Rower jako kwestia polityczna
Marek Nowak   
poniedziałek, 23 maja 2011



Rower – jednoślad napędzany siłą mięśni. Przyjmuje się, że niezobowiązujący (efektywny) zasięg tego środka lokomocji wynosi 5 kilometrów. Co w przypadku Poznania oznacza wygodne połączenie ze ścisłym centrum najbliższych sypialni: os. Kopernika, dolnego tarasu Rataj, czy Winograd.



Rower wydaje się idealnym środkiem komunikacji w Poznaniu, co wie każdy, kto nieco bardziej konsekwentnie próbował wykorzystywać ten XIX-wieczny wynalazek. „Konsekwentnie” to zresztą nie do końca właściwe określenie, zapewne bardziej zasadne byłoby: zdeterminowany, zdesperowany, a co najmniej: mocno uparty.

Wynika to, jak powszechnie wiadomo, z niemal całkowitego braku infrastruktury rowerowej w mieście (cyklisty) Marycha Starego. Dlaczego tak jest? To nie jest, moim zdaniem, tylko problem wysokich kosztów dostosowania dróg dla potrzeb transportu rowerowego. To głównie kwestia filozofii transportu, w której, milcząco zresztą, uplasowuje się cyklizm w kontekście hobby i spędzania wolnego czasu. A wiemy z badań, że ów wolny czas spędzamy pasywnie, na działaniach związanych z konsumpcją lub po prostu z miasta wyjeżdżamy, najczęściej samochodem.

Filozofia ta obejmuje, moim zdaniem, w takim samym stopniu przeciętnych użytkowników dróg i chodników, co władze miejskie, reagujące z oporami na jakiekolwiek zmiany w zakresie formuły organizowania transportu. Jest to problem technokracji, która pozostając doskonale reaktywna, łatwo uznaje, że wszelkie zmiany są niemożliwe do wprowadzenia. Jest to również narastająca wraz z bogaceniem się wyższych warstw poznaniaków dominacja samochodu – co wydaje się oczywiste. Z drugiej jednak strony są to coraz bardziej dotkliwe zjawiska suburbanizacji (we wszelkich wariantach), które owe „złote” 5 kilometrów wydłużają do 30 lub 50 km, poza zasięg roweru.

„Psucie miasta” marginalizuje więc cyklizm, a im bardziej Poznań przypomina pączek z dziurką, tym bardziej kwestia cyklizmu staje się kwestią polityczną. A warto dodać, obecny potencjał demograficzny metropolii poznańskiej jest znacząco większy od np. wrocławskiej, choć sam Poznań jest od Wrocławia ludnościowo mniejszy i nadal się kurczy.

Problem z poprawą statusu roweru, z czego mniej zdajemy sobie sprawę, wynika z barier „wykluwania się” kultury miejskiej, która w społeczeństwie migrantów z niezurbanizowanej Wielkopolski (i w sytuacji rozwoju typu metropolitalnego), nie ma naturalnych zwolenników. Rower jest tutaj „niszowy”, klasowo naznaczony (jest dla tych mniej zamożnych), bądź jest atrybutem zabaw dzieci, czy rekreacji.  

Nie warto w tym miejscu rozwijać wątku korzyści wynikających z używania roweru, one są powszechnie znane i niewiele można w tej kwestii dodać. Warto jednak zauważyć, że status roweru jest wskaźnikiem jakości życia w mieście, jego rozwoju i witalności. Jest tak dlatego, że jest on również elementem kultury miejskiej, charakteryzującej się pluralizmem form i stylów. Kohabitacji odmiennych wizji i sposobów życia, w których istnieje miejsce na chodzących pieszo, pasjonatów tramwajów i autobusów, fascynatów rolek, deskorolek, biegaczy etc. Bez ich przestrzeni, dominacja transportu samochodowego świadczy o braku polityki promiejskiej i fundamentalnej głuchoty na mechanizmy poprawy atrakcyjności zamieszkania w przestrzeni centrum.

Pozytywnie należy w tym kontekście oceniać obecnie wprowadzane w centrum zmiany: ograniczenie prędkości i ruchu samochodów oraz pomysły na (małą) rewitalizację. Dlaczego jednak procesy zmiany myślenia przebiegają tak wolno i w gruncie rzeczy są tak mało skuteczne... Dlaczego na ulicach poznańskich umierają rozjechani rowerzyści, dlaczego bardzo sensowne pomysły rozwiązań komunikacji publicznej nie dają się zrealizować, a jednocześnie zakopujemy wybudowane już wiadukty, wybudowane w imię wyimaginowanych potrzeb komunikacyjnych?

Wskazane zjawiska nie są już li tylko strukturalne, czy demograficzne, mają konkretnych autorów i decydentów. Odpowiedź na pytanie, co w tej sytuacji robić, trzeba pozostawić samym mieszkańcom, a zapewne precyzyjniej – ich decyzjom wyborczym. Alternatywa już jest.







Marek Nowak
, socjolog, adiunkt na UAM

Komentarze (5)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Rowerowo
Ja tam do pracy jezdze codziennie na rowerku. 9km w 30min to o wiele lepiej niz 1,5h autobusami (brak sensownego polaczenia) czy 40min autem. Ostatnio widzialem nawet rowerzyste w garniaku, kantach i lakierkach, wiec jak widac Poznan sie zmienia, na duzy plus :) W tym miesiacu nawet sieciowki juz nie kupilem i nie planuje do konca wakacji :) Rowerem jezdze teraz wszedzie - ot dobre zapiecie wystaczy :)
panmarcepan , 20 czerwiec 2011
co za bełkot
o czym jest ten tekst? strumień myśli bez związku logicznego. z polityki, to ja tu widzę tylko populizm, szczególnie w frazie:
"Dlaczego na ulicach poznańskich umierają rozjechani rowerzyści"

jestem niezurbanizowanym migrantem, przedstawicielem klasy wyższej kierowniczej, jeżdżę rowerem do pracy, po pracy, wszędzie, gdy tylko nie pada deszcz. zostałem 2x potrącony przez samochód, bez mojej winy. nie stanowi dla mnie większego problemu brak dróg rowerowych w centrum miasta. nie potrzeba nam ich, skoro wprowadzono strefę "tempo 30".

śródmieście nie jest z gumy, ulice były projektowane dla kilku dorożek na godzinę, a nie samochodów, rowerów, pieszych, kawiarenek, promocji banków itd. i jako niezurbanizowany migrant doskonale to rozumiem.

bardziej niż brak ścieżek rowerowych wkurzają mnie obecne. tzn. kawałki bez ciągłości, albo pomyślane o jeździe w jednym kierunku. już bym wolał, żeby ich nie było. zmuszają do ryzykownych manewrów np. skrętu w lewo przez kilka pasów ruchu, żeby po przejechaniu kilku metrów, albo zejść z roweru, albo lądować na jezdni przez wysoki krawężnik (vide górka obok starego browaru).

jeżeli już mają być te kawałki ścieżek, to niech stanowią one kontrapasy na jednokierunkowych odcinkach. to naprawdę ułatwiłoby komunikację rowerową w centrum.

prawdziwym problemem jest brak miejsc, gdzie rower mogę bezpiecznie zostawić. swojego czasu na rynku były stojaki rowerowe. zastąpiono jest żelazną makietą poznania. w promieniu kilkudziesięciu metrów od rynku nie wiem gdzie mogę zostawić rower?

podobnie pod firmami, kawiarniami, sklepami.

jesteśmy pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, więc skoro można gdzieś dojechać samochodem, to i rowerem można. dla samochodów zwężono chodniki, buduje się parkingi. i za to odpowiedzialne jest miasto.

dla rowerów jest coraz słabiej. poza inicjatywą all for planet, nie widzę nowych stojaków. a to przecież takie ładne zaproszenie. wchodzę do firmy i widzę stojak dla rowerów. to właśnie w tym momencie budzi się we mnie myśl "może następnym razem przyjadę rowerem?". przyjeżdżam na rynek do kawiarni, a obok stojak i kilka zaparkowanych rowerów. więc następnym razem obok postawię swój.

i nie jest za to odpowiedzialny grobelny, stary marych, infrastruktura, filozofia pączka itd. każdy przedsiębiorca może kupić stojak. każdy pracownik może poprosić o niego kierownictwo. każdy klient może zasugerować. osobiście wywalczyłem na studiach zadaszony stojak pod uczelnią, a ostatnio pod biurowcem. obok mnie, zawsze stoi kilka innych rowerów.
Artur , 20 czerwiec 2011
pusty autobus i zatłoczony i w relacji rowerzysta pasażer , Nisko oceniony komentarz [Pokaż]
Nie wizjoner, lecz idiota
gRobal tę mantrę, że Poznaniacy nie chcą używać rowerów do jazdy po mieście powtarza, jak wyszkolona papuga, od lat co najmniej kilku. Najwyraźniej, jak go wiezie kierowca z willi w Radojewie na Plac Kolegiacki ma ciekawsze zajęcia, niż podpatrywanie miasta, którym podobno zarządza.
Macie prezydenta, na jakiegoście głosowali, ludzie. I do kompletu najbogatszego Polaka, co to swoje interesiki dawno temu przeniósł do Luksemburga itp. I bandytów w rodzaju Litara. I jeszcze paru innych. To była, drodzy wyborcy, tzw. sprzedaż wiązana.
Czarny szczur , 01 czerwiec 2011
...
Nie dalej jak pół roku temu prezydent Grobelny udowadniał, że Poznaniacy nie chcą jeździć na rowerach. Pogłębiający się kryzys ekonomiczny, rosnące ceny paliw, „rowerowa” pogoda spowodowały, że tej wiosny mieszkańcy naszego miasta masowo przesiadają się na dwa kółka. Po raz kolejny okazało się że nasz prezydent wizjonerem nie jest.
Maciej Wudarski , 23 maj 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: poniedziałek, 23 maja 2011 02:26