Amica W., pseudonim „Lech P.”
Marcin Muth   
czwartek, 10 lutego 2011
Kiedy byłem małym chłopcem, hej, piłka nożna była pasjonującą dyscypliną sportu. Ja i moi koledzy wychowywaliśmy się na pięknych meczach Argentyńczyków z Maradoną na Mexico’86 i Holendrów z Gullitem i Van Bastenem w na Euro’88. Ściskaliśmy kciuki za szalony Kamerun z Rogerem Millą i nie mogliśmy się nadziwić, że drewniany niemiecki walec rozjechał wszystkich przeciwników w drodze po złoto na mundialu we Włoszech.

Polska reprezentacja akurat zaczynała spadać na dno, nas jednak najbardziej obchodził jeden jedyny klub na świecie. Niebiesko-biały jak wiosenne niebo. Kolejowy jak Dworzec. Poznański jak Koziołki. Wielki jak Kazimierz. Nasz jedyny Lech, Lech, Kolejorz. Ściskaliśmy za niego małe kciuki, gdy toczył zacięte boje ligowe i pucharowe.

Pamiętam wydaną na fatalnym papierze książkę „Poznańska lokomotywa”, z której dowiedziałem się o herosach z zamierzchłych czasów. Teodor Anioła, Edmund Białas, Henryk Czapczyk, czyli słynny na przełomie lat 40. i 50. atak A-B-C wywarli na mnie większe wrażenie niż obejrzany na śnieżącym magnetowidzie „Rambo”.

Pękałem z dumy, gdy tata powiedział, że jeden z legendarnych piłkarzy starego Lecha, świetny obrońca Zygfryd Słoma, to mój wujek. Nawet z pierwszej komunii świętej najlepiej pamiętam nie rower, a zupełnie inny prezent. Wycieczkę na mecz Lecha z Górnikiem Zabrze.

Wiosną 1988 roku zespół z Araszkiewiczem, Pachelskim i Kruszczyńskim pokonał po karnych Legię Dziekanowskiego w finale Pucharu Polski, a jesienią dwa razy zremisował z Barceloną Cruyffa. Odpadł z pucharów po nieszczęsnym karnym Damiana Łukasika, co wywołało w małych kibicach pierwszą głębszą refleksję nad niesprawiedliwością świata.

Dzięki dziecęcej fascynacji, która do dziś zmusza mnie do śledzenia najmniej nawet rzucających się w oczy zdarzeń futbolowych, potrafię połączyć fakty, które mniej uważnym obserwatorom piłkarskich zmagań mogły umknąć. Każde z nich osobno niewiele znaczy, ale razem tworzą ponury obraz poznańskiego środowiska piłkarskiego.


Na salony kuchennymi drzwiami

Jest czerwiec 1992 roku. Podczas gdy Lech zdobywa swoje 4. mistrzostwo Polski, w niedalekich Wronkach Ryszard F., pseudonim „Fryzjer” doprowadza do połączenia Czarnych/Wromet Wróblewo i  Błękitnych Wronki w jeden zespół o nazwie Amica. Formalnie klub był częścią działu marketingu firmy produkującej kuchenki (dawniejszy Wromet) należącej do Jacka Rutkowskiego. Dzięki pieniądzom firmy przeznaczonym na reklamę, Amica szybko pnie się w górę. Dzięki operatywności Ryszarda F. robi to w rekordowym tempie. W ciągu czterech sezonów przeskakuje 6 klas rozgrywkowych i melduje się w Ekstraklasie.

Współpraca z Ryszardem F. układa się fantastycznie aż do końca millenium. W 2000 roku wiceprezes Janas i trener Majewski pozbywają się go z klubu. Fryzjer zostaje też ogłoszony persona non grata przez PZPN. Nie przeszkadza mu to jednak pomagać podupadłemu w tamtych latach Lechowi. Sprowadza do niego swoich ulubionych trenerów oraz piłkarzy i załatwia awans do piłkarskiej elity. Pomaga ratować uznaną markę, którą w 2006 roku kupi świetnie mu znany holding Amica, choć on już wtedy będzie miał wyznaczone zupełnie inne „cele”.

Wcześniej, w 2004 roku Lech zdobywa pod wodzą byłego rezerwowego bramkarza i trenera młodzieży Amiki – Czesława Michniewicza – Puchar Polski. Z tego sezonu oprócz trofeum zostaje także inna pamiątka. Legendy Lecha napastnik Piotr R. i obrońca Waldemar K. oraz inny zasłużony piłkarz Zbigniew W. po latach zostają oskarżeni przez prokuraturę o sprzedanie meczu Świtowi Nowy Dwór. Według dziennikarzy piszących o korupcji, a nawet wspomnień samych piłkarzy, brudnych wyników było więcej, a w większości udział miał Ryszard F.

Zarzutów nie ma natomiast za wcześniejszy sezon, gdy Lech wygrał II ligę. Nie ma i nie będzie, bo ściganie korupcji w piłce jest możliwe dopiero od 1 lipca 2003 roku. Zatem na razie udowodniono, że kupione były wszystkie sezony po tym dniu, a co się działo przedtem pozostanie tajemnicą zainteresowanych. Przypadkiem tylko oficjalny twórca awansu Lecha – Bogusław Baniak pracował niemal w wielu klubach, które mają dużą liczbę zarzutów korupcyjnych.

Szczególnie ciekawy jest przykład Kujawiaka Włocławek, który potem grał jako Zawisza Bydgoszcz, a w końcu został rozwiązany przez właściciela – poznańską firmę Hydrobudowa. Z tego klubu niemal wszyscy kluczowi działacze – w tym znany poznański menadżer Wojciech K. – usłyszeli zarzuty korupcyjne, a trener dziwnym trafem nie. Pan Baniak pracował także w Amice Wronki za czasów Fryzjera oraz w Odrze Opole, której prezes Ryszard Niedziela sam przyznał się do korupcji i napisał nader ciekawą książkę o tym procederze.

Pan Baniak jednak jest absolutnie czysty. Według dziennikarzy tylko dlatego, że poszedł na współpracę z prokuraturą, według siebie dlatego, że jest krystalicznie uczciwy. Obecnie pracuje w Warcie Poznań. Tej samej Warcie, która ze względów humanitarnych i marketingowych przygarnęła wyrzuconego z Lecha Piotra R., a obecnie chwali się na całym świecie przepiękną prezeską z „Playboya”. Tylko według złośliwych żurnalistów jasnowłosa piękność ma zasłonić ciemny charakter męża Jakuba P. pseudonim „Pyza”, w 2007 roku zatrzymanego przez CBŚ jako groźny gangster, obecnie występującego jako prezes firmy deweloperskiej.


Trupy w szatni

Kiedy pana Rutkowskiego pytano dlaczego wydaje tyle pieniędzy na klub piłkarski Amica, tłumaczył, że to świetna reklama, bo marka pojawia się na stronach sportowych wszystkich gazet w Polsce. Pal licho, że zazwyczaj kuchenki wybierają jednak żony kibiców, a nie sami kibice i uzasadnienie to jest dość naciągane. Zwróćmy jedynie uwagę na inny ważny element tej wypowiedzi. Na znaczenie wizerunku. I jeszcze raz spójrzmy na ostatnie wydarzenia w Warcie. Press-Service wyliczył, że promocja klubu dzięki pojawieniu się pani prezes warta jest 800 tysięcy złotych. Tyle kosztowałoby bowiem wykupienie ogłoszeń we wszystkich mediach, które napisały o tym całkowicie dobrowolnie.

Czas na kilka refleksyjnych pytań? Skoro marketing marki Amica przykrywał niemal 10-letnią działalność człowieka pokroju Ryszarda F. pseudonim „Fryzjer”, to co będzie ukrywać warta 800 tysięcy twarz byłej modelki? Może wyjaśni coś proces, na którym kiedyś będzie musiał się stawić ciągle chory prezes Pyza? A może dowiemy się tego dopiero, gdy na miejscu dawnego stadionu Warty powstanie kameralny stadionik z przyklejonymi do niego kameralnymi drapaczami chmurek?  

I wróćmy jeszcze na koniec do Lecha. Zastanawiać może laika jakiegoś, dlaczego klub uwikłany w korupcję nie został ukarany degradacją, jak to się stało z Widzewem, Jagiellonią, Zagłębiem i innymi? Odpowiedź jest tyleż prosta, co okrutna. Lech nie może być ukarany, bo Lecha nie ma. Zdaniem klubowych prawników jest Amica Wronki grającą pod nazwą Lech Poznań. Klub z Wronek kupił za żywą gotówkę jedynie prawa do marki oraz kilku zawodników. Trupów w szatni umowa nie obejmowała.

Amica W., pseudonim „Lech P.” ma obecnie kłopot. Spotkała ją bowiem niesłuszna nagonka medialna. Prasa oraz część opinii publicznej oburzona jest zachowaniem jej partnera społecznego i handlowego Krzysztofa M., pseudonim „Litar”. Prezes „Wiary Lecha” oraz ogólnopolskiego stowarzyszenia kibiców, napluł na jedną panią i się zrobiła draka. Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego.

Przez lata nikomu nie przeszkadzało, że wielkopolskie kluby zdobywają trofea przy zielonym stoliku. Nie bolało jakoś nikogo, że jednym PR-owym ruchem Lech Poznań został zamieniony w Amikę Wronki. Nie przeszkadzali Ryszard F. i jego świta. To dlaczego, nagle, przeszkadza, że firma pana Krzysztofa M. niegdyś ukaranego zakazem stadionowym, dziś prowadzi catering na chlubie miasta naszego – Stadionie Euromiejskim? Dlaczego przeszkadza, że z jej usług korzystają niemal wszyscy sponsorzy Lecha oraz urzędy Miejski i Marszałkowski? Dlaczego przeszkadza brak reakcji prezydenta, urzędników i działaczy? Przecież dla wszystkich powinno być już jasne, że jak zareagują, to im pan Litar napluje do sałatki i/lub ponczu.








Marcin Muth




Słowa kluczowe:stadion

Komentarze (7)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Amica Poznań
Wreszcie ktoś napisał prawdę. Niech reszta poznańskich kibiców wreszcie zrozumie , że kibicują Amice. Lecha już dawno nie ma...
Fan , 20 marzec 2011
Cały Poznań chórem: amika, amika
Co pyrki prawda w oczy kole ?
Polak , 16 marzec 2011
lech, lech, kucheeennnkooorz!!
Bardzo trafny artykuł! Wreszcie rozsądnie i logicznie myślący poznaniak odważył się zabrac głos w jakze ważnej i głośnej sprawie. A poprzedzający mnie komentatorzy, chluba "inteligencji" wielkopolski, są tak zaślepieni, albo mają za mało honoru i mózgu, żeby znieśc słowa krytyki! Dalej tak, pyry zakłamane!!
WKS WKS WKS !!! , 15 marzec 2011
D.N.O.
Ale gówniany artykuł...
Tytus , 15 marzec 2011
...
wyborcza krew...
Rkn , 12 marzec 2011
"Ania z Zielarskiego Wzgórza"
Gościu, wróć lepiej do pisania o robieniu lodów dla potwierdzenia pozycji społecznej. Na tym się przynajmniej znasz.
Niepoprawny , 11 marzec 2011
A teraz
Baranek w ścianę, potem chwila odpoczynku i jeszcze raz, aż się ta komunistyczna krew na twoim czole pokaże.
ANTYSEMITA , 11 marzec 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 25 lutego 2011 09:53