooku liderów poszczególnych okręgów. Jak czas pokazał, nacisk położony na kampanię internetową i dotarcie w ten sposób do jak największej liczby osób, które wcześniej o My.Poznaniacy nie miały pojęcia, dał świetne wyniki. Oto w sondażach przedwyborczych największe poparcie mieliśmy wśród ludzi młodych (18-24 lata) i wykształconych, czyli najintensywniej korzystających z sieci. Ale jest to głównie zasługa Marcina, bo Ola, Janek i Aga, z upływem czasu, rosnącym zaangażowaniem a także przy wielkich zachętach ze strony Lecha Merglera – z „pisaków” stali się kandydatami My.Poznaniacy do rady miasta i musieli się zająć rozkręcaniem kampanii studenckiej.

Odpowiedź na pytanie: o co chodzi z My.Poznaniacy i dlaczego startujesz w wyborach, była dla wszystkich jeszcze bardziej złożona. – Chcemy by Poznań był miastem, w którym fajnie się mieszka. Miastem o sprawnej komunikacji publicznej, z centrum tętniącym życiem, z drzewami, ławkami, kawiarniami, deptakami i ścieżkami rowerowymi. Miastem, w którym szanuje się kulturę. Miastem przyjaznym młodym ludziom, z którym dobrze byłoby się związać nie tylko na czas studiów. Przy 140 000 tys. studentów, którzy żyją, pracują i wydają w mieście pieniądze, Poznań powinien zdecydowanie bardziej uwzględniać ich głos i potrzeby. Chcieliśmy, by Akademicki Poznań, nie był tylko hasłem lansowanym przez Biuro Promocji Miasta i chcieliśmy wziąć za to odpowiedzialność. Koniec końców, nie można narzekać, jeśli samemu nie próbuje się nic zmienić – podsumowała start w wyborach studentów Agnieszka Ziółkowska, koordynatorka Pasma. Nie był to start bezrefleksyjny, bez idei – uczestnicy Pasmo Student opracowali studencki sub-program wyborczy.

Jednak zanim na dobre Pasmo Student wyszło uzbrojone w ulotki i plakaty na ulice miasta i zaczęło przekonywać poznaniaków do postawienia krzyżyka przy swoich nazwiskach, musiało stoczyć jeszcze jedną batalię – o prawo głosu dla studentów.

Studenci i ryby głosu nie mają?

Nasze zainteresowanie tematem spowodował artykuł red. J.Leśniewskiej i F.Piętki w „Gazecie Wyborczej” z 17 października 2010 r., pt. „Czy student bez meldunku może głosować”? Informował on, że aby dopisać się do listy wyborców w Poznaniu, należy udowodnić fakt zamieszkiwania pod konkretnym adresem i przedłożyć w tym celu dokumenty potwierdzające stały pobyt pod tym adresem, np. umowy najmu mieszkania czy umowy o pracę, albo też w inny sposób udokumentować swoje związki z miastem.

Jednak dopiero materiał wyemitowany przez stację TVN24 26 października 2010 r. dał nam impuls do tego, by zająć się to sprawą i zainterweniować pisząc protest do prezydenta R. Grobelnego. Wynikało z niego jasno, że w innych miastach Polski (jak Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław) nie mają miejsca tego typu praktyki – wystarczy złożyć wniosek o dopisanie do spisu wyborców. Utwierdziły nas w tym również głosy znajomych studentów, którzy od lat mieszkają i uczą się w naszym mieście. Chcieli oni głosować w wyborach samorządowych i przez to tym bardziej związać się z Poznaniem, a urząd miasta powiedział „nie“, albo utrudniał lub wręcz uniemożliwiał dopisanie się do rejestru wyborców, wymagając od nich dodatkowych dokumentów i zaświadczeń. Z tego, co wiemy, po naszej interwencji polityka miejska nie uległa w tym zakresie zmianie, dalej z nieznanych nam powodów ograniczając konstytucyjne prawo każdego obywatela – czynne prawo wyborcze. Wymierny skutek może taki, że urzędnicy stali się życzliwsi.

Kampania? Miejski survival!

Start w wyborach samorządowych okazał się przygodą, której z pewnością nie zapomnę. Bo okazało się, że to nie tylko dużo pracy, ale również możliwość poznania wielu interesujących ludzi i robienia rzeczy, których w innym wypadku na pewno bym nigdy nie zrobiła – opowiada Alicja Białas. Agnieszka Ziółkowska – Zdecydowanie jest to jedno z najciekawszych i wszechstronnie rozwijających doświadczeń w moim życiu. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek przy pomocy własnej produkcji kleju będę rozwieszać plakaty wyborcze w mieście, ani tym bardziej, że zorganizuję konferencję prasową. A tu proszę. Życie potrafi zaskoczyć, a kampania stawia pod murem i wyciska z wszystkich w nią zaangażowanych siódme poty i nie ma że boli.

Nie zabrakło oczywiście momentów humorystycznych. Wieczorne narady i dyskusje w klubie Meskal, a raczej próby sprawnego i konstruktywnego ich przeprowadzenia  często kończyły się atakiem desperackiego śmiechu zgromadzonych i przemęczonych studentów. Niekończąca się lawina maili przyprawiająca wszystkich o dreszcze i to kotłujące się w tyle głowy pytanie, kiedy ostrożnie, z rana uruchamiało się komputer: przez ile wiadomości trzeba się, tym razem, przebić na „dzień dobry”? 50, 100, 150? Przemarznięte palce od wypadów na miasto i roznoszenia ulotek. Te wszystkie „małe niedogodności” członkowie Pasma Student, z półtoramiesięcznej perspektywy, przypominają sobie z nostalgią i uśmiechem.

Nie zapomnę niedzieli poprzedzającej wybory – wspomina Bogdan Dzudzewicz – Była piękna pogoda, prawie wiosna. Razem z Agą jeździliśmy cały dzień po mieście klejąc plakaty. Nie wzięliśmy do tego, rzecz jasna, żadnego stołka, więc cała operacja wymagała niezłej ekwilibrystyki i wchodzenia na konstrukcje, co było, naturalnie, „surowo wzbronione”. Na sam koniec zostawiliśmy sobie dyktę przy rondzie Kaponiera. Szczęśliwi, że już się zbliża koniec tej zabawy, zziajani i upaprani klejem, podchodzimy do stelaża i... zamieramy, po czym wybuchamy śmiechem, ale takim śmiechem, jakim się śmieje człowiek na wpół już oszalały. Idealnie i tylko i wyłącznie przed miejscem na płycie przeznaczonym dla My Poznaniacy znajdowała się piękna i głęboka kałuża, praktycznie uniemożliwiająca klejenie. Ale niestraszne nam były takie przeciwności losu i złośliwości natury i koniec końców plakat zawisł. Potraktowaliśmy to jako dobry omen….

Na kandydatów z Pasma Student w zagłosowało w wyborach 856 poznaniaków. Za te głosy i okazane zaufanie serdecznie dziękujemy. Pasmo Student już nie istnieje, ale jego uczestnicy działają razem dalej.

Zebrała i całość opracowała
Agnieszka Ziółkowska

Słowa kluczowe:wybory2010

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 21 stycznia 2011 21:34