Poznański biznes o grobelizmie
Lech Mergler   
piątek, 04 grudnia 2009
W poprzedni piątek w poznańskiej Gazecie Wyborczej ukazał się mój artykuł "
Ryszard Grobelny – kasjer czy gospodarz miasta?". Jednym z najciekawszych głosów-komentarzy i na forum Gazety Wyborczej, i potem na spotkaniu stowarzyszenia My-Poznaniacy, była wypowiedź pana Jacka  Jaśkowiaka, poznańskiego biznesmena. Wskazał na niedostatki zarządzania Poznaniem widoczne z perspektywy biznesu, w kategoriach ekonomicznych. Zapraszam do lektury opracowania tego wystąpienia, uzupełnionego o bardzo aktualny komentarz budżetowy. Niewielką jego część pozwoliłem sobie dalej skomentować.  

 

Szanowny Panie Mergler,

 

Zgadzam się z większością tez przedstawionych przez Pana w artykule z dnia 20 listopada 2009 roku. Odniosę się zatem do tego, z czym się nie zgadzam i dodatkowo podzielę się swoimi przemyśleniami. Nie podzielam Pana poglądu, iż prezydent Grobelny podejmując decyzje w zakresie inwestycji kieruje się interesem zamożnych mieszkańców Poznania kosztem mniej zamożnych mieszkańców. Z Pana tekstu można wywieść, iż prezydent Grobelny dbając o interesy tych zamożnych samochodziarzy forsuje gigantyczne wydatki na miejskie autostrady kosztem inwestycji w komunikację publiczną. Moim zdaniem prezydent Grobelny  forsując określone inwestycje kieruje się przede wszystkim potrzebą pozostawienia po swojej prezydenturze  wielkich dzieł w rodzaju stadionu za 613 mln i Term Maltańskich za 213 mln. Posunięty do granic patologii narcyzm Grobelnego kończy się forsowaniem wydatków (kilkadziesiąt tysięcy) w rodzaju portretów prezydentów (czyli swojego również). Ten narcyzm jest moim zdaniem motywem przewodnim  działań prezydenta Grobelnego. Wygranie kilku wyborów utwierdziło prezydenta Grobelnego w przekonaniu, iż to on rozdaje karty w tym mieście i rozstawia po kątach partie polityczne. Jest przy tym sprawnym technikiem władzy i poprzez możliwość wpływania na obsadzanie wielu stanowisk potrafi „kupować" poparcie radnych. Ryszard Grobelny jest silny przede wszystkim słabością poznańskich liderów partii politycznych , a na razie Stowarzyszenia typu My - Poznaniacy nie mają jeszcze wystarczającej siły przebicia. Moim zdaniem to przekonanie o własnej nieomylności oraz pycha doprowadzą do przegrania przez niego kolejnych wyborów, a być może nawet wcześniejszego odwołania.

 

Ryszard Grobelny nie działa na korzyść zamożnych Poznaniaków. Nieliczne bentleye w towarzystwie trochę uboższych krewnych w rodzaju bmw, lexusów, mercedesów i audi tkwią demokratycznie w korkach w towarzystwie polonezów, tico i leciwych opli. Samochód już od dawna nie jest wyznacznikiem zamożności. Zważywszy na to, że po Poznaniu podobnie jak po całej Polsce jeździ przede wszystkim złom sprowadzony z Niemiec i innych krajów, to średnia wartość samochodu jeżdżącego po Poznaniu jest niższa, niż wartość dobrego roweru (4 do 8 tys. euro). Dążenie do posiadania samochodu jest  związane ze słabością komunikacji publicznej i być może jeszcze pokutującym kompleksem traktowania samochodu, jako oznaki wysokiego statusu społecznego (leczenie kompleksów). Stąd preferowanie przez prezydenta Grobelnego transportu samochodowego nie jest ukłonem w stosunku do  tych zamożniejszych i lepiej sobie radzących. Poprzez swoją politykę Grobelny pogarsza komfort życia wszystkich Poznaniaków, czyli i tych korzystających z komunikacji publicznej, jak i posiadaczy samochodów, którzy tracą w korkach czas na dojazdy do pracy, do   centrów fitnesowych, wożenie dzieci na basen do podpoznańskich gmin i zajęcia językowe. Przemieszczanie się po Poznaniu tych zamożnych Poznaniaków również wywołuje ich rosnącą irytację bowiem z roku na rok jest coraz gorzej, a 150 mln za poszerzenie Bukowskiej nie wpłynie na dojazdy mieszkańców Naramowic.

 

Pana tezie, iż polityka Grobelnego faworyzuje zamożniejszych Poznaniaków kosztem mniej zamożnych przeczy emigrowanie z Poznania zamożniejszych osób oraz przedsiębiorstw. W stosunku do innych dużych miast to zjawisko jest w Poznaniu silniejsze. Ponieważ preferowane przez Grobelnego inwestycje w postaci pomników ku chwale jego prezydentury nie przekładają się na wzrost dochodów Poznania w krótkiej i długiej perspektywie, to Poznań będzie tracił w stosunku do innych miast. Konieczność spłaty kredytów zaciągniętych przez Grobelnego (planowany maksymalny dopuszczony ustawą poziom) uniemożliwi w przyszłości inwestycje w transport publiczny, bowiem trzeba będzie spłacać długi, a dochody Poznania będą spadać w dalszym ciągu. Z roku na rok Poznań będzie stał w coraz większych  korkach, postępować będzie degradacja Jeżyc, Wildy i Łazarza (wysokość środków na bezpieczeństwo). Prowadzona przez Grobelnego polityka wpływa na spadek atrakcyjności Poznania, jako miejsca zamieszkania i prowadzenia interesów. W dłuższej perspektywie czasowej nieruchomości stracą na wartości. Zamożniejsi Poznaniacy, którzy zainwestowali na terenie Poznania w przedsiębiorstwa i nieruchomości będą zatem tracić. Przedsiębiorca, który rozwija swoje przedsiębiorstwo musi z wyprzedzeniem przewidywać rozwój rynku i nie opiera się tak jak Grobelny na prognozach rządowych i przewidywaniach analityków (wypowiedź Grobelnego do projektu budżetu tłumacząca błędne założenia). Najważniejszymi cechami przedsiębiorcy jest umiejętność przewidywania zachowań rynku i umiejętność budowania zespołu pracowników. O ile łatwo się uporać ze sprzedażą posiadanych w Poznaniu nieruchomości, to większy problem jest z przeniesieniem prowadzonego na terenie Poznania przedsiębiorstwa (przeniesienie budowanego latami zespołu ludzi).

 

Co z tego, że przekazałem pracownikowi do dyspozycji samochód służbowy (sam dojeżdżam do pracy rowerem), jeżeli ten pracownik w jedną stronę samochodem jedzie z Naramowic  45 minut, a nie ma alternatywy w postaci transportu publicznego. Zważywszy na godziny otwarcia przedszkoli i obowiązki kobiet związane z dziećmi w wieku szkolnym, trudności w dojazdach przekładają się na gorszą jakość pracy pracowników. Te dzieci trzeba po pracy wozić na zajęcia dodatkowe (np. basen) oddalony od miejsca zamieszkania. Do tego dochodzą problemy z parkowaniem, bowiem tylko nielicznym jestem w stanie zapewnić miejsca postojowe w budynku, w którym mamy biura.

 

Polityka Grobelnego nie faworyzuje zatem zamożniejszych kosztem mniej zamożnych Poznaniaków. Na tej polityce tracimy wszyscy, a patrząc na cyfry, to moim zdaniem zamożniejsi tracą więcej.

 

Mam nadzieję, że Rada Miasta się opamięta i nie pozwoli przy zagrożeniu największym od lat kryzysem na zadłużenie miasta do abstrakcyjnego poziomu.

 

Moim zdaniem należy przede wszystkim zadbać o przyszłe dochody Poznania. Podobnie jak z przedsiębiorstwem należy przeznaczać środki na takie inwestycje, które długoterminowo zapewnią Poznaniowi  dochody. Te działania powinny iść w dwóch kierunkach. Po pierwsze należy dążyć do tego, by na terenie Poznania działało możliwie wiele przedsiębiorstw generujących możliwie wysokie dochody. Jednym z elementów takich działań powinno być utworzenie strefy przemysłowej, której w Poznaniu nie ma. Zdarzają się przedsiębiorstwa produkcyjne sąsiadujące z osiedlami mieszkalnymi. Ten bałagan jest w dużym stopniu  dziedzictwem socjalizmu. Inwestorzy lokują zatem inwestycje przemysłowe w innych miastach lub w podpoznańskich gminach. Następstwem są między innymi mniejsze wpływy z podatków. Wielu przedsiębiorców z krajów tzw. Starej Unii zdecydowało się przenieść część lub całość produkcji do krajów o niższych kosztach produkcji, w tym również do Polski. Dzięki temu w Polsce powstało wiele nowych miejsc pracy. Moim zdaniem obecny kryzys wymusi na przedsiębiorcach z Europy dalsze cięcia kosztów. Rezerwy w zakresie kosztów znajdują się przede wszystkim w centralach, centrach rozwojowych i księgowych. Szansy dla Poznania upatruję właśnie w przyciągnięciu takich inwestycji. Poznań ma spore atuty: położenie geograficzne, dostęp do autostrady, lotnisko, Politechnikę Poznańską i Uniwersytet Ekonomiczny. W najbliższym czasie będziemy połączeni autostradą z Niemcami i Warszawą. Poznań jest dużym ośrodkiem i ta wielkość daje mu w zakresie takich inwestycji przewagę nad mniejszymi ośrodkami, bowiem łatwiej jest skompletować odpowiednią kadrę. Nie wszyscy Poznaniacy posiadają kwalifikacje pozwalające na zatrudnienie w charakterze księgowych, informatyków i inżynierów projektujących skomplikowane urządzenia techniczne. Konieczne jest prowadzenie przez miasto  polityki, która pozwoli zapewnić pracę osobom o niższych kwalifikacjach zawodowych. Do przyciągnięcia inwestycji o charakterze przemysłowym przydałaby się Poznaniowi strefa przemysłowa. Rozważyłbym przeanalizowanie zrobienia takiej strefy na terenach HCP. Cegielski ma poważne kłopoty  i długi na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych, ale nieruchomości spółki są warte więcej, niż zobowiązania. W obecnych czasach w Poznaniu nie liczyłbym na to, że jakieś jedno przedsiębiorstwo będzie w stanie wykorzystać infrastrukturę Cegielskiego. Zamiana terenów na mieszkalne i biurowe nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. W przypadku sprzedaży przez HCP S.A. nieruchomości po kawałku (by spłacać kolejne długi) na miejscu Cegielskiego powstanie prawdopodobnie dosyć chaotyczna grupa przedsiębiorstw lub co gorsze mieszanka obiektów przemysłowych, mieszkalnych i usługowych. Uważam, iż na terenach Cegielskiego mogłoby działać wiele przedsiębiorstw, ale konieczne byłoby zaplanowanie procesu lokowania tych przedsiębiorstw. Tereny Cegielskiego są dobrze skomunikowane z resztą miasta (tramwaj) i położone blisko węzła autostradowego. Do zakładu doprowadzone są bocznice kolejowe. Tereny te posiadają możliwości odbioru potrzebnych przedsiębiorcom ilości energii, w tym elektrycznej.  Być może warto byłoby zamiast igrzysk w rodzaju Rock In Rio zainwestować środki w stworzenie w miejscu obecnego Ceglorza strefy przemysłowej Hipolita Cegielskiego?

 

W Bydgoszczy  na terenach Zachemu tworzony jest Bydgoski Park Przemysłowy. W podobny sposób zagospodarowywano pozostałości po dużych przedsiębiorstwach na terenach byłego NRD. Prezydent Grobelny rozważał zainwestowanie w III Ramę wielokrotnie większych środków, niż te które byłyby potrzebne na utworzenie strefy przemysłowej i skomunikowanie tej strefy z autostradą. Zaangażowane środki mogłyby zresztą w miarę szybko wrócić do kasy Poznania, bo po zwiększeniu atrakcyjności nieruchomości mogłyby być sprzedane przedsiębiorcom, którzy prowadziliby tam działalność gospodarczą. Zupełnie inna byłaby wartość terenów rozsądnie zaplanowanych i skomunikowanych, a inna jest teraz, gdy HCP jest w przymusowej sytuacji i musi w krótkim czasie sprzedać cokolwiek, by regulować swoje zobowiązania. Życzę prezesowi Lazurko sukcesu, ale może warto pomyśleć co zrobić w przypadku niepowodzenia planu restrukturyzacji.

 

Drugim elementem tego działania zwiększającego przychody powinno być dążenie do przyciągnięcia do mieszkania w Poznaniu zamożnych osób (chodzi mi o płacone przez nich podatki). W tym zakresie starałbym się dążyć do tego, by alternatywą dla domku z ogródkiem na obrzeżach mogło być duże mieszkanie (100 do 300 metrów kwadratowych) w kamienicach na Łazarzu, Jeżycach i Wildzie. W obecnych warunkach (zagracone samochodami ulice; brak bezpieczeństwa, kiepska komunikacja publiczna, brak terenów rekreacyjnych) zamożni Poznaniacy nie zdecydują się na taki wariant. Poza podatkami dla kasy Poznania takie działania pomogłyby uchronić Łazarz, Jeżyce i Wildę przed degradacją. Rewitalizacja starych kamienic nie jest prostym zadaniem i wypracowanie porozumienia w zakresie przeprowadzenia rewitalizacji nie jest łatwe, w szczególności, gdy właściciele poszczególnych lokali mają portfele różnej grubości.  Mam w tym zakresie jednak pozytywne doświadczenia (tzw. uczestniczące i to zarówno nieruchomości w Poznaniu, jak i w Szklarskiej Porębie). Nie chodzi zatem o to, by z kasy Poznania finansować rewitalizację kamienic, tylko o to, by zachęcić tych przy kasie do kupowania mieszkań w kamienicach na Łazarzu, Jeżycach i Wildzie. Przy rozsądnej polityce (bezpieczeństwo, łatwość przemieszczania się komunikacją publiczną, tereny rekreacyjne, odgruzowanie ulic z samochodów) mieszkanie w Poznaniu mogłoby być całkiem przyjemne. W Monachium i Berlinie w starych kamienicach mieszka się bowiem bardzo przyjemnie.

 

Moim zdaniem w interesie zarówno zamożnych, jak i mniej zamożnych Poznaniaków jest preferowanie transportu publicznego. W interesie wszystkich Poznaniaków jest budowanie 10 basenów za 20 mln każdy w różnych dzielnicach, a nie przeznaczanie 213 mln na Termy Maltańskie, bowiem zamiast grzęznąć w korkach (mimo dodatkowych 23 mln zł na drogi dojazdowe) wożąc dzieci do Term Maltańskich, lepiej inwestować tak, by dzieci te pieszo doszły na basen w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Właściciel bentleya może wprawdzie stojąc w korku w drodze do Term Maltańskich skorzystać z funkcji masażu pleców i lędźwi (takie fajne fotele), ale pewnie wolałby pójść pieszo na pobliski basen (takich kałuż przydomowych nie zaliczam do kategorii basenów). Zamiast igrzysk w rodzaju Rock In Rio lepiej jest pomyśleć o inwestycjach, które generowałyby dodatkowe miejsca pracy (strefa przemysłowa). Zamiast pakować 613 mln zł w stadion (w oczekiwaniu na zyski z imprezy trwającej 3 tygodnie) lepiej wybudować 20 boisk dla młodzieży. Starczyłoby i na inwestycje, dzięki którym możliwe byłoby wykorzystanie walorów brzegu Warty.

 

Moim zdaniem na jednym wózku jadą zarówno zamożni, jak i mniej zamożni Poznaniacy, a polityka Grobelnego nie służy ani jednym, ani drugim. Na łamach Wyborczej Pan i inni Poznaniacy przedstawili różne opinie i w zakresie największych uciążliwości życia w Poznaniu te opinie są zgodne. Miałem nadzieję, że prezydent Grobelny przeczyta te opinie i przedstawione postulaty przełożą się na propozycje budżetu. Tak się jednak nie stało. Narcyzm prezydenta wygrał z potrzebami Poznaniaków. Rowerzyści zostali ukarani przez władcę ograniczeniem inwestycji na ścieżki rowerowe.

 

Odnośnie Pana tezy Ryszard Grobelny - kasjer, czy gospodarz Poznania, to moim zdaniem ani z niego dobry gospodarz, ani kasjer. Ja bym mu kasy mojego przedsiębiorstwa nie powierzył. Nie rekomendowałbym Grobelnego również jako kasjera przedsiębiorstwom, którym doradzam (dostaję czasami zlecenie znalezienia dyrektora finansowego dla przedsiębiorstw prowadzonych przez moich klientów).

 

Nie obawiam się, że Grobelny wygra następne wybory. Kropiwnicki również nie liczył się z potrzebami mieszkańców Łodzi i w styczniu odbędzie się referendum nad jego odwołaniem. Prezydent Częstochowy też był bardzo pewnym siebie człowiekiem i forsował swoje chore wizje. Z tego co czytałem w Polityce, to jakiś przedsiębiorca bez większych nakładów finansowych zorganizował referendum, które go odwołało. W sumie to przedsiębiorcy nie lubią tracić swoich pieniędzy i to niezależnie od tego, czy przyczyną tych strat jest narcyzm prezydenta, czy jakieś chore wizje.

 

 

Pozdrawiam,

Jacek Jaśkowiak

(przedsiębiorca)

 

P.S. - Cieszą mnie liczne inicjatywy Gazety Wyborczej (akcje mające na celu promowania zdrowego trybu życia, apel o udział w maratonie, apel o zamianę samochodu na środki komunikacji publicznej i rower). Mam nadzieję, że dzięki dyskusji na forum Gazety Wyborczej, większy wpływ na zarządzanie miastem będą mieli mieszkańcy Poznania, którzy niekoniecznie chcą być członkami partii politycznych. 

 

 

Odpowiedź na list Jacka Jaśkowiaka         

 

Szanowny Panie,

 

 Pana wypowiedź jest dla mnie bardzo interesująca ze względu na jej treść, ale także reprezentowany punkt widzenia – względnie zamożnego przedsiębiorcy poznańskiego.

 

Jest tak, że ogół biznesu w Poznaniu nie uczestniczy w debacie publicznej w ogóle, słychać o nim publicznie przy okazji jakichś afer albo sponsorowania dużych imprez. Są wyjątki, ale nienajlepsze, na przykład autorytatywne wypowiedzi biznesmena, b. senatora W. Kruka podczas prac nad Studium przestrzennym (próbował wywołać klimat linczu na osobach domagających się uwzględnienia społecznych uwag do Studium). Albo jego komentarze na temat sądu i wyroku w I instancji w procesie R. Grobelnego. Taki stan rzeczy nie jest korzystny ani dla debaty publicznej ani dla biznesu. Nieobecni nie mają racji, czyli rosną plotki o tym, że biznes wszystko załatwia pod stołem z Urzędem, więc publicznie już nie ma on potrzeby o niczym z maluczkimi dyskutować, ani ich do niczego przekonywać. Także dlatego Pana głos jest taki cenny i ważny. I chciałoby się mieć nadzieję, że inni przedsiębiorcy pójdą w Pana ślady i zaczną się publicznie wypowiadać.

 

Myślę, że różnica zdań między nami jest mniejsza niż się wydaje, choć pewna różnica niewątpliwie jest. Chcę bronić poglądu, że polityka prowadzona w Poznaniu przez władze publiczne ma charakter antyegalitarny, przede wszystkim w elementarnym sensie nadmiernego różnicowania mieszkańców pod względem materialnym. Jednocześnie zgadzam się z Panem, bo sam napisałem, że ona nie jest też korzystna dla zamożniejszych poznaniaków.

 

Najpierw jednak kilka wyjaśnień.

 

Trzeba odróżnić politykę realną, podejmowane decyzje, których sednem są te o wydatkowaniu pieniędzy – od opowieści o polityce, w tym opowieści propagandowej. Przykładem takiej opowieści jest choćby lansowanie obrazu Poznania jako miasta sprawnie zarządzanego, z sugestią, że ta sprawność emanuje z urzędu miasta. Tymczasem każdy wie z jakim trudem tenże radzi sobie z inwestycjami choćby… Inna opowieść to cykl bzdetów „Poznań stawia na sport” (ale już nie na masowe pływanie albo jeżdżenie na rowerze).

 

W kwestii, w której Pan podejmuje polemikę, urząd będzie dowodził, że na przykład wydaje jakieś wielkie środki na pomoc społeczną, żeby było „bardziej sprawiedliwie” itp. Mnie się jednak wydaje, że traktując mieszkańców jak klientów-konsumentów, którym najlepiej byłoby jak najszerszy koszyk dóbr i usług po prostu sprzedawać, i to za pośrednictwem prywatnych, komercyjnych firm, wykluczając inne sposoby ich udostępniania – władza systemowo generuje nierówności na niekorzyść mniej zamożnej większości. Mam taki drobny, ale wymowny przykład: dopóki w szkołach były własne stołówki obiad kosztował ucznia np. 3 zł, a biedniejsi uczniowie mogli dostawać za darmo bez szczególnych korowodów. Jednak władze polikwidowały szkolne stołówki i zaprowadziły zewnętrzny catering – obiady w rezultacie podrożały dwukrotnie, co dla zamożniejszych nie jest problemem, ale tylko dla nich. Kto skorzystał? Firmy cateringowe dostały ogromny, szkolny rynek, ale wbrew doktrynie niby-liberalnej „klient” nie zyskał na tej prywatyzacji obniżki cen usługi, lecz odwrotnie … Podałem w artykule przykład Aquanetu i cen wody-ścieków. A przede wszystkim monopol komercyjnej deweloperki w dziedzinie mieszkalnictwa, wykluczającej dostęp mniej zamożnych do własnych mieszkań, a na średnio zamożnych nakładających wielkie obciążenia finansowe z ogromną korzyścią dla deweloperów i kredytodawców hipotecznych. Albo bezpłatny miejski Internet, którego w Poznaniu praktycznie nie ma... Brak nowych szkół, publicznych przedszkoli itd.

 

W Poznaniu musisz mieć kasę, bo polityka miejska „nie lubi” sektora publicznego, traktując go jak dotację albo i marnotrawstwo, a nie jak inwestycję w powszechną jakość życia w mieście. Chcesz mieć zieleń to sobie załóż park, a chcesz pływać, to zbuduj sobie prywatny basen. Chcesz sobie zoperować raka, to płać.. Ale już prywatne, zamknięte pole golfowe (Smochowice) – proszę bardzo, jednak dzierżawione od miasta za symboliczne grosze…

 

Moim zdaniem polityka władz publicznych utożsamia rozwój i bogacenie się miasta z powodzeniem firm i sukcesami finansowymi stosunkowo małej grupy miejskiej oligarchii. Trochę tak jak kiedyś Gazeta Wyborcza piała z zachwytu nad wynikami kilku wielkich polskich firm: TP SA, PKO BP, PZU SA i jeszcze firm od prądu. Te świetne wyniki finansowe brały się z żyłowania cen usług kosztem ogółu rodaków możliwego z powodu monopolistycznej lub dominującej pozycji tych firm na rynku. I tak jest w dużym stopniu w Poznaniu, moim zdaniem. Władza nie jest bezstronna, „trzyma stronę” biznesu, tak jej się przynajmniej wydaje, ale nierówności i niesprawiedliwość generuje realnie.

 

Jednak się w zasadzie także z Panem zgadzam. Dlatego, że miasto ze swej natury jest egalitarne i demokratyczne. Magnat mógł się odizolować od hołoty i gołoty przesiedlając ją gdzieś dalej i stawiając mury zamku. W mieście przestrzeń jest wspólna i wypełniona ludźmi, domami, firmami, samochodami itd. i jakby zagęszczona i zarówno biedniejsi jak i bogatsi tracą realnie, kiedy jakość wypełnienia tej przestrzeni jest do niczego, bo władza publiczna stawia tylko na doraźne zyski małych grup biznesu, a zaniedbuje jakościowy rozwój długofalowy i kompleksowy, z korzyścią dla wszystkich. Stanie w rosnących korkach obok siebie, maska w maskę, bentleya i starych fiatów, to przejrzysty obraz mechanizmu tej sytuacji. Podobnie jak smród oczyszczalni ścieków albo hałas F16 atakują po równo, niezależnie od stanu portfela.

 

Pan twierdzi, że zamożniejsi tracą na tym więcej i w liczbach bezwzględnych jest to zapewne racja. Bo jak jeden stoi w korku w aucie za 500 tys. a drugi za 5 tys., to ten pierwszy codziennie marnuje w tym korku znacznie większy majątek. Ale skutki są bardziej dramatyczne jednak dla tej masy mniej zamożnych, bo mówiąc dla zobrazowania przesadnie: kiedy gruby z głodu schudnie to chudy wyciągnie kopyta. I ocena konsekwencji, a raczej ich znaczenia, nas trochę różni. Co gorsze: że biedniejsi się powoli wykończą, czy że biznes odejdzie z miasta razem ze swoim kapitałem? Jedno i drugie niedobre, ale każde inaczej.

 

Bo resztę Pana opinii popieram, też uważam, że egalitarny, rekreacyjny sport masowy jest ważniejszy niż mega-imprezy albo monumentalne obiekty. Nie wiem tylko, czy to osobista megalomania prezydenta czy jakieś biznesy za tym stoją, tego się nie da udowodnić. Może jedno i drugie. Bardzo są ciekawe uwagi o potrzebie prorozwojowego budżetu i o strefie przemysłowej. Podpisuje się.

 

Lech Mergler

 

P.S. - Wiele wskazuje, że sensem III ramy komunikacyjnej było w mniejszym stopniu usprawnienie ruchu samochodowego, a w większym – zarobienie wielkiej kasy na interesach z nieruchomościami leżącymi w pobliżu wzdłuż jej przebiegu. Więc nie tylko narcyzm i megalomania, ale wyrachowanie, kalkulacja, choć mało co warta.

 

  

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: poniedziałek, 30 sierpnia 2010 13:02