Zgrobelizowany dyskurs publiczny
Lech Mergler   
wtorek, 08 grudnia 2009

W piątkowym wydaniu tubylczej Gazety Wyborczej ukazała się długa na pełną kolumnę bez reklam, rozmowa trzech dzienikarzy Gazety (Bojarski L., Kompowski A., Wybieralski M.) z  R. Grobelnym, prezydentem Poznania. Miała ona zamykająco podsumowywać cykl artykułów poświęconych zarządzaniu miastem naszym przez włodarza jego. Kurtuazja i dobre maniery zdominowały postawy znanych poznańskich dziennikarzy, stąd powstał w efekcie utwór cokolwiek zgrobelizowany.To jest taki, w którym PRawda wygrywa z prawdą, prezydent jest zawsze za, a nawet przeciw, byle tylko nikt inny nie miał racji. W imię publicznego zdrowia ludności zamieszkującej gród Mieczysława I, Bolesława Ch. i Przemysła II, czyli pro publico bono zmuszeni byliśmy skomentować (kursywą) odpowiedzi Ryszarda G...

 

Piotr Bojarski, Adam Kompowski, Michał Wybieralski: Podczas dyskusji o grobelizmie, która toczyła się na łamach "Gazety", nasz dziennikarz Michał Danielewski napisał, że dobrze czuje pan ducha miasta i podświadomie wie, że potrzebne są mu zmiany. Czuje pan to? Czy pod koniec trzeciej kadencji nie ma pan po ludzku dosyć?

 

Ryszard Grobelny: Moi kontrkandydaci zarzucali mi najpierw, że mam za mało inicjatyw, a potem że jestem wypalony. Wypaliły mnie te inicjatywy, których nie miałem? To niekonsekwencja! Życie miasta się zmienia, pojawiają się nowe teorie rozwoju, a ja zdecydowanie nie czuję się wypalony, raczej pełen pomysłów. Jest ich więcej niż możliwości realizacji.

KOMENTARZ nasz: Czy są pomysły, nie – realne plany – na rozwiązanie konfliktów i problemów, które powstały w wyniku dotychczasowych pomysłów prezydenta i jego drużyny? Co prezydent zamierza zrobić choćby z blokującą dostęp do Warty, szpetną architektonicznie, zabudową dewelopera Wechty na wprost katedry – miejsca, gdzie zaczęła się polska państwowość? Generalnie – czy ma pomysł na odbudowanie polityki mieszkaniowej, żeby mogły wreszcie powstawać tańsze mieszkania dla zwykłych ludzi? Czy ma pomysł na przywrócenie życia w centrum Poznania, zanim ostatni zgasi światło, uciekając do supermarketów na przedmieścia….? Czy ma pomysł na korki w Poznaniu, skoro do tej pory utwierdzał poznaniaków w zamiłowaniu do jeżdżenia samochodem wszędzie…? Czy wie jak zbudować tanie i dostępne kryte baseny po kilka w każdej dzielnicy, kiedy już wydana zostanie kasa na Termy Maltańskie….?

 

 W naszej dyskusji skrytykowali pana przedstawiciele wszystkich partii politycznych, eksperci i działacze społeczni. Szczególnie mocno krytykowali pana politycy PO, z którymi jest pan kojarzony. Był tylko jeden głos w pana obronie. Dlaczego pańscy zwolennicy milczeli?

 

  Jestem bezpartyjny, więc nie spodziewałem się, że partie wezmą mnie w obronę. Jeśli PO chce samodzielnie wystartować w wyborach, to musi to zrobić w opozycji do mnie. Część Platformy się do tego szykuje, bez względu na to, czy wystartuję w wyborach czy nie. W życiu publicznym i w naturze człowieka jest tak, że ludzie aktywizują się, gdy są przeciw czemuś lub komuś. Ale krytyka może też pobudzać do konstruktywnych działań. Nie zgadzam się ze wszystkimi argumentami moich polemistów. Część z nich jest błędna co do zasady, a inne świadczą o odmiennym spojrzeniu na miasto. Ja je szanuję, ale często nie podzielam.

Może to już obciach przyznawać się w inteligenckim dzienniku do popierania prezydenta Grobelnego, ludzie przeczytają, rodzina się dowie, i sąsiedzi…  

Ostatnia Diagnoza Społeczna prof. Czapińskiego pokazała, że choć poznaniacy uważają się za majętnych, to są też smutni. Żyjemy w mieście, któremu brakuje klimatu. Poznań postawił na kreowanie biznesowego wizerunku miasta, ale i tak już jesteśmy tak postrzegani. Czy to nie przekonywanie przekonanych? Może powinniśmy wykreować nową twarz miasta, taką z klimatem?

 

Nie lekceważyłbym tradycyjnego postrzegania Poznania jako miasta biznesu. Nie można tego zepsuć, tworząc zupełnie inny wizerunek. Musimy opierać się na tym biznesowym postrzeganiu.

Ale można połączyć biznes z klimatem. Krakowowi się to udało, co pokazuje badanie magnetyzmu miast.

 

My też chcemy tak zmieniać nasz wizerunek. Dlatego stawiamy np. na Rock in Rio. To przedsięwzięcie kulturalne o szerokim odbiorze w skali europejskiej. Szukaliśmy takiego wydarzenia, to jest zapisane w strategii promocji Poznania.

  Doktryna Poznań know how spółka z o.o. trzyma się dobrze. Prezydent potrzebuje wieeeelkich imprez, choć niekoniecznie z wyższej półki. Orkiestra A. Duczmal, Teatr Tańca… – na drzewo. Poza tym POSTRZEGANIE Poznania jako miasta biznesu (głównie małych geszeftów + targi) nie oznacza, że to JEST miasto dobrych biznesów. Chyba że dla niektórych. A gospodarka oparta na wiedzy? Jakieś nakłady porównywalne z rokinryjo? Strefa przemysłowa? High tech?  

 Dyskusja na łamach "Gazety" koncentrowała się na stylu pańskich rządów. Zarzucano panu autorytarne władanie miastem, brak konsultacji z mieszkańcami i ekspertami a nawet z politykami. Pisał o tym m.in. dr Andreas Billert.

 

Zdziwił mnie ten głos, bo to przecież osoba, którą ściągnęliśmy do Poznania jako eksperta. Może jego poglądy nie były w pełni wykorzystane, ale nie można powiedzieć, że ich nie wysłuchaliśmy. Pole manewru w mieście jest ograniczone możliwościami budżetowymi. Dyskusji w Poznaniu jest dużo. Ale dotyczą one spraw szczegółowych, a nie strategii. Podzielam pogląd Wojciecha Szczęsnego Kaczmarka, że rura jest apolityczna. Apolityczne jest też to, gdzie się ją kładzie. To wszystko można wyliczyć. Politycy dyskutują, czy powinniśmy skanalizować osiedle A, czy B, a nie o tym, żeby wprowadzić zasadę, że najpierw kanalizujemy te osiedla, gdzie da to większe korzyści. O tym politycy nie dyskutują, bo to za trudne. Nie ma debat o strategiach dotyczących infrastruktury, komunikacji publicznej, kultury. Toczymy rozmowę o tym, czy na placu powinien stać kiosk, a nie o kierunkach rozwoju handlu w Poznaniu.

  Może Billert w swoim pragmatycznym idealizmie myślał, że oprócz tego, że będzie mógł się wygadać, magistrat płaci mu przede wszystkim za to, żeby coś z tego wynikło w praktyce? Widział kto w Poznaniu te liczne kwartały starych dzielnic poddane rewitalizacji? Ja widziałem – ale u Billerta we Frankfurcie. Podobnie jest z debatami w Poznaniu – coraz częściej można się wygadać, nawet w telewizorze, odbyć konsultacje społeczne za ciężkie pieniądze, ale i tak spalarnia będzie tam, gdzie władza sobie umyśliła… A „dyskusja” o strategii miasta toczy się w zamkniętym, nieznanym opinii gronie. I na pewno nie będzie alternatyw rozwojowych do wyboru przez mieszkańców, bo jak już wyżej ustalono Poznań to biznesowa spółka z o.o. i nic nie będziemy zmieniać. Prezydent chce dyskusji z tymi, którzy się z nim zgadzają i których wynik jest najpierw z góry ustalony... 

Wróćmy do ekspertów. Oni mówią, że komunikacja publiczna powinna być jak najtańsza, by przyciągać pasażerów, a miasto chce podnosić ceny biletów MPK. Eksperci mówią, że każda droga w końcu się zakorkuje, więc wpierw trzeba budować tramwaj. Ale miasto chce zacząć od budowy ul. Nowonaramowickiej. Eksperci jedno, a miasto drugie.

 

Nie zgadzam się. Zdecydowanie preferujemy komunikację publiczną. W centrum wprowadzamy światła z preferencją dla komunikacji publicznej. Korzystamy z ekspertów z Politechniki Poznańskiej, robimy opracowania, symulacje.

  Papier i RAM jest cierpliwy… „Preferencja” dla komunikacji publicznej to 30 mln na tramwaje w tym roku przy 275 mln na drogi kołowe. Jeszcze gorsze dla publicznej komunikacji proporcje zapisano w 5-letnim Programie drogowym: 9 mld na III ramę i tylko setki milionów na tramwajowe trasy. Na szczęście III rama to economical fiction, a na tramwaje coś jeszcze skapnie z Unii. 

I to eksperci doradzili panu wpierw budowę ul. Nowonaramowickiej a dopiero potem tramwaju?

 

Tak, przynajmniej odcinka przy skrzyżowaniu z ul. Lechicką.

Czy pytał prezydent tych ekspertów co zawsze się ich pyta więc oni już dobrze wiedzą co mają odpowiedzieć? Może należało ogłosić otwarty konkurs na rozwiązanie problemów z korkami w tym rejonie i wszyscy byśmy nauczyli się czegoś nowego, także prezydent…  

 Eksperci doradzali podwyżkę cen biletów MPK?

 

Doradzają utrzymanie biletu 10-minutowego i 50-procentowe dofinansowanie do komunikacji publicznej. Przypomnę, że w Krakowie bilet miesięczny jest droższy [94 zł - przyp. red.]. Możemy mówić, że ci czy inni eksperci mają rację. Ale my robimy ekspertyzy, podajemy je do informacji publicznej. A inni wypowiadają się jako eksperci, ale nie przedstawiają nam żadnych ekspertyz.

  Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Zbigniew Rusak przy okazji podwyżek cen biletów MPK nie mówił o żadnych ekspertyzach ale konieczności znalezienia dodatkowych wpływów do budżetu.

 

W takim razie się pomylił. Oczywiście, że podwyżka daje pewne efekty budżetowe, ale miała też zmienić dysproporcje cenowe między różnymi rodzajami biletów i wprowadzić bilet strefowy. To były istotne elementy tej zmiany. Zawsze powtarzam, a radni do niedawna się ze mną zgadzali, że powinniśmy co roku łagodnie podnosić ceny biletów, a nie raz na kilka lat skokowo.

Rusak jest nowy na nowym stołku i dopiero terminuje w zakresie sztuki grobelizmu informacyjnego, powiedział co wiedział, a powinien był powiedzieć coś wprost przeciwnego..  

 Podejmuje pan decyzje zaspokajające bieżące potrzeby budżetu, nie myśląc o długofalowych zyskach. Podwyżka to negatywny sygnał - komunikacja miejska będzie coraz droższa, bardziej opłaca się jeździć autem.

 

Po ostatnich zmianach cen biletów MPK o ponad 100 tys. wzrosła liczba sprzedanych biletów miesięcznych. Rośnie liczba pasażerów MPK. Nie wiem, skąd w debacie o cenach biletów pojawił się pogląd, że pasażerów ubywa.

Z MPK, powinien prezydent wiedzieć…  

Sądzi pan, że podwyżka przyciągnie kolejnych pasażerów?

 

Oczywiście że nie. Nie chcę podwyższać cen biletów, bo to lubię. Ale uważam, że korekta taryf jest potrzebna, tak samo jak niskie podwyżki co roku. Kraków ma wysokie ceny biletów, bo doszedł do bariery zadłużenia wcześniej niż inne miasta. Ale i nas to czeka.

Jasne, zadłużymy miasto na stadion dla Lecha, Rock in Rio, III ramę, promocję miasta, Termy dla zamożniejszych, ale oddamy to z podwyżek cen biletów tramwajowych…  

 Eksperci od komunikacji postulują budowę kolejnych tras tramwajowych, tymczasem za pana rządów powstała tylko jedna trasa. Dlaczego?

 

Bo trasy tramwajowe są bardzo drogie w budowie. Teraz mamy na nie fundusze i powstają dwie trasy.

  Tu nawet papier, nawet RAM stracił cierpliwość!! Trasy tramwajowe są kilkakrotnie tańsze niż drogi kołowe, pod każdym względem, w skrajnych przypadkach nawet kilkadziesiąt razy tańsze: 1 km III ramy to 350 mln PLN, 1km linii tramwajowej, która umożliwia przemieszczanie się takiej samej liczby ludzi w tym samym czasie – to ok. 10 mln. Do tego samochód osobowy zajmuje 65 m.kw. powierzchni drogi + parking dzienny i nocny co daje razem 100 m.kw. Pasażer w tramwaju to 1,5 m.kw. przeliczonej powierzchni drogi.

  Ale przez kolejne lata pana rządów nie brakowało pieniędzy na inwestycje drogowe.

 

Inwestowaliśmy w ulice tranzytowe, odciążające centrum z ruchu samochodowego, tworzące ułatwienia dla komunikacji publicznej. To świadoma polityka, która powstała w dyskusji z ekspertami.

Czy prezydent świadomie nie pozwolił na powstanie żadnego nowego mostu przez Wartę, wiaduktu nad torami kolejowymi zamiast niezliczonych, często zamkniętych przyjazdów, ani jednego nowego bezkolizyjnego skrzyżowania, nawet w najbardziej zakorkowanych głównych węzłach komunikacyjnych…? Dobrze byłoby wiedzieć stojąc w korkach… 

 W Poznaniu mamy wciąż żenująco mało dróg rowerowych, one akurat nie są drogie. Ale pan traktuje rower jako środek rekreacji, a nie transportu.

 

Polacy też tak traktują rower. Jeszcze długo potrwa, nim rower stanie się u nas środkiem komunikacji codziennej. Jeśli w ogóle to nastąpi.

Jasne, Polacy a zwłaszcza poznaniacy, rodzą się przyrośnięci do kierownicy samochodu, z uczuleniem genetycznym na siodło roweru. Według tej logiki małpoludy do dziś nie powinny były złazić z drzew, bo „nie było takiej tradycji”. A na jakiej podstawie i z kim uzgodnionej (poza samym sobą) strategia „Poznań stawia na sport” ignoruje budowę dróg rowerowych?  

 Ale widzi pan związek pomiędzy ilością ścieżek rowerowych i rowerzystów?

 

Tak. Ale proszę zwrócić uwagę, ile ścieżek powstało przy okazji modernizacji ulic.

Dzięki drogom rowerowym samochody poruszają się też sprawniej, bo rowerzyści ich nie blokują na jezdni.

  To niepołączone odcinki.

 

Powoli je łączymy. W paru kierunkach można przejechać po Poznaniu tylko po ścieżkach rowerowych. Układy komunikacyjne buduje się pod maksymalne obciążenie. A takie zdarza się przy złej pogodzie w godzinach szczytu. Jak Polacy nauczą się jeździć rowerem w takich warunkach, to będzie on alternatywą i można będzie zrezygnować z zakupu kolejnego autobusu czy poszerzania ulicy.

  Korki są też przy dobrej pogodzie, a klimat w Poznaniu nie różni się od tych miast Zachodu, gdzie nawet 30-40% podróży odbywana jest na rowerze.. Im bardziej na zachód, tym więcej opadów deszczu, w kraju rowerów, Holandii leje przez 300 dni w roku… A Poznań jest jednym z najbardziej wrogich rowerom miast w Polsce. 

 Nie przyszło panu do głowy, że dzięki drogom rowerowym ludziom w mieście żyje się lepiej, bo mogą wybrać, czym chcą jeździć?

 

Nie żyje się lepiej, bo muszą płacić i za autobus, i za drogi, i za ścieżki. Uważam, że na razie Poznania na to nie stać.

  Triumf myśli z zakresu ekonomii grobelistycznej: skoro Poznań jest biedny (a nie jest, patrz początek o mieście biznesu) to nie stać go na najtańsze i najbardziej efektywne sposoby przemieszczania się po mieście (rower, tramwaj), tylko stać go na najdroższe, pożerające najwięcej przestrzeni, ciszy, świeżego powietrza, paliwa no i przede wszystkim kasy… Ryszard Grobelny, z zawodu prezydent Poznania, obraża w tym miejscu naszą, mieszkańców Poznania, inteligencję. Kolejny raz zresztą. 

 W dyskusji o grobelizmie zarzucano panu prowadzenie debaty o mieście w języku budżetowym. To zabija dyskusję, bo wyklucza z niej nieznających tego języka. Czyli większość poznaniaków.

 

Poznaniacy potrafią tak dyskutować, co pokazał sondaż o przyszłości stadionu Lecha. Tylko taka debata ma sens, bo można jej wynik wprowadzić w życie. Wydyskutowane rozwiązania trzeba przecież wpisać w budżet w postaci konkretnych wydatków.

  O sondażu na temat stadionu Lecha i jego sensu (sorry: STADIONU LECHA i już nawet nie udajemy, że to stadion miejski) wypowiedziała się prawa do niedawna prezydencka ręka na swojej stronie internetowej www.nudnepanstwo.pl – sekretarz miasta w stanie dymisji Piotr Kołodziejczyk. Prezydent nie słyszał o przyjaznym dla odbiorcy przedstawieniu np. wyników wyborów przez PKW…? Łatwo uzyskać przewagę w debacie, w której jest się jedyną stroną, która wie, o co chodzi i dzięki temu może ona wykazać swoją rację. 

Kiedy pojawił się projekt Nowej Gazowni, to też pan pytał skąd wziąć na to pieniądze i straszył podwyżkami cen wody. Ale w przypadku Rock in Rio nie było takiej debaty. Po prostu w budżecie znalazły się na to pieniądze.Też z czegoś musieliśmy zrezygnować. Prosimy o konkrety.

 

Miasto zrezygnowało z tramwaju na dworzec Poznań-Wschód, ulicy Nowoobornickiej i Nowonaramowickiej. Któraś z tych inwestycji zmieściłaby się w budżecie gdyby nie Rock in Rio. Ale proszę pamiętać – infrastruktura dla Rock in Rio przyda się m.in. podczas Euro 2012. Wtedy na Torze Poznań będzie parking buforowy. A projekt Nowa Gazownia będzie gotowy kiedy będzie miał pełną koncepcję. Na razie jej nie ma.

  Powyżej najpierw chodziło o to, że nad tym, co nie jest tzw. prezydenckim pomysłem (patrz początek) jest „dyskusja”, czyli raban i zamęt, które mają nieprezydenckie pomysły zablokować, bo jako takie są one z natury NIESŁUSZNE. Zaś pomysły prezydenckie jako z natury słuszne nie potrzebują przecież dyskusji. Więc bez żadnej dyskusji i pytania o nasze potrzeby zostaliśmy pozbawieni: jednej nowej linii tramwajowej i dwóch istotnych ulic do odetkania. Ale mamy Rock in Rio plus ewentualny parking na 2-3 ewentualne mecze. To się nazywa umiejętność liczenia i rachunek ekonomiczny. Oklaski. Aplauz. Niech żyje demokratyczny wybór. Niech żyje najbardziej podziwiany prezydent.  

 Gazownia miała być lokomotywą naszych starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016...

 

Nie zapisaliśmy tego wprost w żadnej miejskiej strategii. Gdybyśmy mieli szybko wybudować Gazownię z budżetu miasta, to kosztowałaby nas 300-400 mln zł. To oznaczałoby rezygnację z wielu inwestycji. Gazownię musimy wybudować w innym modelu, nad którym właśnie pracujemy.

  Zdążymy do 2016 roku?

 

Może tak, może nie. Nie mogę tego zadeklarować. Nie powiem że zdążymy, skoro nie mamy harmonogramu działań.

  Mamy wrażenie, że nie zależy panu na tym projekcie. Słuszne?

 

A co mam zrobić żeby pokazać, że mi zależy? Politycznie mogę ogłaszać różne rzeczy, ale co z tego, skoro nie będę ich pewien. Moje zaangażowanie nie wynika z symbolicznych ruchów, jestem ich przeciwnikiem.

  Jak wyżej. Tym razem nie uda się już Wyborczej narzucić swego pomysłu jak było w przypadku linii tramwajowej przez most Rocha…

  Nasz czytelnik Jacek Jaśkowiak napisał, że jest pan oderwany od miasta, które obserwuje pan tylko przez szybę służbowego auta. I nie widzi pan, że Poznań jest miastem brudnym, oszpeconym budami z jedzeniem i dzikimi reklamami, z chodnikami zastawionymi przez samochody. Można rozwiązać te problemy bez wielkich nakładów finansowych, ale trzeba tego chcieć.

 

Widzę, jaki jest Poznań, jaki jest w stosunku do moich marzeń o nim oraz do innych miast w Polsce i Europie. Ale czy mamy zakazać stawiania bud? One już są zakazane, trzeba tylko wyegzekwować prawo. Polskie państwo nie potrafi sobie z tym poradzić. Wiem, że ważna jest czystość, ale czy mamy zwiększyć nakłady na oczyszczanie miasta? Kosztem czego?

Może to nie polskie państwo tylko Urząd Miasta Poznania sobie nie radzi z zarządzaniem miastem w kategoriach walka z brudem, budami i dzikimi billboardami? 

 Radny SLD Tomasz Lewandowski napisał o "dworze Ryszarda Grobelnego", czyli grupie polityków z różnych partii oraz biznesmenów, którzy mogą liczyć na pana przywileje. Taki dwór istnieje?

 

Jeśli istnieje to Tomasz Lewandowski powinien podać konkretne przykłady, które to udowodnią. Co do polityków - część z nich jest nastawiona na współpracę, część na krytykę.

  Lewandowski pisze ze środka, więc pewnie wie co mówi, gdybyśmy my to napisali to byłyby ploty. Jednomyślność „pewnej grupy osób” zajmujących niezależne od siebie kluczowe stanowiska w mieście jest zauważalna powszechnie.  

Może niektórzy politycy nie krytykują pana, bo opłaca im się trzymać z panem?

 

Ja bym chciał, żeby wszystkim opłacało się trzymać ze mną.

Tym, co trzymają najwyraźniej się opłaca… 

 Lewandowski napisał, że "dwór" chce utrzymać w Poznaniu status quo, układ który powstawał przez wiele lat. Czy ten dwór nie jest dla pana balastem przy podejmowaniu decyzji?

 

Nikt nie ogranicza mnie w podejmowaniu decyzji. Jest pewna grupa ludzi, która się ze mną zgadza i taka, która robi to rzadziej. Ale ja się buntuję, jeśli ktokolwiek podejmuje decyzje na zasadzie handlu: my poprzemy coś, w zamian za to ty zrobisz coś innego. Jestem przeciwnikiem takiego podejścia, choć też zdarzyło mi się mu ulec.

  Kto trzyma łapę na książkach rachunkowych, ten może spokojnie ogłosić, że wszystko można policzyć, bo i tak zawsze wyjdzie na jego, czyli na swoje. 

 Wygląda na to, że z dyskusji o grobelizmie nie wyciągnął pan wniosków. Wszyscy oponenci się mylili, a pan miał rację?

 

W dyskusji pojawiły się inne punkty widzenia, które ja szanuję, ale ich nie podzielam. Najbardziej zaskoczyła mnie krytyka posła Filipa Kaczmarka, który napisał, że ja przeciwstawiam miasto mieszkańcom.

Najtrafniejsza część wypowiedzi Kaczmarka Filipa. Tyle, że powierzchowna, bo nie wyjaśnia, co to jest „miasto” i czyje jest. Były Kołodziejczyk zadał na swojej stronie internetowej niemal dokładnie to samo pytanie: Dla kogo jest miasto? Za takie pytania wyleciał z roboty, czyli pytania były w dziesiątkę, czyli w słabiznę.   

Część mieszkańców - choćby z Rataj czy Sołacza - też ma takie wrażenie.

 

Ale oni nie mają takiej wiedzy jak poseł Kaczmarek. Bo miasto to mieszkańcy! Nie można więc mówić o konflikcie na linii miasto - mieszkańcy. Taki konflikt nie istnieje. Są spory na linii mieszkańcy - mieszkańcy. Rozbudowa Parku Sołackiego to właśnie konflikt mieszkańcy - mieszkańcy. Jeśli chcemy rozbudowywać coś na Sołaczu, to nie możemy zrobić tego w innej części miasta. Ale uważam, że debaty publiczne z mieszkańcami muszą być częstsze i silniej wypływać na decyzję władz.

  To jest grobelizacja informacji. W Poznaniu dominują właśnie konflikty władza-mieszkańcy, dotyczące głównie zagospodarowania przestrzennego. Za plecami władzy kryją się deweloperzy, których stronę władza trzyma. Można mówić o konfliktach mieszkańcy-deweloperzy, ale deweloperzy to nie są mieszkańcy, tylko na ogół agresywnie pasożytnicze biznesy żerujące i na mieście i na mieszkańcach, niszczące kliny zieleni i zajmujące najlepsze tereny. Oni tu nie żyją, nie mieszkają, tylko zarabiają. A na Sołaczu w ogóle nie chodzi o rozbudowanie czegoś, tylko zabezpieczenie terenu pod przyszły park, uchronienie go przed destrukcyjnym zagospodarowaniem, na czym i miasto i mieszkańcy w przyszłości bardzo zyskają. Właśnie próbujemy wpłynąć, od 9 miesięcy na decyzję władz, akurat w sprawie Sołacza, prezydent się cieszy?  

W takim razie trzeba częściej słuchać ludzi i liczyć się z ich zdaniem. Dziś tego zdecydowanie brakuje, to częsty zarzut pod pana adresem. Może pan podać przykład, kiedy decyzja miasta zmieniła się pod wpływem mieszkańców?

 

W planie zagospodarowania Strzeszyna uwzględniliśmy uwagi mieszkańców.

Jedna przyjęta uwaga na kilkaset odrzuconych w całości… Bo inaczej zostałby zgwałcony projekt urbanistyczny Strzeszyna. Gdyby rada osiedla nie była przytomna, to przeszłaby uwaga zgłoszona w tajemnicy przez pracownicę prezydenta w imieniu dewelopera i dziś rosłyby kolejne dodatkowe bloki na Strzeszynie… Ale ta jedna to i tak lepiej niż w przypadku planu dla Sołacza, gdzie na kilkaset uwag nie uwzględniono żadnej.   

Ale w planie Sołacza już nie.

 

Bo to zbyt duże obciążenie dla budżetu Poznania, a zatem poznaniaków.

 

Kompletna ściema… Echo Investment kupił działkę na Sołaczu z warunkami zabudowy, ale… nieprawomocnymi, więc żadne odszkodowanie się nie należy. Wechta kupił swoje hektary na Ratajach przeznaczone pod park po 3zł za 1 mkw. MPU dziś mu to wycenia do celów odszkodowawczych na 1500 zł/ mkw. Na to Poznań stać, panie prezydencie?

 

 

 

 

 

Komentarze (1)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Okiem mieszkańca
Bardzo interesujący wywiad i interesujące, zasadne komentarze.
Jaśnie Pan Grobelny jak widać ma się, za Alfę i Omegę, a demokracja potrzebna mu jest tylko, do tego, aby go wybrano, później zaś mieszkańcy stanowią dla niego zaledwie smugę, z którą nie trzeba się liczyć.
Po wywiadze wyraźnie widać dualizm pojęciowy jakiego nie jest w stanie pojąć Grobelny. Sednem tego dualizmu, jest brak tożsamości na lini miasto-mieszkańcy. Interes miasta bardzo rzadko jest bowiem tożsamy z interesem miszkańców, a prezydent zapomina,że jego funkcja to przede wszystkim służba spoleczeństwu, a nie praca.
Mam wielką nadzieję, że pogrążeni w marazmie poznaniacy wreszcie się obudzą i położą kres tym rządom. Poznań wyrósł na miasto bez charakteru i pozostaje od 12 lat prywatnym urzędniczym tworem.
Czas to zmienić! Hipokryzja Grobelnego i jego megalomania osiągnęła szczyt.
Mieszkaniec Miasta , 19 październik 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: poniedziałek, 30 sierpnia 2010 13:01