Projekt Wrocław, projekcik Poznań
Marcin Muth   
niedziela, 26 czerwca 2011


Ze zdziwieniem przyjąłem ostateczny werdykt komisji przyznającej tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Nie dlatego, żebym uważał, jakoby Wrocław nie zasługuje. Myślę, że owszem, zasługuje. Podobnie jak Warszawa zasługuje i Gdańsk zasługuje. Tyle że, trzeba to sobie uczciwie powiedzieć, miasta te już są jednymi z europejskich stolic kulturalnych. Może pomniejszymi, może peryferyjnymi, ale jednak zdobywającymi coraz większą popularność na całym świecie.

Nie można tego natomiast powiedzieć o miastach takich jak Katowice czy Lublin, które po 1989 roku zostały żywcem pogrzebane jako wstydliwe produkty uboczne nierozwojowych regionów. Lublin był przedstawiany, a często także odbierany, jako stolica zaścianka polskiego i zagłębie antyeuropejskiej reakcji. Z kolei Katowice to czarna dziura, w którą wrzucane były pieniądze z naszych podatków, aby ratować nierentowne przemysły tamtejsze.

Trzeba było wielu lat wysiłków, aby skutecznie stawić czoła potężniejszym i bogatszym metropoliom w staraniach o ESK 2016. Choć oba miasta przegrały ostatecznie, to jednak przeprowadziły skuteczną kampanię wizerunkową. Katowice odważnie przedstawiły wizję miasta ogrodów, a Lublin bardzo konsekwentnie udowadniał, że może być miastem inspiracji. Oczywiście, za kampanią wizerunkową musiała i ciągle musi iść ciężka praca u podstaw, ale sądząc po dochodzących stamtąd sygnałach, można być optymistą.

Dla nas, mieszkańców Poznania, konkurs o tytuł ESK 2016 był bardzo smutny. Przegraliśmy przez nokaut już w pierwszej rundzie. Nie dlatego, że mamy gorszych animatorów kultury czy artystów. Nie dlatego też, że brakowało w mieście pomysłów. I nie dlatego, że ktoś się na nas uwziął. Przegraliśmy tylko dlatego, że Poznań wybrał drogę przy której akurat znak ESK 2016 nie może być postawiony.

Jeśli przyjrzymy się drodze jaką przebył Wrocław przez ostatnie 20 lat, to widzimy konsekwentnie realizowany projekt miasta otwartego na świat, szukającego swojej tożsamości w spotkaniu mieszkających tam i przyjeżdżających skądś, żyjących teraz i kiedyś, wpadających na chwilę i niewyjeżdżających nigdy. Wszystkie działania władz samorządowych, lokalnych elit oraz reprezentantów miasta we władzach centralnych ogniskują się na wspólnym celu – uczynieniu z Wrocławia ważnego punktu na mapie Europy i świata. Otwartego miasta spotkań.

Obecnie projekt Wrocław jest firmowany twarzą i nazwiskiem prezydenta Dutkiewicza, ale wszyscy wiedzą, że swoje cegiełki, a może raczej cegły, położyli na budowie także tacy ludzie jak były prezydent, obecny minister kultury Bogdan Zdrojewski, czy marszałek Schetyna. Każdemu z nich udało się stworzyć coś w samym Wrocławiu, a następnie przenieść to coś na poziom ogólnokrajowy. Choćby to coś nie zawsze było postrzegane pozytywnie, to nie można o tym czymś powiedzieć, że nie służy Wrocławiowi.

Niektórzy stronnicy przegranych miast-kandydatów, zarzucają nawet Wrocławiowi kumoterstwo. Mówią, że minister kultury specjalnie rzucił rodzinnemu miastu 100 baniek, żeby jury zobaczyło, jakie stolica Dolnego Śląska ma przebicie. Oczywiście, można ujadać na sprawność zarządzania finansową materią przez dolnośląskich polityków, ale można również spojrzeć na to z innej perspektywy. Z punktu widzenia, mianowicie, sprawnego zarządzania projektem.

Wrocław promuje się przez kulturę od mniej więcej 10 lat. Akurat od momentu, gdy Dutkiewicz zastąpił Zdrojewskiego, który wyjechał na poselską delegację do stolicy. Zmiana osoby nie oznaczała zmiany filozofii zarządzania miastem, ale dała sporo nowej energii. Sumienny i sprawny urzędnik został zastąpiony przez przebojowego menadżera. Co ważne – obaj cały czas grali w jednej drużynie, choć nawet nie należą do tej samej partii. Wrocław promował się przez kulturę, zatem jego były prezydent wywalczył, zapewne przy pomocy innych wpływowych wrocławian, tekę ministra akurat kultury. Jedni powiedzą: „sprytnie“, inni powiedzą „rozsądnie“. Jakby tego jednak nie oceniać moralnie – na pewno skutecznie.


Z działań wrocławskich liderów, nawet bez szczególnie dociekliwych analiz, można odtworzyć pewien zbiór pozytywnych działań składających się na Projekt Wrocław. W ostatnim dziesięcioleciu, gdy miasto promowało się poprzez kulturę, aż 2 ministrów kultury pochodziło z Wrocławia. Przez 7 lat polska kultura na szczeblu rządowym miała wrocławską twarz. Wrocławscy politycy i urzędnicy wycisnęli ze swoich mandatów tyle, ile mogli, żeby pomóc miastu. Przegrali może starania o EXPO i o europejską uczelnię, ale wygrali kilka innych wyścigów, a przede wszystkim zbudowali markę miasta.

Wrocławski sukces dobrze wygląda od góry, ale i bardzo inspirująco od dołu. Konkursowa aplikacja oparta była na haśle „Odzyskiwanie piękna”. Postawiono na zwiększenie udziału w kulturze, także osób wykluczonych oraz na rewitalizację. Dzięki audiodeskrypcji filmy mogą oglądać we wrocławskich kinach niewidomi. Dzięki obligacjom kulturalnym użytkownicy bibliotek i wolontariusze mają tańsze bilety na imprezy kulturalne. Europejski Paszport Kulturalny ma ułatwić uczniom poznanie zagranicznych muzeów. Właściciele kamienic mogą liczyć nawet na 70% dofinansowania na remont elewacji i dachów. Rewitalizowane są cudem zachowane świątynie i osiedla.



Porównajmy to z naszym podwórkiem. Jak pamiętamy twarzą naszej aplikacji był zastępca prezydenta Hinc, który zasłynął przede wszystkim zruganiem szefowej najbardziej znanego poznańskiego teatru. Wcześniej chciał sprowadzić do Poznania festiwal Rock in Rio, a potem jeszcze rozpoczął szarżę ułańską w celu odbicia Camerimage z rąk łódzkich. Skutecznie zraził do siebie całe środowisko kulturalne miasta i pozbawił złudzeń sporą grupę młodych, ambitnych animatorów kultury. W nagrodę został radnym z listy prezydenta Grobelnego i wiceprezydentem na drugą kadencję.

Jaka twarz taki wynik. Poznań nie został potraktowany serio przez komisję. Trzeba jednak dodać, że sam także swoich starań nie potraktował serio. Ot, kolejna aplikacja do napisania. Staramy się o uniwersjadę, EURO, to jeszcze się postarajmy o ESK. Sławek, napisz wniosek. Nie wyjdzie, to trudno. Zorganizujemy Festiwal Ziemniaka i też będzie pięknie. Ma się przecież "know how", no i „stejdium is Ołpin”. Kultura to nie jest nasz priorytet.

Można, upraszczając, powiedzieć, że Poznań nie miał szczęścia do liderów. Nie da się przecież ukryć, że poseł Dzikowski nigdy nie zdobył wpływów takich jak marszałek Schetyna, pierwszy prezydent po 89 – Wojciech Szczęsny Kaczmarek nigdy, w odróżnieniu od Bogdana Zdrojewskiego, nie zaistniał na szczeblu centralnym, a nasz prezydent Grobelny został przez prezydenta Dutkiewicza obsadzony w roli wiernego giermka w planowanej wyprawie po senackie mandaty dla ich wasali.

Żaden z naszych polityków nie umiał przez ostatnie 20 lat przedstawić śmiałej i spójnej wizji, a następnie przekuć jej na codzienny trud konsekwentnych działań. Hasło „Poznań Zurychem wschodu” rzucone przez nieżyjącego już prezydenta Kaczmarka pozostaje smutnym symbolem w momencie, gdy nawet siedziba banku kiedyś nazywanego „wielkopolskim” mieści się, nomen omen, we Wrocławiu. Hasło „Poznań stawia na sport” lansowane przez też nieżyjącego wiceprezydenta Frankiewicza brzmi jakoś słabo w kontekście problemów ze stadionem oraz wyprzedzenia przez drużynę Śląska naszego Kolejorza w boju o europejskie puchary.

To oczywiście tylko symbole. Gorsza rzecz, że trudno doszukać się w działaniach poznańskich elit rządzących spójnej narracji. Prezydent potrafi tylko podliczać tabelki w excellu i tłumaczyć, że bilet MPK musi być droższy, bo nie ma innego pomysłu na zwiększenie dochodów miasta. Wiceprezydent opieprza sławnych artystów, że nie siedzą cicho. Posłowie... No właśnie, co robią nasi posłowie? Ogłaszam konkurs na skuteczną akcję posła poznańskiego jakiejkolwiek partii dającą miastu wymierne profity. Słyszał ktoś, coś, gdzieś?










Marcin Muth

Komentarze (7)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
wrocław a ESK raz jeszcze
tylko, że ja nie uważam, że wrocław był lepszy. nie wiem tego, nie oceniam tego. wrocław miał lepiej napisaną aplikację i potrafił zrobic dobre wrażenie na jurorach. a stało się tek "tylko", lub "aż" dla tego, że wielokrotnie stając w szranki w tak dużych konkursach, wiedział więcej niż pozostali uczestnicy - to jest właśnie te know how, o którym pisałem. i jest to też dowód na to, że aktywne uczestnictwo w tego typu zdarzeniach, może w pewnym momencie zaprocentować.
duzeB , 25 lipiec 2011
Krótki odpowiedzi
Krótkie odpowiedzi na komentarze:

DuzeB - nie czynię zarzutu Wrocławiowi. Wygrał, bo był lepszy. Trochę mi tylko żal tych dwóch miast, co się tak nastarały a pozycję startową mają gorszą od większych metropolii. Co do ministrów, to lepszy spadochron Ujazdowski niż miejscowy nielot:)

tipi - też mam wrażenie, że Wrocław ma dużo do zrobienia, ale przynajmniej działa w sposób konsekwentny i przemyślany. Poznań, który pozycję startową miał dużo lepszą jakoś gorzej odrobił lekcje z planowania. Wrocław oczywiście jest marką na wyrost, ale jak się koniec świata nie przytrafi, to pewnie dorośnie. Poznań marką (w nieco innym znaczeniu niż marketingowe) był jeszcze 10 lat temu, a teraz to się chyba na drobne rozmienia. Kierunki rozwoju mamy po prostu przeciwne:)

Maciej - dzięki za wyliczenie, mam ambitny plan zebrania dokonań tych Państwa w osobnym felietonie. To może i mam nadzieję będzie dość śmieszne.
Marcin , 14 lipiec 2011
...
Tylko Wrocław ma przed sobą długą drogę, żeby stanąć na równi z Krakowem, Warszawą, Poznaniem. Niestety to budowanie marki jest mocno na wyrost. Jak wybierałem się na studia przed dekadą to Łódź chciałem porzucić. Ale myśląc o Wrocławiu i jego polibudzie potem kołatała się myśl "i co potem". To było jeszcze miasto przepojone marazmem, którą na Bałutach dobrze znałem. Zmiany są duże, konsekwentne, tylko ludzie wciąż się nie zmieniają. Jedni są bezkrytyczni, inni zdołowani, jak to z przykładu na dole widać. Ale dobrze, że zaczęli we Wrocławiu o Wrocławiu też uczciwie pisać. Do tej pory to tylko w Poznaniu potrafiono, a Wrocław wystawiał sobie laurki.

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/ 1,35771,9904988,Eksperyment_licealistow___smutna_lekcja
_nietolerancji.html#ixzz1RQo6AhJy
tipi , 08 lipiec 2011
wrocław a ESK
wrocław wygrał ESK dzięki temu, że ma know how. Know how w podobnych działaniach zdobyte przy okazji wcześniejszych starań o EXPO. Żadne inne miasto w Polsce nie ma takiego doświadczenia i dlatego komisja akredytacyjna wydała opinię jednomyślną.
drugi powód to właśnie to z czego autor mam wrażenie robi zarzut dla Wro - że my [bo ja właśnie z Wro piszę] jesteśmy już jakimś centrum kulturalnym. jesteśmy, ale być może dzięki ESK będziemy mogli mieć nieco większy udział społeczeństwa w kulturze i przy okazji być bardziej rozpoznawalnym w europie. dla miasttakich jak Katowice czy Lublin to byłoby zaistnienie na mapie kulturalnej, dla nas może to być kop w górę. i nie piszę tego dlatego, żeby pokazać jakąś naszą lepszość - bynajmniej! to jest tylko stwierdzenie faktu i pokazanie innej optyki w patrzeniu na werdykt w sprawie ESK.

a co do ministrów z Wro, to puki co mamy jednego wrocławskiego ministra kultury - Zdrojewskiego. to, że Ujazdowski startuje z list wrocławskich nie ma kompletnie przełożenia na jego wrocławskość :)
duzeB , 07 lipiec 2011
...
Nasze ambicje nie sięgają poza opłatki Wielkopolski. To jest problem moim zdaniem ulokowany w głowach samych poznaniaków. Lwowiacy z Wrocławia nigdy takich problemów nie mieli. A deficyt ambicji to chyba najpoważniejszy deficyt z jakim trzeba się politycznie zmagać.
Marek , 27 czerwiec 2011
...
genialny tekst! gratuluję :)
Grobelozaur , 27 czerwiec 2011
...
Podejrzewam, że większość Poznaniaków będzie miała problemy z wymienieniem wszystkich. Napiszę, co wiem obecnej działalności posłanek i posłów. Może coś ktoś doda ciekawszego.
Waldy Dzikowski - 110 tys. 467 głosów – nie wiem nic, miał problemy z immunitetem, Arkady Fiedler - 25 tys. 585 głosów – nie wiem nic, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz - 17 tys. 40 głosów – ostatnio polemizowała z Magdaleną Środą, Dariusz Lipiński - 20 tys. 695 głosów – nie wiem co Pan Poseł porabia, Michał Stuligrosz - 24 tys. 513 głosów – nie ma bladego pojęcia, Bożena Szydłowska - 12 tys. 309 głosów – pierwszy raz spotkałem się z tym nazwiskiem, Marek Zieliński - 10 tys. 207 głosów – działa w sprawie F-16, Jacek Tomczak - 14 tys. 323 głosy i Jan Filip Libicki – więcej o działalności obu panów mogę powiedzieć z czasów, kiedy byli radnymi miejskimi, Krystyna Łybacka - 24 tys. 405 głosów – chyba lata politycznej świetności ma poza sobą.
Maciej , 26 czerwiec 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: niedziela, 26 czerwca 2011 16:37