Pustostany: co dalej?
Maciej Machajski   
środa, 12 sierpnia 2009

W tym 32-kondygnacyjnym luksusowym wieżowcu na Florydzie mieszka – jak widać na zdjęciu po lewej – jedna rodzina. Globalny kryzys, który rozpoczął się od rynku nieruchomości, dosięga również nas, mimo, iż deweloperzy oraz władze wciąż temu zaprzeczają. Wystarczy pospacerować się wieczorem po dopiero co wybudowanych osiedlach w Poznaniu, aby zobaczyć, iż światła palą się w tam w nielicznych oknach.

 

 

 

Jedną z najpilniej strzeżonych informacji w Poznaniu jest liczba pustostanów. Prawdopodobnie jest ich całkiem sporo. Dotychaczas nie stanowiło to problemu. Spora część nowowybudowanych mieszkań w ogole nie była zamieszkana bo ich wartość i tak szła w górę razem z całym rynkiem nieruchomości. Wystarczyło kupić nowe mieszkanie, poczekać rok czy dwa i potem odsprzedać je ze sporym zyskiem. Lepiej było nawet, żeby w międzyczasie nikt tam nie mieszkał, bo wtedy mieszkanie szło jako nowe. Szacuje się, choć nie ma tutaj oficjalych danych, że pustostany stanowiły co najmniej kilkanaście procent całego polskiego rynku.

Jak pisze portal Bankier.pl, horendalny wzrost cen mieszkań między 2004 a 2007 rokiem w Polsce „ma swoje źródło nie tylko w poakcesyjnej fali agresywnej spekulacji mieszkaniami w Środkowo-Wschodniej Europie, ale - w przypadku Polski - w kulminacji podaży tanich kredytów hipotecznych, które będą spłacane (a raczej coraz częściej nie spłacane...) na przestrzeni następnych niemal dwóch pokoleń.” To dlatego nieprawdziwe jest zdanie, które padło ostatnio na posiedzeniu komisji samorządowej, że „to deweloperzy budują nam mieszkania”. Deweleperzy budują mieszkania nie nam a bankom, bo to one kupują nieruchomości, gdy my bierzemy od nich kredyt. Można uważać się za właściciela mieszkania dopiero wtedy, gdy się kredyt spłaci. A to nastąpi w najlepszym razie za kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Wiele z obecnie realizowanych inwestycji mieszkaniowych powstało na bazie obliczeń, które nie mają już racji bytu. Otrzymanie kredytu dzisiaj jest o wiele trudniejsze niż rok temu. W ten sposób jeszcze większa liczba osób została pozbawiona jakichkolwiek nadzieji na własne "eM". Jednocześnie, stopniowe wycofywanie się zagranicznego kapitału z Polski najprawdopodobniej oznacza, że coraz więcej nowych budynków będzie przypominać ten na Florydzie. Co więcej, spora część (w maju szacowana na ponad pół miliiona) Polaków ma już problemy ze spłacaniem zaciągniętych kredytów. Czy zatem podzielą los tych, których poznański magistrat chce wyrzucić do blaszanych kontenerów?

W niektórych miastach, tak jak w Łodzi, sektor publiczny wyciągnął deweloperów z tarapatów. Łódzki Uniwersytet Medyczny postanowił przerobić luksusowy apartamentowiec, którego budowa stanęła na trzecim piętrze bo wiadomo było, że nikogo nie będzie stać na kupno w nim mieszkania, na równie luksusowy akademik. Jednakże nie będzie on dostępny dla zwykłych studentów – tylko dla zagranicznych, którzy płacą za studia medyczne w Polsce grube tysiące. Jednocześnie, będzie to, nota bene, pierwszy akademic wybudowany w Polsce od 7 lat – ostatni powstał na zlecenie warszawskiej SGGW w 2002 r. Pokazuje to wyłącznie jak bardzo budownictwo mieszkaniowe w naszym kraju nastawione jest na osiąganie zysku, a nie zapewnianie ludziom tego, co im się należy – dachu nad głową za godziwą i przystępną cenę.

Kryzys obdarzył nas nieoczekiwanie mieszkaniową klęską urodzaju. Deweloperzy nie są już tak bardzo zaintersowani budowaniem mieszkań jak kiedyś, a tego, co postawili, nie będą już mogli sprzedać, bo banki wycofują się z rynku nieruchomości. Potrzebna jest więc świadoma i konsekwentna polityka mieszkaniowa ze strony miasta. Inaczej będziemy wciaż mieli rosnącą liczbę pustostanów z jednej strony, a z drugiej coraz szerszą rzeszę ludzi pozostających bez szans na własne mieszkanie, albo i wręcz na bruku. Wydawanie pieniędzy na kampanie reklamowe, które mają nas przekonać, że nie mamy własnych domów z wyboru, jak to ostatnio czyniły poznańskie władze, prowadzi w dokładnie odwrotnym kierunku. Ani zaklinanie rzeczywistości, ani niewidzialna ręka rynku, nie spowodują, że do pustych mieszkań wprowadzą się rodziny.

Nie ma - i może długo nie będzie - lepszego momentu na zadanie sobie pytania: co dalej? Jak napisała ostatnio Naomi Klein:

"Stajemy w obliczu pytania: czy powinniśmy ratować okręt - największy piracki okręt, jaki kiedykolwiek istniał – przed zatonięciem, czy zatopić go i zastąpić statkiem o mocnej budowie – takim, w którym każdy znajdzie miejsce dla siebie? Takim, który nie wymaga rytualnego oczyszczenia, w trakcie którego wyrzucamy naszych przyjaciół i sąsiadów za burtę, by ocalić ludzi w pierwszej klasie. Takim, który rozumie, że Ziemia nie ma miejsca, by wszyscy żyli lepiej i lepiej, ale ma miejsce, by wszystkim żyło się dobrze."

 


Komentarze (1)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
wy jestescie jacys chorzy
ludzie - autorze tego artykulu - gdzie wy zyjecie, miasto nie ma nikomu nic zapewniac - albo stac cie na kupno czegos albo cie nie stac i musisz zbierac, skad w was bledne przekonanie ze ktos wam cos powinien dawac/zapewniac/rabatowac/obnizac/przyznawac ... otrzasnijcie sie - mamy kapiratlizm szkoda czasu na pie^$&$ idzcie do pracy zarabiac na swoje fanaberie
piotr , 22 listopad 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: wtorek, 17 sierpnia 2010 14:38