Poznań, o którym marzę, Poznań, za którym tęsknię.
Anna Wachowska-Kucharska   
środa, 01 czerwca 2011



To był wyjątkowy tydzień – festiwal murali Outer Spaces (16-21 maja) i festiwal Poznań Poetów (17-20 maja) to dwa wydarzenia, które na moment zawładnęły miastem. Rzadko, tak bardzo, w przestrzeń miasta wdziera się kultura. Tym razem dzień po dniu byliśmy świadkami, jak artyści zmieniają miejsca, z których codziennie  korzystamy.



Festiwal poezji Poznań Poetów zainaugurowało spotkanie z jedną z najważniejszych postaci polskiej poezji lat ‘90 – Marcinem Świetlickim. O jego twórczości opowiadali Jarosław Borowiec, Jerzy Borowczyk i Agnieszka Kijak. Pierwszy dzień festiwalu zaskoczył także chmurkami, które znalazły się na skwerze między Operą a Collegium Minus. Były jednym z kilku projektów zaproponowanych przez jego twórców. Skwer, chętnie zajmowany przez studentów, tym razem zmienił się w przestrzeń kulturalną, w której młodzi ludzie spacerowali wśród cytatów umieszczonych na dwustu chmurkach. Pod prawie każdą toczyły się dyskusje o poezji i filozoficznie o życiu.

Program festiwalu był nieprozaiczny i wielowątkowy, czego przykładem spotkanie w klubokawiarni Meskalina  – „Nigdy nie będziesz szedł sam” kibica portret hymniczny, gdzie dyskutowano o wymowie i budowie hymnów piłkarskich. Czytelnicy poezji i prozy Adama Zagajewskiego mogli posłuchać wierszy i zadać pytania mistrzowi w sali Pod Zegarem w CK Zamek. Spotkanie trwało prawie dwie godziny. Poeta czytał fragmenty własnych utworów, często porównując swój stosunek do przedstawionego tematu dzisiaj, z tym, co tworzył wcześniej. Wiele uwagi poświęcił rodzicom. To przepełnione ciepłem i tkliwością wspomnienia dojrzałego człowieka. Jego ostatni zbiór esejów nosi tytuł „Lekka przesada” – jak pisze sam autor „Lekka przesada – to właściwie bardzo dobra definicja poezji”. Jest to jednocześnie opinia wyrażona przez ojca Adama Zagajewskiego, gdy dowiedział się, że syn zamierza zostać poetą: to lekka przesada – powiedział.

Bardzo mocną stroną festiwalu jest formuła pozwalająca na wchodzenie poezji w przestrzeń miasta. Profesor Piotr Śliwiński, kurator festiwalu, stawia organizatorom bardzo ambitny cel – „’Poznań Poetów’ chce na serio zainteresować statystycznego mieszkańca poezją”.

Słów kilka o festiwalu murali. Ten kapitalny pomysł zawdzięczamy członkom grupy Inner Art (liczącej ok. 80 osób), którzy po niepowodzeniu, jakie spotkało ich przy staraniach o jeżyckie centrum kultury, postanowili wejść w miejską  przestrzeń. Na pięciu kamienicach, w centrum Poznania, powstały murale – prace artystów zaproszonych przez Stowarzyszenie Inner Art. Blu, Erosie, Kenor, Remed, Sam3 zamienili szare i nieciekawe ściany kamienic w barwne obrazy. Jednak festiwal to nie tylko „ogarnianie” murów. Przez sześć dni odbywały się m.in. warsztaty z malowania, pokaz filmów  w kinie Muza, gdzie można było zobaczyć „Bomb It2” opowiadający o streetarcie oraz Banksy’ego „Wyjście przez sklep z pamiątkami”. Niezwykle emocjonująca była dyskusja, na którą twórcy festiwalu zaprosili do Spotu. Szkoda tylko, że po raz kolejny, przy okazji tego typu imprezy, zaproszenia nie przyjęły władze miasta odpowiedzialne za zarządzanie kulturą. Szkoda, bo warto było posłuchać ludzi, którzy o swoich pomysłach opowiadają  z  pasją.

Widziałam wszystkie murale , rozmawiałam z artystami i myślę, że to doskonały pomysł na cykliczną imprezę, która integruje mieszkańców i skupia uwagę na sztuce w przestrzeni miasta. Poznaniowi potrzeba takiego przełamania monotonii, bo umarło życie w centrum i przeniosło się do galerii handlowych. Kultura jest najlepszym lekarstwem na brak kultury a miasta pełne bohemy rozwijają się lepiej.

Pod muralem, który malował Blu, przy ulicy Kantaka, na tyłach Alfy – usłyszałam najbardziej wymowny komentarz, wygłoszony przez trzech odrobinę „zmęczonych” mężczyzn: „Tej, k…a, lepiej patrzeć na coś takiego, niż na zmurszałą ścianę”. Ten mural przedstawia kulę ziemską, na której tłum ludzi próbuje walczyć z niewolą (globalizmu? technologii?) przecinając plątaninę kolczastych drutów za pomocą sekatora. Można sądzić, że owa walka – symptom naszych czasów – z góry skazana jest na niepowodzenie. Dlaczego? Dlatego że zaczyna się w naszych głowach.

Trudno też będzie przejść obojętnie obok muralu przy ulicy Mostowej i Grobli, gdzie Tone z Poznania i Autone z Gdańska zamalowali szczytową ścianę kamienicy.  Kiedy patrzymy na tę pracę myślimy, z jednej strony, o nieprawdopodobnej perfekcji. Z drugiej – o emocjach, jakie towarzyszą artystom. W tym miejscu „zbiegają” się dwa dzieła, ponieważ obok, na wysokiej ścianie sąsiedniej kamienicy powstał mural w kolorach biało-czarnym.

Ten tydzień to prawie spełnienie marzeń – o Poznaniu lepszym, bardziej interesującym. Atmosfera jak podczas wielkiego święta.





Anna Wachowska-Kucharska

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 03 czerwca 2011 00:33