Grobelizm w polityce mieszkaniowej
Maria Wilska   
czwartek, 24 września 2009
Jednym z ustawowych obowiązków gmin (jest nią także miasto Poznań - i to, w przeciwieństwie do wielu innych, bardzo majętną) jest troska o zapewnienie mieszkań wszystkim mieszkańcom. W Poznaniu jest kilkaset osób bezdomnych. Prezydent Grobelny wolał wydać 45 milionów (równowartość ok. 250 mieszkań) na mieszkanie dla bezdomnych słoni, które potem musiał w pośpiechu sprowadzać, bo okazało się, że bezdomnych słoni nie ma w Poznaniu ani jednego.
 

 

 

 

 

 

 

 

Polityka mieszkaniowa nie ogranicza się do bezdomnych. Są w Poznaniu - znacznie liczniejsze - rodziny, które nie mogą sobie poradzić z rosnącymi czynszami na rynku mieszkaniowym, opanowanym przez popieranych przez magistrat deweloperów. Takim rodzinom Prezydent jest również ustawowo zobowiązany dopłacać do czynszu, lub nawet opłacać go w całości, jeśli na skutek narosłych zaległości rodziny te sąd skaże na eksmisję, która z powodu braku mieszkań socjalnych nie może dojść do skutku. Niestety znowu jest ten obowiązek przez niego ignorowany jako pozbawiający go możliwości fundowania  bardziej zyskownych (ekonomicznie albo politycznie) fajerwerków inwestycyjnych (czy innych korzyści). Rodziny, pomimo posiadanych praw, nie otrzymują ani socjalnych mieszkań, ani swych dotacji - przez co zalegają z czynszami, obciążając w ten sposób właścicieli zajmowanych przez siebie mieszkań. Ci - jak wspomniano - nie mogą ich nawet wyeksmitować bez długiej i bardzo utrudnianej przez miejskich prawników procedury sądowej - bo nie ma dokąd.

 

Koszty utrzymania słabych ekonomicznie rodzin prezydent Grobelny zatem  przerzuca na innych, a sam „popiera" tylko drogie -  luksusowe -  budownictwo deweloperskie. Aby nie „psuć" rynku deweloperom wstrzymuje wszelkimi dostępnymi środkami budownictwo komunalne (które w Poznaniu od lat praktycznie nie istnieje) a nawet TBS-y, które ratując się przed utratą klientów uciekających przed rosnącymi czynszami same proponowały przyjęcie na siebie obowiązków miasta w tym zakresie. Wniosek narzuca się jednoznaczny: Prezydent Poznania ignoruje swe obowiązki wtedy, gdy ich wypełnianie nie przyniosłoby korzyści deweloperom. Tylko niewiadomą pozostaje jakich korzyści może spodziewać się od tych, którzy na tym wstrzymywaniu się zbijają fortuny.

 

Problem wywiązywania się gminy z jej obowiązków zapewnienia dachu nad głową mieszkańcom niedającym sobie samodzielnie rady nie jest tylko problemem gmin, ale także Państwa Polskiego. Prze dwadzieścia lat transformacji nie potrafiło ono sterować cenami nie tylko mieszkań ale i pracy ludzkiej w taki sposób, żeby płaca wystarczała na pokrycie kosztów otrzymania i utrzymania mieszkania. W trosce o nasz eksport, którego bilans wszak musi pokryć koszty obsługi i spłaty zadłużenia, jakie zafundowano nam przez ostatnich 40 lat, państwo (realizując pod wieloma względami słuszny Plan Balcerowicza) dążyło do utrzymania płac na tak niskim poziomie, żeby wyprodukowane towary miały ceny umożliwiające ich zyskowną sprzedaż na rynkach zagranicznych. Ale zaniedbano przy tym sterowanie cenami podstawowych dóbr na rynku wewnętrznym - takich jak np. mieszkania.

 

A przecież to mogłoby być dość proste: należało by stworzyć alternatywne w stosunku do deweloperów (którzy mieli i wciąż mają zyski rzędu 30-50% wartości inwestycji!) źródło zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych - zwłaszcza tych najuboższych obywateli. Gdyby miasta budowały  (nawet z minimalnym zyskiem) przyzwoite mieszkania socjalne, to wszyscy (także ci zamożni) nabywcy zyskaliby świadomość ile naprawdę kosztuje wybudowanie 1 metra kwadratowego mieszkania. Nie wykupywali by wtedy w owczym pędzie „apartamentów" po 10 tys. zł za metr i nie wpakowaliby się w spłacanie długoletnich kredytów.

 

W chwili gdy do Poznania oraz innych miast weszli deweloperzy (np. hiszpańscy którzy we własnej ojczyźnie wykopali już sobie grób przez wybudowanie większej liczby mieszkań niż mógł to zaabsorbować rynek) to zastopowano budownictwo mieszkaniowe nie tylko spółdzielcze, ale nawet TBSy. Te ostatnie choć same nieźle zawyżały ceny mieszkań, to przy budownictwie deweloperskim stanowiłyby oazę "taniochy" mieszkaniowej, pozwalającą powstrzymać falę wyśrubowania cen. Dopiero gdyby powstała alternatywa dla budownictwa deweloperskiego, to rynek nieruchomości zacząłby działać według zasady wolnej konkurencji. Wolnorynkowe reguły gry w sposób nieraz bardzo brutalny przywołują do porządku sprzedających towary po zawyżonych cenach, a istnienie silnej i licznej konkurencji sprowadza ceny do poziomu równowagi.

 

W Poznaniu proces monopolizacji budownictwa mieszkaniowego w rękach deweloperów, dzięki polityce Ryszarda Grobelnego, przebiegał w sposób podręcznikowo wzorcowy. Niezmiernie dziwi fakt, iż w czasie, kiedy w Poznaniu do budowy mieszkań startowało kilkadziesiąt firm, tylko niektórym z nich udało się zdobyć potrzebne decyzje o warunkach zabudowy i pozwolenia. Co więcej, niektóre decyzje wydawane przez władzę okazywały sie mocno "naciągnięte" i były uchylane nieraz i po rozpoczęciu realizacji. Jeden z tych deweloperów, któremu udało się uzyskać dla siebie przychylność władz, pozwolił sobie nawet na rzekomo „omyłkowe" wybudowanie dodatkowych dwóch kondygnacji w trybie samowoli budowlanej - i stoją one do dziś.

 

Podobnie niedawna decyzja Prezydenta Grobelnego w sprawie Parku na Ratajach wpisuje się w dotychczasową strategię tak zwanego „grobelizmu". W chwili, kiedy uchylona została decyzja o warunkach zabudowy na terenie Parku, Prezydent, który dotychczas wstrzymywał wszelkimi siłami prace nad planem powołując się na jego rzekomo bajoński koszt, nagle znajduje czas, siły i pieniądze na jego podjęcie. Nie robi tego z myślą o mieszkańcach - ale raczej myśli o tym, że jest to teraz jedyny sposób doprowadzenia przez dewelopera do zabudowy zakupionego przez siebie terenu. Radziłabym mieszkańcom niezmierną czujność w tej sprawie - aby nie narodziły się tam klasyczne „mieszkania w zieleni parkowej". Podobnie było - jak pamiętamy - w przypadku Starego Browaru, który również powstał na terenie uznawanym za park. Należy tu podkreślić, iż to wybitne dzieło architektoniczne i świetny obiekt handlowo-kulturalny, zbudowany według polskiego projektu przez polskiego inwestora, niestety tylko stracił na „pomocy" Prezydenta Grobelnego która rzuciła cień złej sławy na starannie przygotowane i dobrze pomyślane dzieło.

 

„Grobelizm" w polityce mieszkaniowej jest zatem nie tylko zły z punktu widzenia ekonomicznego i społecznego. Należy zastanowić się również nad jego legalnością. Istnieją silne przesłanki świadczące o tym, że Studium Miasta Poznania, które ogołociło go z 1300 ha zieleni, jest wykonane na podstawie ustawy niezgodnej z Konstytucją RP i jako takie powinno zostać unieważnione. Chodzi o to, że ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym funkcję określania przeznaczenia terenu przypisała planom miejscowym zagospodarowania przestrzennego. Z tego powodu skonstruowano całą procedurę rekompensowania właścicielom nieruchomości strat, które ponieśli na skutek zmiany przeznaczenia terenu obniżającego jego wartość (rekompensata pieniężna, wykup albo nieruchomość zamienna). Tymczasem na skutek tego, że gminy nie sporządzały planów miejscowych dla większości swych terenów (możemy czasem tylko głośno zastanawiać się dlaczego) eksperci nie mogli w sposób kompetentny określać wartości takich działek, jako że jest ona głównie pochodną przeznaczenia terenu zapisanego w planie.

 

I tu znowu dał o sobie znać „lobbing" w naszym parlamencie, który uchwalił zmianę w ustawie o gospodarce nieruchomościami (ustalającej standardy pracy rzeczoznawców w zakresie wycen nieruchomości), w wyniku której za podstawę wyceny nieruchomości zaczęto przyjmować "jej przeznaczenie określone w Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy".  W ten sposób tę tak ważną funkcję odebrano planom i przekazano do Studium. Nie zaopatrzono jednak ustawy o planowaniu przestrzennym w analogiczny mechanizm, pozwalający właścicielom, którzy w wyniku zmiany Studium ponieśliby stratę, dochodzić od gminy jej wyrównania.

 

Doprowadzono zatem do sytuacji, w której Wójt, Burmistrz lub Prezydent miasta, czyli osoba formalnie sporządzająca Studium (i radni, którzy - najczęściej nieświadomi rzeczy - je uchwalają) dostali do rąk mechanizm pozwalający im - bez żadnych konsekwencji prawnych i ekonomicznych - dowolnie manipulować wartością gruntów na terenie całej gminy, przyznając im w Studium "lepsze" i "gorsze" przeznaczenie. Jest to rozwiązanie silnie korupcjogenne i to na wielką skalę. Właścicielowi nieruchomości wystarczy „pozyskać przychylność" tylko jednego człowieka, aby łatwo i w majestacie prawa "poprawić" wartość swej nieruchomości, ewentualnie „pogorszyć" wartość cudzej.

 

Jedynym znanym mi mechanizmem walki z taką sytuacją jest wykazanie, że jest ona - a także rodzący ją zapis prawny - w sprzeczności z artykułem 21 Konstytucji, gwarantującym ochronę własności. Obawiam się jednak, że  na to, żeby uruchomić taki mechanizm potrzeba chociażby jednego odważnego posła, który zechciałby powiedzieć to wszystko z wysokości trybuny sejmowej.

 

tekst i zdjęcia: Maria Wilska

Komentarze (3)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
"My-Poznaniacy" to przyszłość dla Poznania!
Jestem pod wrażeniem, jak trafnie określiliście problem mieszkaniowy w tym artykule. Ja dopisąłbym jeszcze, że wysokie ceny mieszkań mogą odstraszyć ludzi chcących mieszkać w Poznaniu, ale nie mających tylu śródków na mieszkanie od dewelopera. Założę się, że gdyby ogłosić zapisy na mieszkania z TBS-u to okazałoby się, że musieliby wytrzasnąć ze dwa wieżowce, a i tak by nie starczyło. Mam nadzieję, że w następnych wyborach alternatywą nie będzie kandydat z PO, a właśnie ktoś z MyPoznaniacy. Wasze Porozumienie jest przyszłością dla miasta, które lata świetności miało w latach 90.-tych.
zadowolony! , 28 kwiecień 2011
Słaba argumentacja
Metodą na rozwiązanie problemu "słabości ekonomicznej rodzin" jest ich utrzymywanie?
K. Riss , 12 listopad 2010
Brawo i Uznanie
Brawo i Uznanie za ten niezwykle kompetentny artykuł uderzający w sedno
problemu. Panią Wilską uznać należy za wyjątkowego eksperta w poruszanych przez
Nią sprawach i zachęcać do dalszych analiz i wypowiedzi. Jestem pełen uznania!!!
A. Billert , 22 kwiecień 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: poniedziałek, 30 sierpnia 2010 13:05