Prawo mieszkańców do miasta - to prawo naturalne
Andreas Billert   
niedziela, 12 lipca 2009
Rozszerzona wersja wystąpienia wygłoszonego przez Dr. Andreasa Billerta, członka  "My Poznaniacy", na spotkaniu Stowarzyszenia Kultura Miejska w dniu 18 czerwca 2009 w Gdańsku - Wrzeszczu
 
 
   
 
 
 
 
 
 
„To Szabat został ustanowiony dla człowieka,
a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27)

 

     Nasze spotkanie odbywa się na tle konfliktów i sporów, które powstały wokół inwestycji Quattro Towers. Moja wypowiedź nie prezentuje stanowiska w tej sprawie. Ocena tej inwestycji należy przede wszystkim do społeczności Wrzeszcza.

     Niemniej jednak, zamierzona inwestycja Quattro Towers jest dobrą okazją  do zastanowienia się nad problemem procesów inwestycyjnych w miastach polskich, nad kwestią planowania przestrzennego i postawienia pytania, jaką rolę w kształtowaniu przestrzeni polskich miast spełnia społeczność lokalna.

     Wspomniane konflikty i spory wyniknąły ze sprzeciwu grup społecznych Wrzeszcza wobec inwestycji Quattro Towers. Grupy te zademonstrowały w ten sposób swe prawo do współuczestniczenia w kształtowaniu swego miasta. Jest to nowa sytuacja, gdyż dotąd, aktorami procesu przygotowania i prawno – planistycznego zabezpieczenia inwestycji Quattro Towers  byli tylko inwestor i miasto, jako instytucja polityczna i administracyjna.

     W ten sposób, podobnie, jak to się dzieje w innych polskich miastach, uznano zapewne, że kształtowanie przestrzeni miejskiej, to prywatna sprawa właściciela gruntu, realizowana w oparciu o procedury prawno – planistyczne uruchamiane przez administrację miejską. W ten sposób, spór i kontrowersje wokół inwestycji Quattro Towers powstały dopiero w przestrzeni prawno – planistycznej, a nie - co dziś powszechne w Europie – w przestrzeni dyskursu publicznego, wyprzedzającego procedury – w przestrzeni dyskursu o społeczno – ekonomicznych potrzebach miasta i w ramach uspołecznionego budowania polityk dla jego rozwoju i dyskursu o potrzebach rozwojowych miejskiej przestrzeni.

     Stało się tak dlatego, że już od lat, planowanie przestrzenne zostało w Polsce zredukowane do procedur skierowanych na udzielanie przez administrację prawa zabudowy w interesie prywatnych inwestorów. Tym samym, planowanie przestrzenne, jako działanie na rzecz interesu i dobra publicznego  przestało w Polsce istnieć.1

     Działania inwestora są zawsze determinowane jego podstawowym celem: zrealizować produkt przynoszący zysk. Jest to dobre prawo inwestora i nie sposób mu tego brać za złe. Z kolei, działania administracji miejskiej odpowiedzialnej za kształt miasta, polegać winno na tym, aby kierować potencjały inwestycyjne na realizację szerokich zapotrzebowań społeczno – gospodarczych, wyznaczających społecznie i ekonomicznie pożądany rozwój miasta. W ten sposób, pojęcie inwestycji uzyskuje wymiar pożytku społecznego, a nie tylko pożytku inwestora. Planowanie przestrzenne winno więc zmierzać do tego, aby ustalić sposób integrowania prywatnych inwestycji budowlanych, tak, aby zaspakajały one – obok interesu prywatnego – również pożytek i dobro publiczne. Innymi słowy, planowanie przestrzenne to w znacznym stopniu proces wyważania interesów, realizowany przez administrację w szerokim dyskursie społecznym i politycznym. Planowanie rozwoju przestrzennego i społeczno – gospodarczego określa się dzisiaj w Europie jako zintegrowane planowanie rozwoju miasta, którego realizacja została w tzw. Karcie Lipskiej, zalecona w kwietniu 2007 wszystkim krajom członkowskim Unii Europejskiej. Podkreślono tam w szczególny sposób decydujące znaczenie partycypacji społecznej w procesach zintegrowanego planowania. Winno ono być realizowane jako uspołeczniony proces planistyczny, wyprzedzający procedury planowania ustawowego (Studia, plany miejscowe). W jego ramach ustala się zapotrzebowanie miasta i jego przestrzeni na rozwój, sposoby realizowania zapotrzebowań społeczno – gospodarczych w przestrzeni miejskiej, a tym samym jej kształtu. Trudno sobie nawet wyobrazić taki proces realizowany bez udziału społecznego. Również tylko w takim procesie uspołecznionego budowania kształtu miasta, społeczność lokalna może mieć realny i faktyczny wpływ na planowanie przestrzeni miejskiej zgodnie ze swymi potrzebami. Tylko tutaj można wyważać realne – faktyczne interesy użytkowników miasta2.

     Tym czasem, w wyniku przemian w polskiej polityce i prawie przestrzennym po roku 1990 utarły się i są realizowane następujące założenia:

     Rolę  miasta w zakresie planowania przestrzennego dostrzega się w kategoriach instytucji usługowej, której zadaniem jest maksymalne ułatwienie prywatnych inwestycji budowlanych, przy czym już sam fakt istnienie prywatnej własności gruntu, staje się koronnym argumentem dla uruchomienia odpowiednich procedur prawno – planistycznych3.

  Nad tym niespotykanym w Europie modelem planowania i polityki przestrzennej, ubolewają od lat polscy specjaliści – prawnicy i planiści - wskazując jednocześnie na to, że wspomniane praktyki są skrajnie sprzeczne z powszechnie uznanymi zasadami europejskiego planowania przestrzennego i polityki zrównoważonego rozwoju miast, zalecanymi przez Unię Europejską.

      Dochodzenie do inwestycji ma więc charakter „dwuaktorowy”. Uczestniczą w tym procesie inwestor i miasto, a cały proces realizuje się nie w przestrzeni społeczno – politycznej, ale przestrzeni proceduralno – prawnej, nie poprzedzonej dyskursywnym i uspołecznionym procesem budowania nadrzędnych – społeczno – politycznych uwarunkowań kształtowania przestrzeni miasta. Sens i charakter tego procesu jest postrzegany w Polsce – znów w sprzeczności z założeniami planowania przestrzennego i realizowania inwestycji w krajach Unii Europejskiej - przede wszystkim w kategoriach technicznych, w kontekście istnienia indywidualnych czy grupowych interesów ekonomicznych, jak i redukcji planowania przestrzennego do realizowania planowania ustawowego i związanych z nim procedur administracyjno – prawnych. Zakłada się - niesłusznie i wbrew przyjętym obecnie w Europie zasadom - że każda inwestycja, niejako z natury rzeczy, wpływa pozytywnie na rozwój miasta, a ilościowy wzrost takich inwestycji, rozwój ten w pozytywnym sensie dynamizuje. Jest to tak rozumiane,  niezależnie od tego, gdzie dana inwestycja powstaje, komu służy, w jaki kontekst urbanistyczny wrasta, jak odnosi się do genetycznych zapisów nawarstwionej przestrzeni, jaki kształt przybiera, czy też, jak szeroki interes społeczno – ekonomiczny zaspakaja. Zredukowanie planowania przestrzennego do ustawowych formuł planistyczno – prawnych i proceduralno – administracyjnych,  odpolitycznia i odspołecznia kształtowanie miasta. Zwalnia politykę od trudu społeczno – politycznego rozważania faktycznych, wielopoziomowych interesów społecznych, jak i wyłącza   planowanie z kontroli społecznej. Nawet z kontroli politycznej, gdyż redukuje w praktyce decyzje polityczne do sankcjonowania techniczno – prawnych zapisów planistycznych.

     W tym miejscu należy wyjaśnić, w jakim kontekście rozumiane być  winno pojęcie polityki.

     Polityka stanowi przestrzeń budowania rozwiązań dla realizacji zapotrzebowań  społecznych i wyważania interesów prywatnych i publicznych. Nie oznacza ani realizacji określonej ideologii, ani pola walk partyjno – politycznych, ani budowania w ich ramach społecznie wyobcowanej klasy politycznej, traktującej państwo jak sklep samoobsługowy. Istnienie polityki, jako sposobu zaspakajania potrzeb społecznych, jest naturalnym prawem społeczności i miernikiem demokracji. Tymczasem coraz więcej obszarów istotnych dla życia społecznego zostaje w Polsce „sprywatyzowanych”, poddawanych wyłącznie determinantom cywilno – prawnym i formalno – proceduralnym4.

       W sytuacji, w której społeczność lokalna dysponuje w ramach kształtowania przestrzeni miasta jedynie możliwością reklamowania interesów prawnych w ramach procedur planowania ustawowego, jej wpływ zostaje ograniczony do reklamowania „prawa sąsiedzkiego”. Tym samym społeczność miejska traci możliwość realizowania realnego wpływu na przestrzeń swojego miasta.

     Zgłaszanie tego prawa, podnoszenie przez społeczność innych interesów niż prawnych – społecznych interesów faktycznych, takich jak postulat zrównoważonego rozwoju, zachowania tradycji i urbanistycznych zapisów genetycznych przestrzeni miejskiej, zachowania jej harmonii i ciągłości, uwzględnienia racji ekologicznych itp. - powoduje olbrzymie zaskoczenie i zamieszanie, zarówno u inwestorów, jak i u administracji. Nie rozumieją oni,  jakim sposobem społeczeństwo, nie będące stroną prawną procedur planistycznych, ani nie reprezentujące świata „technicznego rozumu fachowego”, podważa legalne decyzje planistyczne w imię swych niesformalizowanych argumentów. Wówczas politycy rozkładają ręce i mówię: „bardzo nam przykro, takie jest prawo!” Dziwią się i odmawiając społeczności prawa do współkształtowania przestrzeni miejskiej, argumentując brakiem wpływu na realizację prawa własności prywatnej oraz na tok i reguły procedur prawno – planistycznych. Tym samym przyznają, że to, co robią jako politycy, sprowadza się do uprawomocniania decyzji administracyjnych i realizacji procedur formalno – prawnych. Tym samym przyznają, że przestali uprawiać politykę opartą o rozpoznawanie i zaspakajanie potrzeb społecznych. 

     Polityka, administracja i inwestorzy argumentują nieustannie zgodnością swych decyzji z obowiązującym prawem i procedurami. Społeczność lokalna z kolei, pragnie, aby to prawo i te procedury zabezpieczały wynegocjowane ustalenia, a więc ustalenia społeczno – polityczne, wyprzedzające procedury prawne. W zakresie planowania przestrzennego społeczność odwołuje się więc do  racjonalności wynikającej z jej realnych potrzeb i woli życia w określonym i pożądanym przez nią kształcie miasta. Odwołuje się tym samym do pierwotnej racjonalności planowania przestrzennego.

     Procedury i regulacje planowania przestrzennego są bowiem wtórne wtórne wobec ustaleń ich sensu i treści. Są narzędziami dla zabezpieczenia społecznie uzyskanych konsensusów a nie pierwszorzędnym instrumentem kreowania przestrzeni miasta.

     Z tej racji, niemiecka ustawa o planowaniu przestrzennym, dostosowana ostatnio do standardów europejskiej polityki rozwoju miast, tak formułuje cele i sens planowania przestrzennego:

„Planowanie ma zapewniać: zrównoważony rozwój przestrzenny i urbanistyczny, oparty o zgodność wymagań społecznych, gospodarczych i ochrony środowiska, uwzględniających również odpowiedzialność wobec interesów przyszłych pokoleń. Ma zapewniać społecznie sprawiedliwe i służące dobru ogólnemu zagospodarowanie gruntów. Ma przyczyniać się do kształtowania środowiska zapewniającego realizację godności ludzkiej, ochronę i rozwój żywotnych podstaw życia ludzkiego, uwzględniać odpowiedzialność za ochronę klimatu. Kształt urbanistyczny i architektoniczny, kształt miejscowości i krajobrazu, planowanie winno zachowywać i rozwijać zgodnie z kulturą budowlaną.”5

Czytamy tam również:

„Opinia publiczna winna zostać jak najwcześniej poinformowana publicznie o ogólnych celach i zamiarach planistycznych, sporządzonych w celu nowego ukształtowania lub rozwoju danego obszaru oraz skutkach tych zamiarów, jak i o istotnych alternatywnych rozwiązaniach w tym zakresie. Opinia publiczna winna otrzymać możliwość ustosunkowania się do tych planów, jak i do odbycia  dyskusji na ich temat”6.  

     W Polsce, udział społeczeństwa w kształtowaniu przestrzeni miejskiej, rozumiany jest zgoła inaczej:

„(...) uczestnictwo podmiotów prywatnych, ma formę krytyki planu, a nie współprojektowania najkorzystniejszego zagospodarowania danego terenu.”7

     Z tej racji, polscy fachowcy z zakresu prawa przestrzennego postulują już  od dawna, aby przeciwdziałać:

„formalnemu traktowaniu partycypacji, poprzez wyważanie faktycznych interesów mieszkańców (użytkowników) terenu objętego planem oraz wprowadzić mechanizmy sprzyjające poddawaniu pod publiczną debatę w chwili wyłożenia planu wariantowych rozwiązań.”8

oraz postulują aby:

„ wzmocnić kontrolę administracyjną i sądową nad samym procesem partycypacji. Szczególnie wnikliwej weryfikacji nadzorczej powinny być poddawane odrzucone wnioski do planów, i to nie tylko ze względu na ochronę interesów prawnych właścicieli (użytkowników) terenów, ale przede wszystkim ze względu na wyważanie faktycznych interesów mieszkańców zgłaszanych w procesie partycypacji.”9

     Współczesne i europejskie rozumienie planowania przestrzennego, wyklucza również jego podporządkowanie prywatnemu interesowi właściciela gruntu, co w Polsce jest uznaną zasadą i interpretowane w sposób absolutnie wyobcowany z europejskiej kultury prawnej, gdyż:

„Obecne przepisy stwarzają wrażenie, iż w sytuacji braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, istnieje roszczenie o wydanie decyzji o lokalizacji inwestycji celu publicznego lub decyzji o warunkach zabudowy oraz prawo do zagospodarowania terenu w zasadzie przez każdego wnioskującego właściciela.”10

     O tym, jak wygląda to w ujęciu standardów europejskich, poucza sentencja niemieckiego sądu konstytucyjnego, w której czytamy:

„nie dającej się pomnożyć i niezbędnej ziemi nie wolno pozostawić grze wolnych sił i uznaniu jednostek (...). Interesy ogółu (w ochronie praw własności), muszą być uwzględniane w daleko większym stopniu, niż przy innych dobrach majątkowych”11.

     Istnieje więc w Europie odmienna od polskiej, racjonalność planowania przestrzennego. Do tej właśnie europejskiej racjonalności odwołują się jednak społeczne grupy protestu, walczące przeciwko ubezwłasnowolnieniu społeczności lokalnej w zakresie kształtowania miasta, realizowanego odpolitycznieniem i odspołecznieniem planowania przestrzennego drogą jego formalizacji prawno – proceduralnej. Grupy te odwołują się przy tym do trudnych do skodyfikowania wartości miasta, ale podstawowych dla zaspakajania potrzeb społecznych, w tym również dla budowania tożsamości lokalnej. Pragną bronić miasta – jako wartości społecznej - przed wyłącznym zaspakajaniem prywatnych – grupowych czy indywidualnych - interesów ekonomicznych, przeciwko „implantom” urbanistycznym i architektonicznym, wyobcowanym z tradycji i genetycznego zapisu miasta, czy też wywołującym jego przestrzenną i społeczną dezintegrację i segregację. Wartości o które walczą grupy obywatelskie, są możliwe do określenia tylko w procesie szerokiego dyskursu społecznego. Podstawą tej walki jest też przypomnienie, że podstawą współczesnego rozumienia miasta, jest prawo mieszkańców miasta – jako jego głównych użytkowników – do współokreślania i współkształtowania jego kształtu oraz, że jest to prawo naturalne! Jest elementem praw ludzkich i obywatelskich!

     . Społeczność dostrzega, ze przestrzeń miasta ulega coraz szybszym przemianom, stanowiącym wyraz działań „sił” i regulacji, których wyniki w ewidentny sposób są odczuwalne jako niszczące i społecznie wyobcowujące przestrzeń miejską, jako niekontrolowane, egoistyczne i nieadekwatne do społecznych potrzeb. .

  Nie chodzi bowiem tylko o to, czy budynki i przestrzenie miasta są ładne czy brzydkie, czy zgodne z procedurami administracyjnymi, czy też nie, ale o to, czy tworzą wspólne dobro - wspólnotę przestrzenną, czy też tę wspólnotę miejską wyobcowują, dezintegrują, segregują, autonomizują części przestrzeni miasta i tym samym podcinają jej funkcję budowania poczucie „posiadania miasta”, poczucia przynależności do wspólnej przestrzeni, poczucia tożsamości, a ostatecznie - poczucia bezpieczeństwa, rozumianego zarówno potocznie, jak i w sensie lęku przed tym, co niezrozumiałe, destrukcyjne i tym samym społecznie niepożądane.

      Politycy, eksperci i społeczności krajów europejskich już od kilkudziesięciu lat są świadomi powyższych zjawisk i zagrożeń i nieustannie poddają je analizie i refleksji. W wyniku tego, już od kilkudziesięciu lat, planowanie przestrzenne i planowanie rozwoju miasta, traktowane są przede wszystkim i w pierwszym rzędzie, jako obszar dyskursu i rozstrzygnięć o charakterze społeczno – politycznym, opartym o budowanie społecznie akceptowanego konsensusu. System coraz głębszej demokracji i zasada społecznej gospodarki rynkowej, budowane w Europie epoki postindustrialnej,  przynoszą z sobą niespotykany dotąd rozwój potrzeby identyfikacji społecznej z miastem, a z nim rozwój uspołecznionych, wielotorowych modeli planowania rozwoju miasta, wyprzedzających stanowienie ustawowych aktów prawno – planistycznych

     Takie procesy planistyczne, łączą planowanie przestrzenne z planowaniem społeczno – gospodarczym i strategiami finansowymi. W ich ramach szczególnym celem planowania staje się zrównoważony rozwój miasta, zgodny z tradycją europejskiej kultury przestrzeni i zabudowy, kierujący się na społeczną i przestrzenną integrację miasta, jak i na walkę z jego fragmentaryzacją - z tworzeniem przestrzeni wyizolowanych, z segregacją i marginalizacją społeczną. W tym procesie centralnym aktorem staje się społeczność lokalna, uzyskując nie tylko wpływ na kształt swojego miasta, ale budująca i rozwijająca w tym procesie własną samoświadomość, jak i umiejętności budowania konsensusów.

      Społeczność lokalna w Polsce wie już, że jej wpływ - jako użytkownika miasta – jest obecnie niezwykle ograniczony i to w majestacie – złego  - prawa12. Zdaje sobie również sprawę z tego, dlaczego się tak dzieje. Odkrywa prawo użytkownika miasta do współdeterminowania jego kształtu, jako prawo naturalne. Podobnie, jak francuscy rewolucjoniści, odkrywali naturalne prawo do wolności człowieka i obywatela. Odkrycie sprzeczności między prawem naturalnym, a stanowionym, zawsze było zaczynem rewolucji. I tak staje się obecnie w zakresie walki o prawo do miasta.

     Wiemy, jak rewolucyjnie obalić feudalizm, wiemy, jak realizować rewolucję antykomunistyczną, ale obecnie musimy się nauczyć, jak rozwiązać problem, polegający na postępującym deficycie demokracji w ramach systemu demokratycznego, stanowiącego złe prawa, jak ustrzec się od łamania prawa naturalnego przez prawo stanowione.

     Nadszedł czas, aby odrzucić model wyłącznie prawnej, technicznej i ekonomicznej racjonalności procesów kształtowania miasta, oderwanej od racjonalności społeczno – politycznej. Oznacza to postulat zmian strukturalno - systemowych,  polegających na wymuszeniu europeizacji polskiego paradygmatu aktualnej polityki przestrzennej. Niewiele więc przyniosą rozpaczliwe i zdeterminowane działania skierowane przeciwko  politykom i administracji czy inwestorom. Przypominają, jako żywo, ruchy wczesnokapitalistycznych niszczycieli maszyn, czy też, wołania o zmianę „złego króla”, w nadziei, że następca będzie lepszy. Na miejsce zniszczonych maszyn budowano nowe, a kolejny król okazywał się nie lepszy od poprzedniego. Działo się to dlatego, że maszyny, jak i królów określał wciąż ten sam system. To nie maszyny i nie królowie decydują o tym, czy jest źle czy dobrze, ale system w jakim działają i dla kogo działają oraz to, czy stanowione prawa działają faktycznie w interesie społecznym, czy też są wynikiem sprytnych manipulacji instytucjami demokratycznymi, przez grupy prywatnego interesu gospodarczego.

     Rosnący konflikt między społecznością a dwubiegunowym układem aktorów decydujących obecnie o kształcie miasta, ujawnia zarówno deficyty architektury, złe i nie przemyślane lokalizacje inwestycyjne, niszczące tradycyjny obraz miast i naruszające społeczna integralność miasta. Przede wszystkim jednak ujawniają narastający konflikt systemowo – strukturalny polityki i systemów planowania, budowanych w Polsce po roku 1990.

     Systemy te i ich regulacje prawne wywołały powstanie regularnej „żelaznej kurtyny” między Polska a resztą Unii Europejskiej13. Ta „żelazna kurtyna”, oddziela obecnie dwa odmienne paradygmaty polityki przestrzennej i rozwoju miast oraz planowania przestrzennego. Oddziela też olbrzymi rynek pracy planistów przestrzennych, współpracujących w krajach unijnych z administracją i miejskimi społecznościami, od obszaru, którego miasta stają się obszarami chaosu, degradacji, przestrzennej dezorganizacji i społecznej segregacji oraz realizacji partykularnych interesów ekonomicznych, wspieranych złym prawem. Zawód planisty przestrzennego i urbanisty uległ w Polsce zaskakującemu demontażowi, a społeczeństwu odmawia się naturalnego prawa do współdecydowania o jego kształcie.

Nie sprzyja to ani zrównoważonemu rozwojowi polskich miast, ani budowaniu polityki spójności europejskiej. Sprzeczności między zasadą zrównoważonego rozwoju, uspołecznionego planowania oraz zasadami polityki spójności, postulowanej dla  rozwoju miast europejskich a sytuacją miast polskich i polską polityką przestrzenną, będą narastać.  Zwiększa się ilość spraw kierowanych przez polskie podmioty do Trybunału Europejskiego. Skłoni to zapewne również grupy obywatelskie, występujące w obronie swych miast, do zaskarżenia przed tym Trybunałem polskiej Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które, nie tylko,że nie spełnia standardów europejskich, ale nie spełnia również współczesnych zasad państwa prawnego.

      Zmiany systemowe nie są do osiągnięcia ani działaniami w ramach istniejących reguł gry, ani drogą  nieskoordynowanych ataków, skierowanych na ofiary istniejącego systemu, którymi są zarówno administracje miast, jak i inwestorzy. Zmiany prawne i polityczne po 1990 roku nie dały gminom jakichkolwiek instrumentów zarządzania zrównoważonym rozwojem miast, redukując nawet dotąd istniejące, w imię bałamutnego argumentu sprzyjania inwestycjom. Inwestorzy działają z kolei w przestrzeni nieobliczalnej, gdyż kąsanej pojedynczymi, nieskoordynowanymi niczym interesami inwestorskimi. Społeczeństwo miejskie nie ma dzisiaj żadnej gwarancji, że na miejscu parku nie stanie zespół drapaczy chmur, a dotąd uczęszczane miejsce nie stanie się strzeżoną przez strażników enklawą wyizolowanych od miasta gentrys. Tę nieobliczalność w zakresie współczesnej „polityki” przestrzennej cenią sobie ci inwestorzy, którym zależy na szybkim zwrocie zainwestowanego kapitału, inwestorzy nie zainteresowani ani szczególną troską o architektoniczny kształt swych inwestycji, ich trwałść i zrównoważone wpisanie się jej w kontekst miasta. Dlatego też nie są zainteresowani akceptacją społeczną dla swych inwestycji. Takiej sytuacji nie cecnią sobie za to inwestorzy produktów wysokiej jakości – stąd ich notoryczny brak w miastach polskich.

     Chciałbym jeszcze raz podkreślić. Nie chodzi o to aby zabronić budowania wieżowców, czy tworzyć reguły dla „jedynie słusznej architektury”. Chodzi o coś więcej. O naturalne prawo społeczności, jako użytkowników miasta, do wpływania na jakość jego kształtu i obronę przed jego fragmentaryzacją i społecznym wyobcowaniem przestrzeni miejskiej. Konsensus w tej sprawie nie jest możliwy do uzyskania przy obecnej formule polityki przestrzennej, obecnych regulacjach prawno - planistycznych i wynikających z nich procedurach. Jest on możliwy tylko w ramach wyprzedzającego, uspołecznionego i zintegrowanego procesu planowania rozwoju miasta, którego istotnym podmiotem musi zostać społeczność lokalna. Ustawowe akty prawno - planistyczne służą dzisiaj w Europie nie do kreowania przestrzeni, ale do zabezpieczania wcześniej uzyskanego konsensusu społeczno – politycznego. Tym zasadom muszą zostać podporządkowane również wszelkie inwestycje prywatne, w sposób istotny ingerujące w istniejące struktury przestrzenne miasta.

     Innymi słowy, potrzebna jest w Polsce restytucja uspołecznionej polityki oraz głęboka demokratyzacja politycznego obyczaju. Potrzebna jest w zakresie polityki planowania kształtu miasta, żywa, zdrowa i aktywna „druga noga demokracji”, jaką jest demokracja obywatelska, zabezpieczająca politykę instytucjonalną przed jej odpolitycznieniem, odspołecznieniem i jej redukcją do roli „transmisyjnego pasa” prywatnych interesów ekonomicznych. Potrzebna jest polityka zabezpieczająca również instytucje administracji przed ich zawłaszczaniem przez taki „transmisyjny pas”. To właśnie on jest odpowiedzialny za powszechne w Polsce wyobcowanie administracji ze społeczeństwa, jak i za złe prawo – Ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Interesy ekonomiczne zinstrumentalizowały politykę i prawo w zakresie planowania przestrzennego, przekształciły proces planowania w sformalizowany akt prawny a uspołecznione budowanie planu, zastąpiono formalnymi procedurami, realizowanymi przez administrację. W wyniku działania wspomnianego „pasa transmisyjnego”, administracja traci z dnia na dzień swe kompetencje, niszczone autorytarnym „rządzeniem” zwierzchników i zostaje przez nich kreowana na „chłopca do bicia”.

     W ten sposób, zabezpieczając interesy podmiotów gospodarczych – inwestorów, odebrano miasto mieszkańcom, a administracji kompetencje fachowe, odcinając jej wiedzę od nowoczesnych impulsów europejskich. Od tej pory zarówno instytucjonalna polityka, jak administracja ukazały się społeczeństwu jako „oni – obcy i źli”.  

     Tymczasem, zadaniem polityki w zakresie planowania przestrzennego i rozwoju miast, nie jest „rządzenie przestrzenią miasta” ale budowanie przestrzeni porozumień społecznych, w którym działać winni obywatele, administracja i eksperci, przestrzeni porozumień zabezpieczających realizację naturalnego prawa mieszkańców do ich przyrodzonej  własności – przestrzeni miejskiej.

     Uspołecznione planowanie sytuuje społeczność lokalną, administrację fachową i ekspertów po jednej strony barykady. Interesy podmiotów gospodarczych, po jej drugiej stronie. Wówczas przestrzeń miasta staje się polem rozpoznanych potrzeb, planowanie przestrzenne ukazuje sposoby ich zaspakajania, a potencjały podmiotów gospodarczych, ujawniają się jako instrumenty dla realizacji potrzeb społecznych. Inwestor uzyskuje sens swego działania, wykraczający poza tylko jego własny interes – uczestniczy w tworzenia wspólnego dobra. W takiej sytuacji administracja faktycznie administruje potrzebami społecznymi, a polityka kontroluje i zabezpiecza faktyczny zakres ich zaspakajania. Pozwala to społeczności uznawać zarówno politykę, jak i administrację jako „swoich”, anie za „tych tam na górze”.

     Jak długo dyskusja o kształcie miasta będzie realizowana w oparciu o dyktat aspołecznej wizji gospodarki wolnorynkowej, jak długo będzie miasto kształtowane w oparciu o rozumienie planowania przestrzennego w kategoriach wyłącznie ekonomicznych, technologicznych i formalno – prawno – proceduralnych i jak długo taka wizja i takie kategorie będą określały regulacje prawa przestrzennego, tak długo łamane będzie naturalne prawo społeczności miasta do określania jego kształtu.  

(powyższy tekst stanowi rozszerzoną wersję wypowiedzi autora, wygłoszonej na spotkaniu Stowarzyszenia Kultura Miejska w dniu 18 czerwca 2009 w Gdańsku - Wrzeszczu

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: czwartek, 25 marca 2010 09:18