Miasto-ogród kontra ludzie-markety
Marcin Muth   
wtorek, 13 września 2011
Zajęci problemami Poznania, czasami zapominamy o tym, jak kryzys tradycyjnie pojmowanego miasta wpływa na ościenne gminy. Gdy mówimy i piszemy o tym, że najzamożniejsi mieszkańcy uciekają z centrum na dalekie przedpola aglomeracji, zabierając ze sobą wpływy do kasy miejskiej, staramy się zwracać uwagę na szkodliwy dla rozwoju miasta proces suburbanizacji.


Nie zawsze jednak w odpowiednio jaskrawy sposób przedstawiamy szkodliwość tego procesu dla gmin podpoznańskich, które formalnie są beneficjentami tego zjawiska. Jak to jednak wygląda naprawdę, możemy się przekonać na przykładzie Puszczykowa – urokliwego miasta-ogrodu leżącego w samym centrum Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Właśnie doszły do mnie informacje o proteście tamtejszych mieszkańców przeciw budowie dużego marketu w samym centrum willowej miejscowości. 19 sierpnia br. mieszkańcy otrzymali „zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie ustalenia warunków zabudowy dla budynku handlowego wraz z niezbędną infrastrukturą techniczną, pylonem reklamowym i parkingami, na terenie nieruchomości obejmującej…”. Co to oznacza, wszyscy wiedzą. Szast prast i powstanie nowa blaszana, względnie betonowa buda o powierzchni 1400 metrów kwadratowych, z 50 miejscami parkingowymi.

Aby zrozumieć co to oznacza dla tej miejscowości, należy przypomnieć ideę miasta-ogrodu, która przyświecała twórcom willowego założenia w środku lasu. Koncepcja jednostki miejskiej opartej na luźnej zabudowie z dużym udziałem zieleni to dzieło angielskiego planisty Ebenezera Howarda, który w 1898 roku ogłosił je w wizjonerskiej książce „Garden Cities of Tomorrow”. Była to odpowiedź na rosnące przeludnienie XIX-wiecznych miast, w których z coraz większym trudem panowano na problemami społecznymi czy po prostu higienicznymi. Do Polski idea ta dotarła w dwudziestoleciu międzywojennym, a sztandarowymi przykładami ambitnego założenia są Podkowa Leśna pod Warszawą oraz właśnie podpoznańskie Puszczykowo.

Puszczykowo o tyle jednak ma trudniejszą historię od warszawskiej siostry, że powstawało etapami i bez jednego przemyślanego planu. Pierwsze pensjonaty i wille postawili tam jeszcze niemieccy mieszczanie już w XIX wieku, a polscy letnicy zawitali tam na dobre wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Nie wchodząc w szczegóły przypomnę tylko, że domy stawiali tam najbardziej znani poznaniacy, wśród których najbardziej znani to prezydent Cyryl Ratajski i kardynał August Hlond. Lata 20. i 30. XX wieku to dla miejscowości okres rozkwitu. Na polach i łąkach powstały piękne wille i zielone ogrody, nad Wartą kwitło weekendowe życie towarzyskie, a pomiędzy letniskowymi domami i restauracjami malowniczo trwały gospodarstwa rolnicze.

Sielankę przerwała wojna, podczas której wielu mieszkańców zostało wywiezionych przez Niemców na roboty do Rzeszy. Ich domy przejęli niemieccy osadnicy. Gdy wrócili do domów po wojnie, spotkała ich kolejna historyczna niespodzianka w postaci komunistycznego kwaterunku. Wyglądało to mniej więcej tak, że właściciel zachowywał prawo własności, ale nie mógł nią w pełni dysponować. W praktyce oznaczało to, że dom był dzielony pomiędzy potrzebujących, a właściciel miał prawo do takiej samej części powierzchni, co świeżo dokwaterowani. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ten brutalny przejaw sprawiedliwości dziejowej był bardzo mocnym ciosem w tożsamość miasteczka. Domy, które były budowane jako letnie wille bez stałej infrastruktury (woda, gaz, kanalizacja), zostały zaludnione ponad miarę przez ludzi, dla których zastane dobro było czymś, co im się od losu należało, ale o co ani dbać ani zabiegać nie musieli.

Okres powojenny do dla Puszczykowa czas bardzo trudny. Przez 45 powojennych lat miasteczko nie doczekało się inwestycji infrastrukturalnych. Dość powiedzieć, że w 1989 r. nie było tu nadal kanalizacji i wodociągu. Być może ze względu na burżuazyjny charakter przedwojennego Puszczykowa, nie planowano tu żadnych udogodnień. Na szczęście ówczesne władze przyznały okolicznym lasom status Parku Narodowego, co postawiło jednak tamę bardziej pomysłowym inwestycjom okresu burzy i naporu. W mieście nie można było postawić budynków wyższych niż 2 kondygnacje, czego w zasadzie przestrzegano (wyjątkiem był absurdalnie usytuowany Szpital Kolejowy).

Nic dziwnego, że w sponiewieranym i zaniedbanym miasteczku przemiany lat 90. witano z nadzieją na powrót starych, dobrych czasów. Szybko okazało się to ułudą, bowiem od niedouczonej i wulgarnej nomenklatury rząd dusz przejęła nowa klasa postępowych modernizatorów. W Puszczykowie najbardziej znaczącym przedstawicielem tej klasy był wieloletni burmistrz Janusz Napierała. Wykorzystując słabą społeczną świadomość oraz własną niezłomną wolę zapisania się w historii przeforsował przebudowę centrum miasteczka w duchu historycznym. I tak, pośród willi i ogrodów wyrosło założenie przywodzące na myśl rynki renesansowe.

Zajęci przyziemnymi (dosłownie) inwestycjami w infrastrukturę (wodociąg, gazyfikacja, kanalizacja) starzy mieszkańcy ani się spostrzegli, gdy na ich oczach wyrósł ryneczek z kamieniczkami zwieńczony apartamentowcem ze swojską Biedronką na parterze. Cała inwestycja pasuje jak pięść do nosa do pierwotnego założenia miasta-ogrodu. Jest bezguściem architektonicznym i pomnikiem niskiej świadomości estetycznej mieszkańców. Choć stojące wcześniej w tym miejscu prowizoryczne pawilony były jeszcze brzydsze, to trudno wytłumaczyć pomysł budowania „starego miasta” w miejscowości, która nigdy podobnego założenia nie miała i mieć nie miała.

Do szeregu szkodliwych inwestycji dodać można kuriozalną halę tenisową na Starym Puszczykowie. Piszę „na”, bowiem starsza część Puszczykowa położona jest na malowniczej morenie. Kiedy byłem dzieckiem, rozpościerały się jeszcze na niej łany zbóż i sady owocowe, obecnie stoją tam mniejsze i większe wille beneficjentów nowego systemu. Niezbyt gustowne i chaotyczne, ale chociaż nie wypaczające bardzo znacząco idei miasta-ogrodu. Co innego hala sportowa „Angie”, która powstała na miejscu popularnej, ale zbankrutowanej stadniny koni. Jak tenis tenisem, tak nie można na to obrzydlistwo patrzeć z przymrużeniem oka. Hangar sunący od drogi w wąwozie po las, mógłby śmiało rywalizować urodą z niedoszłym, na szczęście, do skutku nadmaltańskim hotelem w Poznaniu.

Nowe centrum miasta oraz hala „Angie” to trwałe pamiątki z czasów, w których mieszkańcy nie potrafili i/lub nie mogli naprawić szkodliwych decyzji władzy i/lub prywatnych inwestorów. Obecnie, bardziej świadomi zagrożeń i lepiej przygotowani protestują zanim będzie za późno. Na sesji rady miasta, we wtorek 13 września o godzinie 17, mieszkańcy okolicznych domów wspierani przez Towarzystwo Przyjaciół Puszczykowa zgłoszą oficjalny protest (tekst w załączniku) przeciw budowie marketu. Marketu, który jest krótkowzroczną inwestycją związaną z równie krótkowzrocznym rozrostem podpoznańskich gmin.

Wystarczy policzyć markety w okolicy, aby się przekonać, że 9,5-tysięczne Puszczykowo nie może obecnie narzekać na brak zaopatrzenia. Jest gigantyczna galeria w Komornikach, jest centrum w Luboniu, dyskonty przy trasach wylotowych na Dębcu i Górczynie, są duże sklepy i świetny ryneczek w Mosinie. Jest w końcu wspomniany dyskont w nowym centrum miasta, są popularne delikatesy, sklepy „Społem” i masa mniejszych sklepików. Po co komu kolejna wielkopowierzchniowa inwestycja? Przecież analitycy rynku już mówią o tym, że część sieci handlowych nie wytrzyma tak ostrej konkurencji. I co po nich zostanie? Gustowne hangary na obrzeżach (i co gorsza w centrach) miast i miasteczek…

Napływ coraz większej liczby ludności do ościennych gmin poznańskich idzie w parze z pędem inwestycyjnym. Powstają szkoły, drogi, sklepy, centra rekreacji i obiekty sportowe. Powstają często bez ładu i składu, a wrażliwsi estetycznie i bardziej świadomi mieszkańcy często są bezradni. Mam nadzieję, że akurat sprawa marketu zakończy się równie szczęśliwie jak sprawa nieszczęsnego hotelu przy Termach Maltańskich. Już bowiem słychać pogłoski o wycofaniu inwestora.

Na tym jednak problem się nie kończy, bo przyjdą kolejne inwestycje. Już ogłoszono dwa plany modernizacji przecinającej Puszczykowo drogi wojewódzkiej do Mosiny. Jeden z planów postuluje drogę dwupasmową. Jeśli ktoś nie widział pięknych rozlewisk nadwarciańskich położonych u stóp bukowej wysoczyzny, to nie potrafi sobie wyobrazić co taka droga mogłaby zrobić z tym krajobrazem. Tylko po to, żeby więcej ludzi mogło dojechać do rosnących jak na drożdżach osiedli w Mosinie. Czym? Oczywiście samochodami, bo nikomu nie wpadnie do głowy, żeby uruchomić wreszcie autobusy szynowe albo wprowadzić ruch jednokierunkowy na drogach w miasteczku albo przebudować chociaż przejazd w Luboniu skutecznie korkujący tę trasę dzisiaj. Najpierw bowiem trzeba stworzyć piękny plan. Plan drogi prostej i szerokiej i prowadzącej do nikąd.










Marcin Muth






Komentarze (4)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
...
Odpowiadam Panu Puszczykowianinowi. Nie do końca Pan zrozumiał moje sugestie. Ja napisałem o konieczności inwestycji w infrastukturę kolejową oraz komunikację zbiorową. Zdrowy model (znany z państw zachodnich czy szczególnie skandynawskich) polega na tym, że jest komunikacja kolejowa (pociągi podziemne lub naziemne), do której dochodzą linie autobusowe obsługiwane często przez niewielkie nawet poajzdy. Przy stacjach są parkingi dla samochodów i rowerów, aby każdy mógł łatwo dotrzeć na dworzec i przesiąść się wygodną kolejkę. W Puszczykowie i Mosinie tego nie ma. Nie ma ani pociągów (kiedyś było ich dużo więcej i ludzie chętnie z nich korzystali), ani parkingu dla rowerów, ani dobrego parkingu dla smaochodów. Linie autobusowe są poprowadzone irracjonalnie i kiepsko skomunikowane z siecią MPK i PKP. Nie ma w ogóle przemyślanego systemu komunikacji zbiorowej. Nic dziwnego, że w takim przypadku, większość mieszkańców woli pojechać własnym samochodem. Rodzbudowa dróg samochodowych do absurdalnych rozmiarów (kosztem przyrody i jakości życia WSZYSTKICH mieszkańców) to ślepa, nomen omen, uliczka. Astronomiczną kwotę (500 mln) lepiej przeznaczyć na przemyślaną reformę komunikacji w powiecie poznańskim. Rozbudowa drogi spowoduje degradację terenu, a żadnego problemu nie rozwiąże. Droga do Mosiny jest drogą peryferyjną, jeśli już rozbudowywać jakieś drogi to te, które prowadzą do wielkich miast (trasa na Katowice i na Wrocław), które przy mądrym połączeniu ich IV ramą - rozwiążą dużą część problemów komunikacyjnych Mosiny i Puszczykowa. Poza tym, należy oczywiście udrożnić wąskie gardła (rondo w Mosinie, przejazd kolejowy w Lasku, zwężenie na Dębcu). Do tego jednak nie jest niezbędne poszerzanie drogi na całej długości kosztem pięknych ogrodów i rozlewisk nadwarciańskich.
Co do argumentów personalnych, to nie bardzo wiem, co mi Pan zarzuca. Owszem, posiadam samochód (głównie do celów służbowych), ale nie wykorzystuję go w nadmiernym stopniu i kiedy tylko mogę korzystam z roweru, nóg i komunikacji zbiorowej. Samochód jest dla mnie złem koniecznym. Nie lubię tego środka lokomocji i wszyscy, którzy mnie znają o tym świetnie wiedzą. Jeśli jestem zmuszony go używać, to głównie ze względu na niewydolność komunikacji publicznej (fatalny stan PKP, burdel w komunikacji powiatowej).
Mam cichą nadzieję, że spróbuje Pan jeszcze raz spojrzeć na Puszczykowo i zauważyć to, co w nim jest najcenniejsze: spokój, zieleń i świeże powietrze. To wszystko można łatwo zniszczyć tak nieprzemyślanymi inwestycjami jak ta "autostrada".
Marcin , 10 październik 2011
Dojazd do Puszczykowa
Przeczytałem Pana artykuł w Kurierze Puszczykowskim i nie mogłem się powstrzymać przed komentarzem. Napisał Pan, iż droga dwupasmowa jest niepotrzebna, gdyż korki dojazdowe do Poznania na tym odcinku nie będą problemem w przypadku rozwoju komunikacji kolejowej i autobusowej. W związku z tym mam do Pana pytanie: Jak często Pan jeździ do Poznania komunikacją kolejową bądź autobusową? Proszę o odpowiedź, gdyż z moich obserwacji korzysta Pan z samochodu. Kto w takim razie powinien się przesiąść do autobusów i pociągów? Bo rozumiem, że Pan nie - a przecież jeśli teraz Pan i Panu podobni przeciwnicy rozbudowy drogi odkorkowującej miasto korzystaliby z komunikacji podmiejskiej rezygnując z samochodów, to korków by nie było. Nie byłoby wówczas problemu - jak to Pan obrazowo napisał - pięknych rozlewisk nadwarciańskich położonych u stóp bukowej wysoczyzny. Czy w związku z tym ostatni akapit to nie czysta hipokryzja ? Niech Pan spróbuje ratować świat (Puszczykowskie rozlewiska) zaczynając od siebie...
Puszczykowianin , 02 październik 2011
...
Droga do Mosiny jest ślepa. I dla Puszczykowa skończy się degradacją. Jest to rzecz normalna w suburbanizacji. Przed 50-ciu laty to spotkało Górczyn, gdy Świerczewo połączyło Poznań i Luboń, przed 40-tu laty Stary Grunwald gdy powstało Os. Kopernika i nowe Junikowo oraz Ogrody, gdy powstała Wola, przed 30tu laty to spotkało Junikowo gdy powstało Kwiatowe i Wolę, gdy powstały Smochowice, Baranowo i Przeźmierowo. Potem powstały kolejne Batorowa, Sady, Plewiska, Wiry otaczając stare wiejskie zabudowania zwiększając zaludnienie tych wsi o tysiące procent. Teraz proces poszukiwania tanich gruntów idzie dalej, a nabywcy podążają za ofertą bez świadomości niewydajności transportu samochodowego. Suburbanizację w Europie Zachodniej zatamowano dopiero m.in. ograniczając ruch samochodowy. Zaczęło się od lat 60-tych.
Włodzimierz Nowak , 30 wrzesień 2011
i inne inwestycje
W Puszczykowie trwają także przymiarki do budowy kolejnej hali tenisowej na zapleczu "starego" rynku...
Maciej Stelmachowski , 13 wrzesień 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: wtorek, 13 września 2011 00:41