Była Miejska Debata Wyborcza i Skaner
Lech Mergler   
piątek, 07 października 2011


Zgodnie z zapowiedziami w środę, 5 października br., w klubie Meskalina odbyła się publiczna debata z udziałem kandydatów do Sejmu, podsumowująca w Poznaniu Miejski Skaner Wyborczy. Trzeba odnotować to wydarzenie, a przede wszystkim wstępnie ocenić i sformułować pierwsze wnioski.




Podczas tej kampanii w powietrzu nie było czuć prochu przedwyborczych bitew, przeciwnie – senna kampania odpowiadała błogostanowi cudnej, złotej jesieni (jak przed burzą?). Dlatego specjalnie nie dziwi, że na naszą debatę przyszło tyle akurat osób, żeby zapełnić salę, ale nie można powiedzieć, iż „Meskalina trzeszczała w szwach”. Media dopisały, ale ze skutkiem średnim, o istotnych powodach dalej.. Całość trwała niespełna trzy godziny…

                    Co i jak było?

Zaproszenia na debatę przyjęło dziewięcioro kandydatów do Sejmu plus jeden – po troje z komitetów PiS, PO i SLD oraz jeden z RPP. Pozostałe komitety (PJN, PPP, PSL) otrzymały zaproszenie do realizacji Miejskiego Skanera Wyborczego, której podsumowaniem była debata, ale nie odpowiedziały. Pojawiające się teraz zarzuty, iż któryś z ich kandydatów nie został poinformowany mogą wskazywać na wewnętrzne problemy organizacyjne.

Scenariusz debaty był w założeniach prosty: najpierw tytułem wstępu dokonujemy prezentacji syntetycznych wyników skanera wyborczego  w Poznaniu, wskazując na charakterystyczne dla kandydatów lub komitetów punkty, z krótkimi komentarzami gości i zespołu moderatorów My-Poznaniacy. Potem jest dyskusja nad 4 tematami: moderatorzy stawiają pytanie, jeden kandydat z każdego komitetu odpowiada, publiczność i moderatorzy dopytują, i tak 3-4 razy. Na koniec socjolog profesor Krzysztof Podemski z UAM, podsumowuje wszystko i wszystkich. Pytania „przeglądowe” miały dotyczyć: diagnozy stanu polskich miast, potrzebnych Poznaniowi ustaw i działań centralnych, sensu polityki miejskiej jako krajowej polityki publicznej oraz stanu i perspektyw demokracji miejskiej, czyli kto naprawdę rządzi w miastach?

Proste założenia okazały się dość karkołomne w realizacji. O powodach poważniejszych jest dalej, najpierw o tym, co naoczne i dość oczywiste. Nie do końca udało nam się dotrzymać scenariusza i dopilnować dyscypliny wypowiedzi. W efekcie całość nieco „rozjechała” się na liczne wątki polemiczne, riposty do ripost i rozciągnęła w czasie. (Tu uznanie dla wytrwałości gości, którzy wytrzymali przed reflektorami 3 godziny w bezruchu ściśnięci na kanapach na oczach publiki). Klarowna w planie struktura zrealizowała się jako taki „patchwork” tematów, wątków, problemów – licznych i ważnych, choć nie dość pozbieranych. Niestety, co wytknął prof. Podemski, w tym wszystkim w dużej części wypadł wątek demokracji miejskiej, który miał i mógł być osią debaty.

Był stres, bo było dużo emocji, był nasz brak doświadczenia (pierwsza taka debata organizowana przez Stowarzyszenie) i były ambicje, żeby publicznie poważnie pogadać na poważne tematy z poważnymi ludźmi w szczególnym, jak wybory, momencie... Pomysł zaproszenia do debaty aż 10. wytrawnych polityków naraz okazał się komunikacyjną akrobacją. Ale, według licznych opinii, obronił się, bo była to jedyna w Poznaniu okazja bezpośredniego kontaktu z tyloma znaczącymi politykami jednocześnie, kandydującymi do Sejmu i uczestniczenia w wymianie na żywo opinii między nimi.

                                                                                          *  *  *

Nie da się tu zrelacjonować całej debaty, tylko kilka charakterystycznych wypowiedzi.
Spontaniczna, ale zgodna wypowiedź radnych P. Alexandrowicza (PiS) i T. Lewandowskiego (SLD), zdecydowanie krytycznych wobec bezpośrednich wyborów prezydentów miast (burmistrzów, wójtów), co doprowadziło do utraty społecznej kontroli nad władzą wykonawczą. Radny T. Dziuba (przew. PiS w Poznaniu) zarzucił obecnej sytuacji sprzyjanie relacji klientelistycznej między władzą a obywatelami.
Żarliwa polemika posła M. Zielińskiego (PO) z radnym sejmiku wojewódzkiego Z. Czerwińskim (PiS), który to jako jeden z nielicznych nie popiera żądania eksmisji bazy F16 z Poznania, a Zieliński stara się jej pozbyć.
Atrakcyjna propozycja poseł K. Łybackiej (SLD, podtrzymana w kuluarach) odbycia takiej jak środowa debata dyskusji – po wyborach.
Deklaracja posła R. Grupińskiego (szef PO w Wielkopolsce), iż niekoniecznie w przygotowywanych projektach legislacyjnych zostanie podniesiony próg frekwencyjny w referendum dla odwołanie prezydenta miasta (wójta, burmistrza).
Zdecydowana wypowiedź poseł A. Kozłowicz-Rajewskiej (PO), ale także innych, za daleko idącymi zmianami w polityce społecznej, także w sprawie etyki w szkołach, razem z radną K. Kretkowską (SLD, wiceprzew. rady miasta) i na rzecz podmiotowości mieszkańców.


Miejski Skaner Wyborczy – teraz mamy dil!


Syntetyczne wyniki skanera w Poznaniu (dostępne są także ankiety wypełnione indywidualnie przez 14 kandydatów  do Sejmu w Poznaniu) pokazują dużą zbieżność opinii w kwestiach miejskich naszych i kandydatów. Średnia wartość tej zgodności z My-Poznaniacy przekracza 80% (na podstawie naszej założonej punktacji), a sporo więcej w niektórych podzbiorach respondentów. Dobrze zauważyć, że „kwestia miejska” jest szczęśliwie dość odporna na partyjne różnice i spory, co nie zaskakuje, bo w konkretach współpracujemy w sprawach miejskich z politykami wszystkich opcji politycznych bez szczególnych problemów. I o to chodzi. Co do metodologii samego skanera – można zgłaszać rozmaite wątpliwości, naszą intencją było zadanie wprost pytań o problemy, które są dla miast najważniejsze, naszym zdaniem – licząc na takie odpowiedzi (wprost).

Jasne, że była kampania wyborcza – jedyny czas, kiedy politycy słuchają obywateli. Jeśliby założyć, że niemal cała czołówka poznańskiej polityki ściemniała wypełniając ankiety skanera, aby przypodobać się naszemu Stowarzyszeniu i naszej klienteli – to byłoby założenie optymistyczne! Bo świadczyłoby o traktowaniu serio przez polityków zgłaszanych przez nas problemów i poglądów – jako popularnych, uznawanych za istotne – na tyle, że w kampanii wyborczej kalkuluje się zdecydowanie je popierać lub z nimi identyfikować!

Osobiście sądzę, że nasi politycy w dużym stopniu myślą tak, jak napisali w ankietach, bo to jest sensowne, słuszne. Jeśliby jednak nie do końca tak było, to nie przekreśla sensu Miejskiego Skanera Wyborczego. Bowiem myślenie można zmienić poprzez uczenie się i wnioskowanie, i elastycznie dostosować do tego działanie. Wypełniona ankieta to rodzaj publicznej, utrwalonej i ogłoszonej deklaracji, którą wyborcy mogą traktować jak ZOBOWIĄZANIE, umowę. To liryka polityczna, ale my stanowi twardą gwarancję dopilnowania jej realizacji: My-Poznaniacy i Kongres Ruchów Miejskich. Wiadomo, że nie odpuścimy. Nie chodzi o szantaż czy straszenie polityków. Oni mają interes w tym, żeby coś im w tym Sejmie wyszło, żeby ktoś im pomagał w ich okręgu wyborczym, żeby był jakiś sens w tym ich posłowaniu. Możemy to ze swej strony gwarantować, skaner wyborczy ma sens właśnie dlatego, że ma dalszy ciąg i dlatego jest to dil obustronnie korzystny.

Z punktu widzenia polityki realnej nie da się pominąć faktu, nieprzypadkowego, że kandydaci PO, partii rządzącej, w swoich ankietach w niższym stopniu dzielą nasz punkt widzenia na kwestie miejskie – średnio ok. 75%. Jednocześnie nie unikają deklaracji o chęci zaangażowania się w inicjowanie działań w tym obszarze w Sejmie. Wagę tematu więc doceniają, ale myślą o nim po swojemu. Czeka nas zatem dyskusja z PO. Jasne, że ani PiS ani SLD, to nie są żadne polityczne niewiniątka z czystą kartą, PO jest na dywanie, bo akurat sprawowała władzę.
Bycie przy władzy narzuca ostrożność w deklaracjach. Liderzy partii muszą popierać przegłosowane przez nią lub przygotowywane ustawy – ws dostępu do informacji publicznej (błąd), JOWów w wyborach do rad dużych miast (interes polityczny), o wzmocnieniu pozycji prezydentów miast wobec rad (interes). Jeśli PO chce konserwować status quo, co na krótką metę służy utrzymaniu stanu posiadania, bardziej niż reagować na wyzwania rozwojowe, to postawa obrony przed formami demokracji partycypacyjnej i bezpośredniej może być górą, niestety. Jednak lokalna demokracja przedstawicielska bez oparcia w partycypacji obywatelskiej jest mało wydolna i prowadzi do paternalizmu, nepotyzmu i kacykozy…
Podobnie jeśli chodzi o zmitologizowane myślenie „rynkowe” – czy PO przestanie stawiać na okrajanie sektora publicznego (oszczędne państwo + prywatyzacja), zamiast zabiegać o podnoszenie jego jakości (sprawne państwo i władza…)? Czy nadal wielki, prywatny inwestor ma być kluczem do przyszłości, więc powinien dostać warunki zabudowy jakie zechce, a miasta to archipelag samodzielnych, rywalizujących o zyski firm?
W PO widać nurt umiarkowanego uspołecznienia myślenia, także różnorodność poglądów, więc większa zbieżność w sprawach miast w przyszłości nie jest, być może, wykluczona.

                    Wyzwanie – miejska narracja "open" i "pop"

Moim zdaniem jedną z głównych przyczyn trudności w przeprowadzeniu debaty tak, jak chcieliśmy, była sama jej problematyka – problematyka miejska. Ściślej – obecnie dostępny poziom jej komunikowalności i zrozumienia. A po ludzku:
– Kandydaci (politycy), nie tylko PO (był taki zarzut) nie bardzo rozumieją, o co chodzi z „kwestią miejską”, nie potrafią odnaleźć się w dyskusji na ten temat, stąd ona jest trudna.
– My, ruchy i organizacje miejskie nie bardzo potrafimy w przystępny, komunikatywny sposób opowiedzieć miejski punkt widzenia nie tylko szerszej publiczności i mediom, ale także politykom.
– W dużym stopniu dlatego że jest to problematyka dość nowa, trudna i oryginalna, bo chodzi o nowy paradygmat rozwoju.

Z tych właśnie powodów kandydaci mieli takie trudności z udzieleniem jasnej odpowiedzi na proste pytanie o diagnozę sytuacji polskich miast: jest raczej dobrze i bliżej standardów europejskich, czy przeciwnie? Skoro w ankietach poparli potrzebę tak licznych działań… Jednak skąd mieli wiedzieć co to znaczy, że miasto ma się dobrze, i miasta? Co o tym świadczy, poza wysokim PKB? Dużo samochodów, galerii handlowych i tras szybkiego ruchu? Domki pod miastem? Wyburzanie starych kamienic pod nowoczesne budownictwo? Wymiana składu socjalnego kwartałów starej zabudowy po remontach? A może na odwrót? Co tu jest dla kogo oczywiste? Żeby udzielić szybkiej, pewnej, syntetycznej odpowiedzi na pytanie o diagnozę? Cała polska polityka za bardzo nie rozumie czym jest/ma być europejskie miasto zrównoważonego rozwoju wg Karty Lipskiej. Jest ona wciąż zdominowana przez neoliberalne „oczywistości” – dążenie do prywatyzacji, okrajanie sektora publicznego, rynek dla zysku, kult „inwestora”, itd. Ponadto – syntetyczne pytanie o stan środowiska przyrodniczego w Polsce, gospodarki, edukacji albo motoryzacji jest już jakoś wyobraźni przyswojone, o miasta jakby nie..
Z drugim pytaniem – o politykę miejską jako zadanie publiczne – też było tak sobie, bo dodatkowo w zbyt skomplikowany i emocjonalny sposób zostało postawione…

Nasz problem z komunikacją polega na tym, ze w dużym stopniu pochłania nas i wypełnia komunikacja "wewnętrzna" – na komisjach i sesjach rady miasta i rad osiedli, na naszych listach i stronach internetowych, w tekstach publicystycznych fachowych i pismach urzędowych. Nie chodzi tylko o pojęcia, słowa i język, ale o to, że nasze oczywistości są przede wszystkim nasze, naszych ekspertów i zwolenników. A „na zewnątrz” może być różnie. Bo, na przykład, to nie jest wcale dla wszystkich oczywiste (raczej odwrotnie), że budowanie nowych dróg dla samochodów prowadzi na dłuższą metę do kryzysu komunikacyjnego (a nie na odwrót), a poprawianie warunków działania deweloperów wyklucza masy ludzi z udziału w rynku mieszkaniowym (a nie na odwrót). Narracja miejska otwarta i popularna jest konieczna, by przekonać innych do naszych oczywistości…

Kwestia miejska zderza się z myśleniem "resortowym" (komisyjnym), gdzie problemy społeczne, przestrzenne, ekonomiczne  i np. ekologiczne są widziane i rozwiązywane jako osobne. Tymczasem w mieście, złożonym systemie ciasnych powiązań wszystkiego i wszystkich ze sobą takie oddzielenie prowadzi do chaosu. Ale nauczenie się holistycznego myślenia miejskiego wymaga czasu, to się dopiero zaczyna, tematyka „miejska” żywo w Polsce jest obecna od kilku lat.. Nie chodzi o kilka oderwanych od siebie ustaw, ale o całościowe programy dla miast, których ustawy będą częścią. Dokonuje się zmiana cywilizacyjna, życie miejskie staje się podstawowym sposobem życia człowieka, ale nie do końca jeszcze to ogarniamy, mimo że jesteśmy tak zaangażowani.
Z tego wynika bardzo poważna potrzeba pracy nad tym, co i jak mamy do powiedzenia innym, nawet gdy tylko pytamy.. Bo warunkiem powodzenia dalszych działań wynikających ze skanera jest wywołanie woli politycznej działania na rzecz miast. A jej nie będzie bez zrozumienia problemu.. Bez tego nie będą miały sensu i mocy nowe instytucje i nowe prawo – dla miast. Na przykład PUM – Pakiet Ustaw Miejskich.

                                                                                           *  *  *

Co dalej? Wraz z wyborami parlamentarnymi i naszym w nie zaangażowaniem poprzez Miejski Skaner Wyborczy, Kongres Ruchów Miejskich dotarł do finału formuły istnienia i działania uzgodnionej w czerwcu w Poznaniu i musi/powinien określić nową, bardziej perspektywiczną, długotrwałą. Zatem przed nami rzecz duża i wspólna.

Wydaje się,że założenia inkorporowania do debaty wyborczej podstawowych problemów miast zostało na poziomie elementarnym zrealizowane, skromnie ale realnie, i lokalnie i w skali kraju, przynajmniej w niektórych mediach. Podsumowanie wyłoni się w dyskusji..


Lech Mergler
PS. Relacja i komentarz autorski, nie jest stanowiskiem Kongresu ani My-Poznaniacy


Słowa kluczowe:kongres

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 07 października 2011 23:15