Dlaczego nie może być tanich mieszkań w Poznaniu ?
Adam Radzimski   
środa, 26 maja 2010

Tydzień temu, we wtorek, 18 maja br. w Urzędzie Miasta Poznania odbyła się pod patronatem dziennika "Polska. Głos Wielkopolski" debata na temat budownictwa mieszkaniowego w naszym mieście. Obok redaktorów "Głosu" wzięli w niej udział przedstawiciele władz miasta, deweloperzy i nasze Stowarzyszenie. Zapis debaty opublikowany został w "Głosie" w miniony piątek, 21 maja br. Poprosiliśmy dr. Adama Radzimskiego z Instytutu Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej UAM, autora pionierskiej pracy doktorskiej "Uwarunkowania społeczno-ekonomiczne budownictwa mieszkaniowego w Poznaniu" (2009) o krótki komentarz.

 

Spośród tematów o kluczowym znaczeniu dla rozwoju miasta, w Poznaniu najwięcej dyskutuje się o transporcie miejskim. Temat budownictwa mieszkaniowego jest - niestety - zdecydowanie na drugim planie. Jest to pewien paradoks, bo przecież obie te kwestie są ze sobą blisko, wręcz nierozerwalnie, związane. Bez dobrej polityki mieszkaniowej nie będzie dobrej polityki transportowej i na odwrót.

W minionym tygodniu odbyła się w Urzędzie Miasta debata na temat mieszkalnictwa, w której wzięli udział przedstawiciele władz lokalnych, deweloperów oraz działacze społeczni. Poruszono bardzo szerokie spectrum problemów. Po zapoznaniu się z relacją z debaty, postanowiłem napisać kilka uwag na jej temat.

Przedstawiciele władz miasta twierdzą, że w Poznaniu potrzeba więcej terenów pod budownictwo jednorodzinne. Oczywiście rozwiązanie takie powita z radością wyższa klasa średnia, czyli słowami jednego z uczestników debaty „najlepsi podatnicy". Cóż jednak z innymi mieszkańcami, którzy sumiennie płacą podatki i także czegoś by od miasta oczekiwali? Co z absolwentami, z których wielu po studiach podejmuje pracę w Poznaniu? Miasto pragnące mienić się akademickim, powinno mieć im przecież coś do zaoferowania.

Do mieszkania w Poznaniu zniechęca przede wszystkim wygórowany poziom cen. W latach 2005-2008 średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania wzrosła o 120%. Wzrost cen na rynku wtórnym był niewiele niższy. Ten drastyczny skok nie wynikał ze wzrostu kosztów budowy ani ze wzrostu siły nabywczej, gdyż średnie wynagrodzenia wzrosły w tym czasie tylko o 30%. Mieszkania podrożały ponieważ banki zliberalizowały zasady udzielania kredytów: przestały wymagać wkładu własnego, wydłużyły okres kredytowania do 30 lat lub nawet więcej. Deweloperzy po prostu dostosowali poziom cen do zwiększonej zdolności kredytowej nabywców, ale nie do ich realnej siły nabywczej. Program dopłat „Rodzina na swoim", choć w założeniach dobry, niestety także przyczynia się do utrzymania zawyżonych cen.

Poziom cen obniżyłby się, gdyby miasto wspierało budownictwo społeczne. Jeżeli młodzi ludzie mieliby możliwość wynajęcia taniego mieszkania od miasta, nie musieliby godzić się na narzucone przez deweloperów ceny. Takich mieszkań zdecydowanie brakuje. Poznań przez kilka lat uchodził za pioniera budownictwa społecznego. Tym bardziej mamy prawo zapytać, dlaczego w ubiegłym roku nie wybudowano w Poznaniu żadnego mieszkania TBS? Dlaczego wokół kwestii TBS od dłuższego czasu zapanowało niezrozumiałe milczenie? W debacie nawet słowem nie poruszono tego wątku. Przecież TBS wciąż jest własnością miasta, a więc de facto nas wszystkich. Nie jest dobrym pomysłem wylewanie dziecka z kąpielą.

W Polsce niebezpiecznie upowszechnia się przekonanie, że mieszkanie w dużym mieście musi być drogie. Tymczasem prawie wszystkie zamożne miasta na zachodzie Europy dbają o ofertę mieszkań w przystępnych cenach. Czyż Poznań nie chciałby równać do miast takich jak Wiedeń, Monachium czy Fryburg? Miasta te rozumieją, że należy utrzymywać w ryzach rynek nieruchomości. Recepta na skuteczną politykę mieszkaniową jest prosta i sprawdzona: wysoka gęstość zabudowy = tanie mieszkania = dużo terenów otwartych = dojazd komunikacją zbiorową.

W praktyce wygląda to tak: dominować powinno niskie budownictwo wielorodzinne przemieszane z zabudową jednorodzinną szeregową. Zabudowy wolnostojącej unika się, gdyż prowadzi do nadmiernego rozproszenia. Poważnym grzechem jest uzależnianie mieszkańców osiedli od samochodu, dlatego budować należy w sąsiedztwie istniejących linii tramwaju, metra lub kolei, bądź też równolegle z budową osiedla rozbudowywać sieć komunikacji zbiorowej. Duża gęstość zabudowy rekompensowana jest poprzez atrakcyjnie zagospodarowaną zieleń ogólnodostępną. Część mieszkań może być budowana w systemie komercyjnym, ale znaczna część powinna być wybudowana w systemie społecznym.

Tak na marginesie - czy ktoś zastanowił się, jakie będą konsekwencje budowy na obrzeżach miasta Poznania (Morasko, Szczepankowo) kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy domów jednorodzinnych? Nie trudno przewidzieć, że korki, na które już dziś skarżą się poznaniacy, znacznie się powiększą. Tereny rekreacyjne, gdzie dziś można wybrać się z rodziną na weekendową wycieczkę, znikną bezpowrotnie. Osoby, które zamieszkają na obrzeżach, będą musiały pogodzić się z brakiem szkół, przedszkoli, a nawet sklepów. Czy na pewno tego chcemy?

Niestety debata nie przekonała mnie, że miasto Poznań ma skuteczny sposób na walkę z drożyzną na rynku mieszkaniowym. Natomiast umocniła mnie w przekonaniu, że polityka mieszkaniowa w naszym mieście służy dobru niektórych: deweloperów, wyższej klasy średniej, ale nie dobru ogółu. Narzuca się wobec tego pytanie, dlaczego większość mieszkańców akceptuje taki stan? Domagać się od naszych przedstawicieli, aby pieniędzmi z podatków gospodarowali dla pożytku nas wszystkich, jest nie tylko naszym przywilejem, jest naszym obowiązkiem.


 

Polecamy również:

Zapis w/w debaty w formacie (PDF) oraz (DOC)

Artykuł zapowiadający debatę (JPG)

 

Wcześniejsze artykuły o polityce mieszkaniowej:

Maria Wilska, "Grobelizm w polityce mieszkaniowej" (LINK)

 

Komentarze (2)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Domy i mieszkania
Solidny, ciepły dom jednorodzinny szeregowy o pow 150 m2 w naszych warunkach płacowych nie powinien kosztować więcej niż 30 - 50 miesięcznych pensji pół wykwalifikowanego robotnika.
Adam
Adam , 20 luty 2011
...
Znakomity Artykuł!
Większość Poznaniaków akceptuje taki stan, bowiem większość
jest w letargu i marazmie. Postawa aktywnego obywatela praktycznie nie
istnieje.
Straszliwy jest ten letarg-będący wielkim przyzwoleniem dla wszelkiej
maści urzędniczej zaciskającej coraz mocniej linę na naszych szyjach.
Jac , 28 lipiec 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: poniedziałek, 09 sierpnia 2010 18:45