Nie/cykliczny nie/satyryczny, nie/obiektywny nie/tygodnik*
Krzysztof Ulas   
poniedziałek, 15 lutego 2010
Pewna piękna i inteligentna, nad wyraz, dama po lekturze jednego z felietonów oświadczyła, że ciężkość pióra odczuwa i pewne niespójności także. Coś w tym jest, a wrażenie to pogłębi się po lekturze poniższego tekstu, zapewne. Autor uprzedza, że tematy wymagają podejścia ciężkiego, a to co się działo, niejednokrotnie, z harmonią ma tyle wspólnego co picie w Szczawnicy ze… resztę dopowiedzą Państwo sobie sami.

Zacznijmy łagodnie i delikatnie. Za oknem śnieżek prószy. Białe płatki dostojnie i niespiesznie lecą sobie z góry na dół zalegając na glebie kilkudziesięcio-, już, centymetrową warstwą. Miasta w całej Polsce alarmują, że skończyły im się pieniądze na walkę ze skutkami zimy. W Poznaniu nie ma już miejsca na składowanie białego puchu, to jest sorry, szarej brei, a jak to wszystko ruszy podczas odwilży, będzie wielka woda. Co więcej – kilka dni relatywnie wysokich temperatur spowodowało tradycyjne już erozje termiczne nawierzchni bitumicznych. Po polsku mówiąc, dziury w asfalcie się porobiły, a ZDM nie nadąża z łataniem.  Powstaje wobec powyższego pytanie, także tradycyjne, kto zawinił? Złośliwy Golfstrom, krasnoludki, Ufo, ekolodzy, czy cykliści, a może antyglobaliści pospołu z masonami? W zasadzie nikt z wymienionych, ale to, że miasto Poznań nie zabezpieczyło w budżecie pieniędzy na zimowe utrzymanie dróg lokalnych, na których zalegają hałdy śniegu, to jest granda. Ludność płaci podatki, a w zamian może sobie na własny koszt wywieźć śnieg z okolic posesji. Istna schizofrenia. Może ten śnieg na olimpiadę zimową wyeksportować? Kurs dolara jest dość sprzyjający dla tego typu operacji.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę w Kanadzie. Prezydent Poznania Ryszard Grobelny i jego zastępca, Sławomir Hinc, wraz z towarzystwem, z wypiekami na twarzach oczekiwali na werdykt MKOLu. Był jak chlaśnięcie biczem. Stosunkiem głosów 42:47 przegraliśmy z chińskim Nankin. W poznańskich mediach rozpętała się burza. Dziennikarze wzorem Sławomira Hinca rozpoczęli lament, że niby pieniądze to nie wszystko, a jednak rządzą światem. Nieliczni pokusili się o analizy, nikt nie zapytał o biznesplany i przewidywane stopy zwrotu. Poznań zaś, jak był infrastrukturalną pustynią na sportowej mapie, tak będzie nią dalej. Merytorycznie byliśmy świetni, ale wygrywają Ci, którzy mają sprzęt i zaplecze. Czy to dobrze, że ubiegamy się o organizację takich imprez? Niby dzięki temu przestajemy być anonimowi, ale z drugiej strony uwidoczniamy swoje braki. Miasto chciałoby przebudować ciągi pieszo-rowerowe nad Maltą i rozbudować hale sportowe. Ależ proszę bardzo się nie krępować. Nie trzeba Euro 2012, żeby dostrzec konieczność wykonania pewnych inwestycji , to samo z uniwersjadą. Skoro i tak chcemy ją robić, to przygotujmy się już teraz, nie czekajmy do ostatniej chwili.

Zmieńmy trochę temat, pozostajc przy imprezach masowych. Targi, niegdyś chluba regionu, PeWuKa zbudowana za pieniądze Poznaniaków, dziś walczą o pozostanie w obecnej formie. Mają zostać sprzedane (sprywatyzowane). Minister Grad poszukuje pieniędzy dla krajowego budżetu i chciałby tą drogą coś zarobić. Miasto Poznań w spółce MTP posiada 40% udziałów, reszta należy do Skarbu Państwa. Padają propozycje komunalizacji targów. Poznań śle listy do ministerstwa, a minister dziwi się i mówi, że o żadnych pismach nie wie i nic nie wpłynęło. Słowem cyrk. Przy okazji Pani profesor Aldona Kamela Sowińska wyskoczyła z pomysłem, żeby Poznaniacy złożyli się i odkupili te 60%. Jeśli to miał być żart, to nikt się nie śmieje. Mieszkańcy Poznania ufundowali targi ze składek społecznych, potem przyszły czasy powszechnej równości i spółkę znacjonalizowano, teraz Państwo powinno po prostu Poznaniowi i poznaniakom zwrócić ich mienie i tyle. Nie bądźmy pazerni i nie oczekujmy odsetek. Inne rozwiązania przypominają sytuację w której stawiam dom, przychodzi facet, zabiera go, a jego potomkowie mówią mi, że mogę go sobie odkupić.

Porozmawiajmy o kulturze. Poznaniacy chętnie chadzają do teatrów, na koncertach frekwencja również jest nienajgorsza. Jednak nie da się ukryć, że w naszym mieście dominuje kultura duża, droga, błyszcząca lampionami. Oczywiście, można powiedzieć, że nie ma w nas nawyku obcowania z żywą materią i wolimy wielkie masówy, albo elitarne spektakle. Jednak przykład nocy muzeów pokazuje, że niekoniecznie jest to prawda. Ludzie szukają kontaktu z wystawami, ze sztuką, której można dotknąć. Co dostają? Naburmuszoną panią, która irytuje się, że tłumy przychodzą i nie idzie czytać gazety, a także strażników wyraźnie oczadzonych ludźmi, którzy na co dzień raczej nie przychodzą. Oficjalna, miejska, wersja mówi, że w 2012 roku w Poznaniu pojawi się szereg obiektów kulturalnych. Miasto planuje wybudować interaktywne centrum historii Ostrowa Tumskiego (tylko jakoś tak to wygląda, że kosztem boiska sportowego, które tam się znajduje), przeprowadzić remont kilku muzeów, Sali Wielkiej w CK Zamek, biblioteki Raczyńskich (połączone z budową nowego gmachu), a także starej drukarni Concordia. Plany są o wiele szersze, ale może na nie zabraknąć pieniędzy, więc nie ma co się za wcześnie podniecać. Warto natomiast przy okazji spojrzeć na kondycję niezależnych środowisk kulturalnych.  Ostatnie zawirowania wokół Inner Space, czy też doniesienia prasowe dotyczące dziwnych zasad przyznawania ulg w stawkach za wynajem lokali miejskich. Jednym słowem w stolicy koziołków są dwie kultury. Miejska, dofinansowana z kilkoma satelitarnymi agencjami i niezależna, która ma pod górkę.  Poznańscy radni dość zgodnie podkreślają, że takie dysproporcje są nie do przyjęcia. Żądają dla najemców lokali równych praw i zakazu podnajmu. Jeśli dana jednostka nie potrzebuje tyle przestrzeni i w efekcie część odpłatnie odstępuje czerpiąc zyski,  to jest to dyskusyjne. Zapraszamy do komentowania co Państwo o tym sądzicie.

Nie miało nie być o sporcie tym razem. Początek już był z okazji olimpiady, ale temat pociągnąć trzeba dalej. Kolejorz traci ważnego sponsora. BetClick zawiesił wykonywanie umowy po uchwaleniu ustawy hazardowej. Z uwagi na niejasne dalsze możliwości funkcjonowania na polskim rynku, dotychczasowy sponsor boi się i daje temu wyraz. Poza tym od dawna już było wiadomo, że reklamodawcy nie są zadowoleni z tego, że Lech gra we Wronkach, a nie w Poznaniu. Przedstawiciele niebiesko-białych rozmawiają i starają się wypracować sensowne rozwiązanie, które pozwoli im zachować profity. Szacuje się, że umowa sponsoringu opiewała na jakieś 4 miliony złotych. Jeśli klub straci te pieniądze, znajdzie się w tarapatach, a na horyzoncie majaczy nowelizacja ustawy antyalkoholowej.  Jeśli nowela przejdzie, to albo mecze grać będzie się po 23, albo reklamy piwa będą musiały zniknąć. Autor oświadcza, że nie cieszy się z problemów naszego piłkarskiego giganta, ale komentarz dotyczący ogólnej kondycji sportu nasuwa się sam. Gdzieś uciekła idea walki i rywalizacji, a jest po prostu twardy pieniądz. O rywalizacji sportowej niekoniecznie myślała zatrzymana grupa pseudokibiców poznańskiego Lecha. Policja chce postawić im zarzuty organizowania nielegalnych ustawek, handel narkotykami i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Krążą plotki, że przeszukane zostało również mieszkanie szefa Wiary Lecha, Krzysztofa Markowicza. Ten nie komentuje sprawy, ale jest zaskoczony i podkreśla, że nie zna tematu. Takie wydarzenia kładą się zawsze cieniem na kibicach. Nie od dziś wiadomo, że piłka nożna to nie tylko sportowe uniesienia, ale też cała masa negatywnych emocji i agresji szerzącej się wśród pseudokibiców.

Radny Miasta Poznania, Norbert Napieraj, zwany też po spektakularnym zrzuceniu zbędnych kilogramów „Pół Napieraja”, wykazał się arcyciekawą inicjatywą uchwałodawczą. Chodzi o to, żeby dać mieszkańcom Poznania możliwość zgłaszania własnych propozycji uchwał. Przy spełnieniu podstawowych warunków. Co na to inni radni? Jeszcze nie wiadomo, ale nam się to bardzo podoba. Złośliwi podkreślają pianotwórczą rolę nadchodzących wyborów. To fakt, ale dobry pomysł warto wspierać.

Na koniec już porozmawiajmy jeszcze o kontrolerach biletów. W sobotnim wydaniu Głosu wielkopolskiego czytamy o zachowaniu „kanarów”. Zarządowi Transportu Miejskiego trudno uwierzyć w to, że zachowują się oni, czasami, w sposób arogancki, bezczelny i bezwzględny. Zdarzają się przypadki kiedy to kontrolerzy zaczynają działać przed ruszeniem pojazdu, lub za wcześnie zasłaniają kasowniki. ZTM prosi o przesyłanie skarg na adres mailowy: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Piszmy, nie bądźmy obojętni, wychowujmy instytucje, które często bez naszego głosu nie mogą reagować na nieprawidłowości w swoich strukturach.

*Nie/potrzebne skreślić

Krzysztof Ulas

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: środa, 17 lutego 2010 07:59