Nie/cykliczny, Nie/satyryczny, Nie/tygodnik*
Krzysztof Ulas   
wtorek, 02 marca 2010
Przy okazji dyskusji nad MPZP dla Sołacza radni pomalutku ulatniali się, aż zabrakło quorum
Wielkimi krokami wiosna nadchodzi. Znowu płeć piękna zacznie kuso się nosić, a brzydsza część społeczeństwa rozpali swe zmysły żywiej krążącymi w ciałach, sokami. Święty Erazm, patron chorób jelit znajdzie dla siebie zajęć mnóstwo, a Ryszard Rynkowski ponownie pobierać będzie tantiemy za nieśmiertelne: "Kobiety lubią brąz”. Politycy na jesieni łajnem przywyborczym obrzucać się poczną, a jedna przyjaźń wystawiona zostanie na próbę, choć panowie są tak podobni, że aż, światopoglądowo, bliźniaczy.

Spalarnia temperaturę podnosi, choć jeszcze płomień jej wcale się nie rozpalił. Raport środowiskowy wyłożony został do wglądu, można także składać uwagi. Media pozwoliły sobie zignorować temat całkowicie, a niektórzy, ponoć, dowiedzieli się o nim od nas. Śmiem drodzy państwo wątpić w wasze zaskoczenie, ale niech już tam będzie. Przykłady innych miast pokazują, że zakłady termicznej utylizacji odpadów komunalnych zarzynają ich segregację i odzysk. Pojawiły się obrzydliwe ploty, że to wszystko będzie montowane z tego, co w Hamburgu rozbierają, że części będą stare i zużyte. Że co? Nie śmieszne i prawdopodobne? Prawicie, że nie takie rzeczy się u nas robiło? Coś w tym jest, przy centralnej oczyszczalni ścieków też miało nie śmierdzieć, a wyszło jak zwykle. Mieszkańcy podpoznańskich gmin narzekają, że Gdyńska się zapcha dokumentnie. Pani Przewoźna argumentuje, że ruch zwiększy się o 60 aut dziennie, a monitoring i nowoczesne filtry wyeliminują całkowicie problem zanieczyszczeń. Co więcej Poznań sypnie groszem na modernizację Gdyńskiej, ale… warunkiem jest to, że ludność nie uwali inwestycji. Dzięki opieszałości urzędników miejskich spalarnia jest obecnie bezbronna niczym dziecię.

Zdecydowanie nie wyszło nam z uniwersjadą. Sportowo Poznań leży i kwiczy, ale włodarze miasta nie ustają w wysiłkach, by coś jednak zorganizować. Sławomir Hinc, wiceprezydent odpowiedzialny, między innymi, za kulturę rzucił hasłem możliwości urządzenia przez Poznań igrzysk delfickich w 2013 roku. Delfiada jest ni mniej ni więcej rywalizacją środowisk kulturotwórczych, wywodzącą się ze starożytności. Nasze miasto ma spore szanse, a atutem są Targi Poznańskie. International Delphic Council pozytywnie odniosła się do poznańskiego listu intencyjnego i jak niesie wieść gminna, oceniła nasze szanse wysoko. Bardzo ładnie powiedział to Przemysław Foligowski, członek komisji kultury Rady Miasta: „Jeśli stać nas na Defiladę, trzeba o nią walczyć.” Stać nas? Jest jakiś biznesplan? Jaka będzie stopa zysku, a jaka skala ewentualnego zmoczenia futerka?

W dawnych czasach przy pewnym moście troll się osiedlił. Myto pobierał, a tym, którzy płacić nie chcieli, kulasy przetrącał. Władza i okoliczna ludność nic z tym nie robiła, bo przy okazji troll reperował co trzeba, jak się popsuło (zainteresowanych bliżej tematem autor odsyła do prozy Andrzeja Sapkowskiego). Miłościwie nam panujący również po rozum do głów poszli i wymyślili, że można do płacenia zmusić przewoźników poruszających się po wielkopolskich drogach. Wymyślono, że system winiet autostradowych zastąpi elektroniczna ewidencja. Dodatkowo kierowcy aut o masie powyżej 3,5 tony zapłacą za przejazd gierkówką do Wrześni i z powrotem, zachodnią i wschodnią obwodnicą Poznania. Ogólnie zapłacimy za autostrady, część dróg krajowych i ekspresowych. W ocenie ekspertów system będzie droższy, ale też sprawiedliwszy, bo zapłacimy za realny dystans, porę przejazdu i potencjalne zanieczyszczenie środowiska. Poznań, najprawdopodobniej, znajdzie się w kleszczach systemu opłat. Co prawda autor Duchem Świętym nie jest, ale dostrzega te ponure miny czytelników przed monitorami, ale kilka twarzy promienieje. Spółka Autostrada Wielkopolska cieszy się z tego rozwiązania, bo liczy na to, że transport nie będzie uciekał na drogi krajowe i ekspresowe, skoro zapłaci tyle samo. Skończy się też kombinowanie w okolicach Wrześni z wyjeżdżaniem przed jedną z bramek poboru opłat.

Coś drgnęło w sprawie pomiarów hałasu na Krzesinach. WIOŚ ma zamiar sprawdzić, między innymi, czy myśliwce naruszają granice wyznaczonej dla nich strefy i czy nie łamią prawa. Więcej o temacie tutaj. Za to w ubiegłym tygodniu wieść gruchnęła z jasnego nieba, że część bazy wojskowej na Krzesinach jest prywatna. Wojskowi wystąpili o uznanie zasiedzenia blisko 5 hektarowego terenu, a całość spornej ziemi, to nawet kilkanaście hektarów. Wartość gruntów jest niebagatelna, ok. 3,5 miliona złotych. Wojsko przejęło tereny ponad 50 lat temu, ale nikomu nie przyszło do głowy uregulować stanu prawnego. Wojskowi w 1956 roku działali sprawnie, szybko i bezlitośnie. Zapakowali właścicieli terenów, na które rozrastające lotnisko ostrzyło sobie zęby, na ciężarówki i wywłaszczyli ich do mieszkań, które zresztą nie były nawet własnością przesiedlonych rodzin. Z jednej strony dramat i utrata majątków, a z drugiej wojsko. W prostych żołnierskich słowach dowiadujemy się, że wystąpiono o zasiedzenie w 2004 toku, że trwają pomiary geodezyjne. Ani słowa o odszkodowaniu. Zmieniła się epoka, czasy nowe nastały, ale pewne podejścia są jak beton.

Srodze zawiodą się ci, którzy myśleli, że nie będzie nic o sporcie. Posnania ma pecha. Nie dość, że ważą się losy krytych kortów tenisowych, to jeszcze grozi jej zamknięcie basenu (też krytego). Sanepid apeluje o poprawę warunków technicznych obiektu. Władze klubu znają problem, ale nie wiedzą skąd wytrzasnąć 6 milionów złotych na modernizację. Apele Sanepidu kończą się czasami dość drastycznie. W ostateczności inspektorzy zamkną budę i „po kłopocie”. Problemem nie jest tylko estetyka basenu, ale także brak możliwości poprawy bezpieczeństwa kąpiących się. Teraz się wyjaśniło dlaczego Posnania sprzedaje część terenu. Jedną dziurę załata, druga powstanie, a Poznań? Poznań stawia na sport. W kwestii rekreacji i rozrywki ruchowej jeszcze dwie informacje. Warta zaczyna przyciągać wzrok. Wzdłuż ulicy Szelągowskiej radni osiedlowi chcą wycięcia ponad 1700 drzew i zaprowadzenia bulwarów. Z kolei KS Posnania chce budować nowoczesną marinę wraz z zapleczem sportowym i hotelem. Ta druga inwestycja miałaby być realizowana na terenie zaniedbanej i chylącej się ku upadkowi przystani kajakowej na Ratajach. Tak, dokładnie to ta sama Posnania, która groszem na remont basenu nie śmierdzi. Zresztą tutaj też zapaszku sianka nie czuć. Pozwolenia są, wola też, ale szeleszczących papierków brak. Skończy się pozyskaniem inwestora strategicznego i hotelem? Jak Państwo widzielibyście Wartę? Czy Poznań powinien obrócić się do niej twarzą czy plecami? Zapraszamy do komentowania.

Omawiając dwa tygodnie z rzędu, autor pozwoli sobie dwa dary z sporcie napisać. Tym kopanym, a jakże. Urząd Miasta Poznania ogłasza od jakiegoś czasu(tak jest od sławetnych konsultacji deliberatywnych z ludnością), że stadion musi zarabiać na siebie. Trochę to zajęło, ale decyzja jest niby pewna, pomysły również. Mega koncerty, zawody wielkich ciężarówek, MotoCross, festiwale no i piłka nożna, oczywiście. Niebawem rozpisany ma być przetarg na operatora obiektu. Klub sportowy Lech też może się ubiegać i z całą pewnością to uczyni. Obecnie operatorem jest POSiR, ale zdaniem miasta nie poradzi sobie z tym wyzwaniem. Autora subiektywne zdanie jest podobne. Skoro jednostka ledwo radzi sobie z Maltą, a na odkryty basen na Ratajach miała sposób (zasypać!!), to aż strach pomyśleć co zrobi ze stadionem.

Miasto Poznań pokłada wielkie nadzieje w MTP. Delfiada, spotkania, konferencje, a także targi motoryzacyjne. Te ostatnie mają w niedługim czasie dorównać największym imprezom branżowym w Europie. Targi rolnicze przeszły bez echa, tracą zresztą ustawicznie na rzecz Bednar i Kieleckiej Agrotechniki. Skuteczne zbudowanie imprezy wystawowej to potężne nakłady finansowe o niewiadomej stopie zwrotu. Targi to nie tylko hale wystawowe i sale konferencyjne, to całe otoczenie, drogowe i zaplecze kulturalno-gastronomiczne. Knajp ci u nas dostatek, choć ostatnimi czasy restauratorzy narzekają na spadek koniunktury, ale jak tu dojechać? Przy okazji imprez targowych w Poznaniu tworzą się gigantyczne korki, najzabawniejsze było zapchanie ulic z okazji wystawy ekologicznej. Jednym słowem, by zarabiać na MTP (prywatnym lub skomunalizowanym) trzeba stworzyć kompleksowe zaplecze i wydajną infrastrukturę, bez tego się nie uda.

Grzegorz Ganowicz sposobi się do kandydowania na prezydenta Poznania. Czym wyróżnia się ten kandydat? Niczym specjalnym, może tylko niesamowitym podobieństwem do obecnego włodarza miasta. Nie fizycznym, rzecz jasna, ale poglądami sprawia wrażenie prawie klonu. Paradoksalnie jego kandydatura może wzmacniać szanse Ryszarda Grobelnego na reelekcję. Temu ostatniemu nie grozi prawomocny wyrok w roku wyborczym, z poza tym można spotkać się z opinią, że Grzegorz Ganowicz będzie takim samym prezydentem, tyle, że gorszym.

Swarzędz stoi w korkach i chce budować swój wiadukt i obwodnicę. Sam jeden to zrobi? Stowarzyszenie My-Poznaniacy przy kilku okazjach postulowało o spotkanie radnych poznańskich i ich swarzędzkich kolegów. O ile z mniejszej gminy sygnały płyną bardzo pozytywne i ochocze, o tyle nasze miasto ma tę inicjatywę w dość głębokim poważaniu. Przy tej okazji wraca temat wschodniego odcinka III Ramy. Wiadukt, oczywiście, jest wierzchołkiem góry lodowej, bowiem radni Swarzędza poważnie rozważają budowę obwodnicy. Nie ma się oszukiwać, chcieliby partnerstwa z Poznaniem, ale żeby do niego mogło dojść trzeba by zrewidować stare, błędne koncepcje przebiegu III Ramy na odcinku wschodnim. Tylko czy Volkswagen pozwoli…?

Na ubiegłotygodniowej sesji radni głosowali wniosek komisji rewizyjnej w sprawie rozwiązania umowy z operatorem cmentarza na Miłostowie, Universum. Solą w oku pozostają zapisy o umorzeniu podatków i nietrafiania do miejskiej kasy pieniędzy z opłat grzebalnych. Co więcej – w myśl zapisów obecnej umowy Universum jest monopolistą jeśli chodzi o operowanie na terenie cmentarza. Nie dziwi, że obecny zarządca nekropolii odpiera zarzuty. Podstawowy czynnik ekonomiczny jest bezlitosny. W Poznaniu utrzymanie 1 hektara61, a w Gdyni 50 tysięcy rocznie). Co więcej, miasto nie musi martwić się kosztami remontów i inwestycji, te ponosi w całości Universum. Ostatecznie wniosek komisji rewizyjnej nie spotkał się ze zrozumieniem radnych miasta Poznania. Podstawowe pytanie, które na dobrą sprawę pozostało bez odpowiedzi to: Co po rozwiązaniu umowy? Radni zdecydowali, że jej nie anulują, a jedynie dostosują pewne zapisy do obecnych realiów. cmentarza kosztuje rocznie 12 tysięcy złotych, w miastach, gdzie na temacie łapska trzyma budżet, koszty są znacznie wyższe (w Łodzi np. 67 tysięcy, w Warszawie

Dziennikarze Głosu Wielkopolskiego ujawnili szereg nieprawidłowości w działaniu Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Audyt został przez magistrat utajniony, więc dobrać się do niego łatwo nie było. Radny Szynkowski vel Sęk, przewodniczący komisji rewizyjnej, też najpierw odbił się od ściany, później dostał raport do wglądu, ale bez możliwości skopiowania. Wszystko staje się jasne po ujawnieniu treści tego dokumentu. Raport wykazuje wielokrotne lekceważenie przepisów, brak kontroli nad wydawanymi pieniędzmi, a także rażącą niedbałość przy rozliczaniu remontów i daleko idącą niefrasobliwość w podejściu do procedur przetargowych. Co dziwne, prokuratura nie wszczęła śledztwa z urzędu, radny Szynkowski poważnie rozważa złożenie doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Mirosław Kruszyński próbuje wybrnąć z sytuacji tłumacząc całą sytuację „gruntowną rozbieżnością stanowisk między audytorami, a kierownictwem ZKZL”. Firmy kontrolujące są niezależne, płaci im się ciężkie pieniądze za kontrole. W tej sytuacji zabijanie posłańca niosącego hiobową wieść jest po prostu niepoważne. Zwłaszcza po obejrzeniu od środka wizytówki poznańskiej rewitalizacji. Kamienica przy ulicy Dąbrowskiego 42 z zewnątrz wygląda ładnie, ale w środku… Cóż, przytoczmy po prostu słowa Dariusza Kaczyńskiego, redaktora naczelnego portalu Aglomeracja.pl: „syfasada”. Tak niestety to wygląda, w środku  panuje po prostu  zwyczajna gymela.

Na koniec dwie wiadomości. Poznań może poszczycić się pierwszymi miejscami. Zaszczyt to mało chlubny, ale zawsze jakiś. Po pierwsze znaleźliśmy się na pierwszy miejscu jako najdroższe miasto w Polsce. Żyje się nam najkosztowniej, pensje wcale nie są najwyższe w kraju, a do tego mamy bardzo dużą dynamikę wzrostu stopy bezrobocia. Drugie ważne wyróżnienie to szybkość odpływu mieszkańców z naszego miasta. W ciągu minionego dziesięciolecia blisko 70 tysięcy nowych mieszkańców okolicznych gmin to Poznaniacy. Kwestii posiedzenia Komisji Polityki Przestrzennej celowo nie poruszono.

*Nie/potrzebne skreślić

Krzysztof Ulas

 

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: środa, 03 marca 2010 12:36