O dwadzieścia groszy, tylko nie płacz, proszę…
Lech Mergler   
środa, 12 grudnia 2012
Pora przyznać się do naiwności. Wydawało mi się, że w naszym dość racjonalnym mieście władza, która chce uchodzić za racjonalną, zaakceptuje racjonalne propozycje mieszkańców, przedstawione w trybie racjonalnej, statutowej procedury, czyli obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej. Tak się nie stało, racjonalizm władzy został przeceniony i bilety tramwajowe będą droższe już od stycznia.

Decyzja o nieprzyjęciu nie tylko rocznego, ale nawet półrocznego odłożenia podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej ucierała się przez kilka godzin podczas wtorkowej sesji Rady Miasta. Było to jedno z nielicznych, emocjonujących posiedzeń, podczas których demokracja pokazuje swoje najciekawsze oblicze: podejmowana DECYZJA nie jest przesądzona, a przynajmniej tak się wydaje. Sama gra polityczna na sesji była, według świadków, fascynująca, w komentarzach z dużą radością przytaczano motyw „zaplątania się” przedstawicieli Platformy Obywatelskiej we własne „pułapki” – niespójne i własnoręcznie oprotestowywane propozycje.


The Day After..

Ważniejszy jednak od uroku rytuałów demokracji jest sens całej sytuacji po odrzuceniu projektu obywatelskiego. Co ona oznacza, do czego prowadzi, o czym świadczy…?

Kilka razy zbierałem na ulicach podpisy poparcia pod obywatelskim projektem uchwały przeciw podwyżkom cen biletów i nie ma żadnej przesady w relacjach mówiących o tym, że do list ustawiały się samorzutnie kolejki mieszkańców. Bardzo liczne, do ok. 30% chętnych, osoby bez meldunku poznańskiego, głośno wyrażały swoje rozczarowanie, nawet wściekłość, że nie mogą pokazać podpisem swojego stosunku do poznańskiej komunikacji publicznej. Sprzeciw wobec nieuzasadnionej podwyżki cen jest w mieście powszechny. To nie jest sprawa lokalna, środowiskowa, sezonowa albo błaha – dotyczy setek tysięcy mieszkańców z całej aglomeracji, kilka razy dziennie, istotna dla jakości miejskiego życia, warunków przemieszczania się. Dlatego też nie ma przesady w ocenie, że gdyby było trzeba mieć 50 tys. podpisów, to byśmy je zebrali (zebraliśmy ok.12,5 tys. od poznaniaków, potrzeba było 5 tys.). Politycy – zwłaszcza Platformy Obywatelskiej, bo ich głos był w sprawie decydujący – którzy nie dostrzegają, jak bardzo rozmijają się z mieszkańcami i jak licznymi, pokazują dobitnie, że w coraz mniejszym stopniu są ich reprezentantami.

Charakterystyczna w kontekście „rozmijania się” z mieszkańcami jest wypowiedź jednego z liderów PO w Radzie Miasta, z której wynika, że kilkanaście tysięcy podpisów to właściwie niemal każdy w każdej sprawie może sobie zebrać, także wbrew interesowi miasta… Ona dotyczy oficjalnej, demokratycznej procedury, zapisanej w Statucie Miasta Poznania!


Nasze gospodarskie podejście!

W tej sprawie właśnie mieszkańcy podpisujący projekt uchwały zachowali się jak zapobiegliwi gospodarze miasta, a rządząca ekipa – jak krótkoterminowi dzierżawcy, prowadzący politykę doraźnych (i wątpliwych) korzyści na koszt następców. Poznaniacy mają szczególne rozumienie sprawiedliwości, którego nie sposób określić jako populistyczne czy roszczeniowe. Ono jest bliższe kupieckiemu myśleniu – idei ceny uczciwej albo sprawiedliwej. Poznaniak nie oczekuje raczej niczego za darmo, nie chce rozdawnictwa i jałmużny od władzy. Chce świadczenia adekwatnego do ceny. W przypadku komunikacji miejskiej coraz trudniej dostępna usługa publiczna o obniżonej jakości (ewidentnie z powodu remontów) ma kosztować coraz więcej. TO JEST NIESPRAWIEDLIWE, wie to i czuje każdy poznaniak, całe miasto, jednomyślne są media, ale nie łapie tego prezydent, jego drużyna i alianci z PO. Zbyt długie przytwierdzenie do stolców władzy alienuje i jednokierunkowo zaburza percepcję?

Zawyżanie cen przy dramatycznym spadku jakości, terminowości wykonywania usługi, wyłączaniu fragmentów miasta spod jej zasięgu itd. niszczy komunikację publiczną jako racjonalne działanie gospodarcze, jako firmę, przedsiębiorstwo, bo odrzuca klientów, zamiast ich pozyskiwać. Niszczy też system transportowy miasta, bo tylko sprawna komunikacja zbiorowa w wielkim mieście pozwala się efektywnie przemieszczać. Rozumieją to mieszkańcy, nie rozumieją, od kilkunastu lat, władze, choć z zapałem udają coś przeciwnego.


Poznaniacy pośledniego gatunku?

Ale może nie mniej ważne od zignorowania roszczenia materialnego – żeby nie płacić coraz więcej za coś, co jest coraz gorsze – jest upokorzenie większości mieszkańców przez Grupę Trzymającą Władzę (GTW) w Poznaniu. Władza zademonstrowała, że skoro może bezkarnie ludności pokazać środkowy palec, to go pokaże, jakby dla niej ludność, której jakoby nie stać na samochód i dlatego jeździ ona tramwajami, była w podrzędnym gatunku, więc nie zasługiwała na partnerskie traktowanie. Już nie chodzi o archaiczne myślenie władzy, że tramwaje są dla biedaków, bo są one przede wszystkim dla nowoczesnych mieszczan. Chodzi o typ polityki uprawiany w Poznaniu, oznaczający paternalistyczne, z góry, przedmiotowe  traktowanie mieszkańców. Tak jakby ludzie byli inteligentni inaczej i nie widzieli ciężkich setek milionów (co najmniej) wydawanych zgodnie od lat przez GTW OBOK istotnych potrzeb ogółu poznaniaków, co doprowadziło miasto do wielkiego zadłużenia. I by mieli po prostu uwierzyć, że miasta szastającego setkami milionów nie stać na parę milionów, by usprawnić komunikację publiczną. Na co w Poznaniu pieniądze są, kiedy na nic nie ma pieniędzy, mieszkańcy dobrze wiedzą, bo widzą..  

W miniony wtorek ten paternalizm można było zobaczyć gołym okiem, bez okularów. Widzieliśmy już w sali sesyjnej rzeczy gorsze, ale jeszcze nigdy w sprawie tak powszechnie i na co dzień bezpośrednio i konkretnie dotykającej większość mieszkańców. W rezultacie wszystkie tak głośne w Poznaniu konsultacje, budżety obywatelskie, partycypacja na pokaz, efektowne sondaże i deliberacje, fasadowe ciała i komisje wróciły na swoje właściwe miejsce – składu dekoracji dla spraw mniej ważnych. Koniec złudzeń na temat poznańskiej demokracji miejskiej.

                                                                            *  *  *

Co z tego będzie? Zapewne wielu z tych, którzy złożyli podpisy pod obywatelskim projektem uchwały, zniechęci się. Ale wielu się wścieknie. Wścieklizna bywa dynamicznym materiałem pędnym polityki. Władza miejska podjęła ryzykowną grę, na skalę większą niż kiedykolwiek.

Naprzeciw siebie ma coraz lepiej zorganizowane społeczeństwo obywatelskie, któremu dostarczyła poważnego powodu dla radykalizowania się pod względem programowym. Upokorzenie plus problemy z zaspokojeniem podstawowych potrzeb w mieście to składanka mało sentymentalna, a raczej wybuchowa.








    Lech Mergler

Komentarze (1)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
...
Oglądałem transmisję z posiedzenia rady. Widziałem (i słyszałem) jak prezydent Grobelny zaciekle odradzał głosować za projektem uchwały.

Zasmuciło mnie to, że jeden z radnych (prawdopodobnie któryś z platformy) na potwierdzenie tezy o tym, jakoby sprzedaż biletów nie malała stwierdził, że owszem, spada sprzedaż biletów jednorazowych ale za to nieznacznie wzrasta sieciówek.

Chciałbym nieco rozwinąć tę myśl. Owszem, jednorazowo można więcej zarobić na abonentach sieciówek. Ale to właśnie bilety jednorazowe powinny być tanie. Dlaczego? Ano dlatego, że jakikolwiek uda się z nich uzyskać dochód - to zawsze wartość dodatnia. "Sieciówkowcy" i tak już zapłacili - za cały miesiąc z góry. Tymczasem można przytkać nieco dziurę budżetową zachęcając podróżnych do jazdy na krótkich odcinkach. W chwili obecnej pasażer zamiast kupić bilet na 15 minut za dajmy na to złotówkę (to w mojej opinii sprawiedliwa cena normalnego biletu) nie zapłaci i albo pójdzie pieszo albo pojedzie na gapę. Bądźmy realistami. 2.80zł za bilet na 15 minut? To całkowicie absurdalne. To jak rozrzucanie monet i brukowanie nimi deptaka.

Skoro sporo osób dojeżdża do pracy, dlaczego ZTM nie wpadł na pomysł promowania biletów długookresowych na zasadzie jakichś "promocji" dla firm? (Firma kupuje dla pracownika zbiorowy bilet po nieco niższej cenie, wpisuje to sobie w koszty a więc wszyscy zadowoleni). Dawniej, kiedy było jeszcze tylko MPK jakoś można było promować bilety. Nie wiem, czy dla firm były promocje, ale napewno pasażerom się opłacało (kupując bilet na 2 czy 3 miesiące były już duże upusty cenowe. Kupując bilet na rok była to chyba taka zniżka jakby się miało gratis bilet na 3 miesiące)

Smuci mnie też całe upolitycznienie całej tej sprawy. Przede wszystkim to, że na fali projektu uchwały PiS próbuje się lansować na obrońców obywateli i społeczników. Ot chociażby pod każdym artykułem w poznańskiej gazecie na temat zbierania podpisów widzimy fotkę jakiegoś pana z blankietem do podpisów i logo PiS na klapie. A przecież można było wstawić jakiekolwiek zdjęcie osoby zbierającej podpisy i tłumu ludzi. W tej samej gazecie cytuje się pana vel Sęka (bo przecież nie ma nikogo innego kto byłby kompetentny do opiniowania w kwestii cen biletów niż radny który z MPK nie korzysta). Ale pewnie to cena demokracji i wolnych mediów - czwartej władzy. W mojej opinii bronienie przez nich (tj. przez PiS) projektu uchwały kiedy są w mniejszości na sali to sytuacja na której mogą tylko wygrać. Bo albo projekt przejdzie i będzie można to z wielką pompą ogłosić (Poznaniacy! Pokonaliśmy reżim platformy! Bilety zostają na starych cenach) albo nie przejdzie to zawsze będzie można powiedzieć coś w stylu "Poznaniacy! Bardzo chcieliśmy, ale to nie nasza wina, tylko tych złych, z Platformy". Żeby nie było nieporozumień - nie popieram platformy, są dla mnie na równi z pisem i sld - po prostu im nie ufam. Mam na tyle dużo lat, że pamiętam rządy każdego z nich - od SLD, przez PiS i PO.

ZTM skutecznie zniechęcił mnie do kupowania biletów okresowych. Kiedyś kupowałem bilet na całą sieć - niejako na zapas. Dojechać do rodziców? Wiadomo, tramwajem! przecież mam sieciówkę. Dojechać na rynek po warzywa? Wiadomo, że tramwajem. Przecież przystanek mam zaraz na rynku. Wszystkich świętych? Tramwaj! Po co mam mieć problem z parkowaniem pod Cmentarzem. A po podwyżce już nie kupiłem sieciówki a tylko liniówkę. Przyszła kolejna podwyżka i czara goryczy się przelała. Identycznie było kiedyś z PKP. Najpierw jeździłem na działkę pociągiem z głównego. Po podwyżce cen - z Garbar, bo jeden przystanek wcześniej (a i autobusem można było dojechać w ramach sieciówki) i skutków podwyżek nie odczułem. Kolejna podwyżka - i przesiadłem się na samochód.

Od 1 stycznia wyjeżdżam na ulice rowerem. Nie dlatego, że nie znajdę tych paru złotych. Dlatego, że chcę wyrazić sprzeciw wobec takiej polityki ZTM i rady miasta. Dlatego, że jest to już druga podwyżka w tym roku. A zapowiadana jest kolejna. Jednak nie kładę całkowicie krzyżyka na ZTM. Jeśli pójdą po rozum do głowy i obniżą ceny biletów do tych sprzed 1 czerwca (ewentualnie do tych do końca grudnia 2012) z uśmiechem wrócę do komunikacji zbiorowej.
Mateusz , 13 grudzień 2012

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 14 grudnia 2012 10:26