Rewitalizacja Śródki: głos socjologa. Na podstawie badania zrealizowanego latem i jesienią 2010.
Marek Nowak   
piątek, 18 lutego 2011


Śródka pozostaje niezwykle interesującym studium przypadku zmian jakie towarzyszą procesowi rewitalizacji. By jednak oddać istotę problemu, należy wskazać na specyfikę tego procesu, a bardziej precyzyjnie, na ową specyfikę i kontekst w jakim rewitalizacja, jako proces odnowy miasta, się odbywa.

 

 

 

Wyjściowa teza, jaka otwiera dyskusję na temat rewitalizacji, powinna dotyczyć uwarunkowań gospodarki rynkowej i problemu miasta kapitalistycznego w postsocjalistycznym środowisku. A zatem miasta, które podporządkowane jest procesom komodyfikacji i maksymalizacji typowej dla kapitalizmu, w warunkach ogromnych problemów typu socjalnego, zaniedbania tego, co stare oraz kłopotów z własnością. Jest zatem, patrząc dosyć pobieżnie, procesem katalizowanym mechanizmami rynkowymi w środowisku niemal całkowicie nierynkowym.

Jak zaproponował jeden z członków zespołu badającego rezultaty rewitalizacji Śródki (po 5-iu latach od rozpoczęcia procesu), ów szczególny proces to „zespół sekwencyjnych działań (a więc działań, które są przemyślane i w jakimś sensie dają się opisać w kategoriach algorytmu), prowadzących do ożywienia i trwałej poprawy kondycji zdegradowanych obszarów miejskich oraz do rozwiązania ich problemów, przy zachowaniu postulatu poprawy jakości życia lokalnych społeczności” (Sławomir Palicki). Rewitalizacja jest zatem, zdaniem tego autora, procesem tylko częściowo materialnym, jeszcze mniej jest wyrazem systemowej samoregulacji, która niejako samorzutnie (bez ingerencji z zewnątrz) zmienia i poprawia efektywność alokacji zasobów. Ma równocześnie wiele wspólnego z oddziaływaniem, którego celem jest „poprawa jakości życia społeczności lokalnej”. To ostatnie jest ważne bo wskazuje na pewną kwestię, słabo dostrzeganą dzisiaj w procesach rewitalizacji polskich miast. Tendencję do samoograniczenia działań, właśnie w imię jakości życia nie mierzonej abstrakcyjnymi parametrami urbanistycznymi (np. metrami kwadratowymi nowo położonego tynku, styropianu, czy liczbą wymienionych okien i parapetów), ale kondycją społeczno-ekonomiczną konkretnej grupy ludzi. Takie rozumienie procesu różni go zasadniczo od gentryfikacji, która poprawia wprost ekonomiczne parametry przestrzeni np. poprzez inwestycje, najczęściej prywatne. Poprawiając rynkową wartość określonego terenu (określonej przestrzeni) posługuje się dogmatami popytu i podaży, które zwiększając jakość i powiększając zyski, równocześnie katalizują koszty zamieszkania oraz koszty zaspokajania podstawowych potrzeb z punktu widzenia mieszkańców (i innych użytkowników przestrzeni). W krótkim czasie okazuje się, że wraz z jakością przestrzeni, zmienia się struktura społeczna, a na poddawanym gentryfikacji terenie zamieszkują już zupełnie inni ludzie, z reguły o znacznie większej sile nabywczej, skłonności do konsumpcji oraz o wyższych oczekiwaniach socjalnych. Zmiana ta jest zatem (zupełnie słusznie) ekonomicznie interpretowana jako rozwój. Społecznie oznacza jednak katastrofę i zerwanie tożsamości ludzi, zanik „tożsamości” miejsca, (zapewne czasowe) wyludnienie, wreszcie obumieranie poczucia związku i odpowiedzialności za przestrzeń i np. jej jakość (w tym np. czystość, zieleń etc.).

To właśnie ta dbałość o społeczność lokalną jako zasób (wartość w przestrzeni publicznej) różni rewitalizację od gentryfikacji. A sam proces rewitalizacji staje się wyraźnie procesem społecznym, choć fundowanym na marksowskiej bazie, czyli zagadnieniach dystrybucji własności i wartości tej własności w ramach relacji rynkowych. Jak się wydaje kluczową kwestią, w krytycznym etapie procesu, jest istnienie zabezpieczeń np. przed spekulacją, czy szkodliwymi dla społeczności działaniami właścicieli nieruchomości, chcących możliwie szybko (i za szybko) zdyskontować wzrosty wartości wynikłe np. ze zrealizowania jakiejś inwestycji, najczęściej sfinansowanej z publicznych pieniędzy. W przypadku Środki był to most Jordana, który niejako automatycznie zwrócił uwagę inwestorów na Śródkę. Inna sprawa, czy rzeczywiście zainteresował tych najwartościowszych, którzy byliby skłonni na dłużej związać swoją przyszłość z tym miejscem.

Jak wiemy zabezpieczeń przed działaniami „na skróty”, w obliczu uruchomienia procesu rewitalizacji, w polskim prawie nie ma, a są np. w prawie i doświadczeniach niemieckich, które służyły za punkt odniesienia procesu rewitalizacji Śródki. Nie ma ich również na poziomie prawa lokalnego. Można zadać, moim zdaniem w pełni zasadne pytanie, czy w ogóle należy „ruszać” z rewitalizacją bez owych zabezpieczeń? A jeżeli już, to jakie istnieją możliwe do realizacji działania zabezpieczające np. przed konsekwencjami wyludniania się terenu rewitalizowanego (w konsekwencji drakońskiego wzrostu czynszów), które z kolei wzmacniają tendencje do zaniku handlu i redukcji usług, bo zanika i publiczność i konsumenci.  

Na podstawie badań, które zrealizowaliśmy, rewitalizacja Środki jest zapisem dziania się wielu przywołanych negatywnych zjawisk. Obraz, który udało się uchwycić międzyuczelnianemu zespołowi (w jego skład weszli przedstawiciele UAM, UE i PP) był więc relatywnie pesymistyczny. Szczegółowo, dostrzegliśmy pewną naskórkowość procesu, w wielu zresztą wymiarach. Podkreślę tylko jeden, moim zdaniem szczególnie ważny: słabość rewitalizacji jako procesu społecznego. Rewitalizacja nie oddziaływała głębiej na życie mieszkańców (1), po wycofania się z realizacji wydyskutowanego już pomysłu na rewitalizację (autorstwa samych mieszkańców) nie była przedmiotem większego społecznego zaangażowania (2), dyskusji, (3) niezrealizowano funkcji kontrolnej, gdy jasne się stało, że proces zmierza w nie do końca oczekiwanym kierunku, (4) co więcej, proces był również nieprzejrzysty w zakresie intencji. Mam tu na myśli niespójne z rewitalizacją (w rozumieniu jakie zaproponowałem) decyzje władz miejskich dotyczące polityki mieszkaniowej, polityki czynszowej w zakresie prowadzonej działalności usługowej, a czasami po prostu brak niezbędnych decyzji i działań (5) i w rezultacie po kolejnych miesiącach nie dawało się dostrzec celu, jaki animatorzy procesu, jak się okazało deklaratywnie, przed sobą postawili. Można nieco metaforycznie stwierdzić, że Śródka, pomimo starań jednych i bez zaangażowania innych, nie ożyła.

Pięć lat to oczywiście zdecydowanie krótki okres na rewitalizację, tendencje jakie dostrzegliśmy wskazują jednak, że realizacja coraz bardziej rozmija się z oczekiwaniami. Przynajmniej mieszkańców.

Co jednak udało się zrobić? Działania, jakie przypisujemy rewitalizacji, ograniczały się (bądź sprowadzały się do), mniej lub bardziej znaczących zmian w zakresie komunikacji i sfery społeczno-socjalnej, które miały pełnić rolę katalizatora rewitalizacji, przypomnę tylko budowę Mostu Biskupa Jordana, który stał się swoistym symbolem rewitalizacji, czasami zresztą symbolem negatywnych zmiany, narzuconej z zewnątrz (to opinia niektórych mieszkańców). Dalej, wybudowano boisko sportowe POSiR-u, jako element ożywiający przestrzeń publiczną Śródki, niestety bez wystarczającego zaplecza komunikacyjnego. Osobny status miał nowo wybudowany obiekt mieszkaniowy zlokalizowany przy ul. Św. Jacka – Cybińskiej, stanowiący przykład możliwego kierunku zmian i ich ograniczeń. W kwestii organizacji przestrzeni publicznych należy wspomnieć o uporządkowanych terenach zieleni zorganizowanych i utrzymywanych przez spółdzielnię zarządzającą budynkami przy ul. Gdańskiej, a zatem działaniach podejmowanych przez samych mieszkańców.

Reasumując i przywołując powtórnie przywołany już wniosek: rewitalizacja Śródki nie wywołała skutecznych zjawisk naprawczych w przestrzeni i w kontekście społeczno-gospodarczym. To jest zaledwie jeden z krytycznych wątków, które tu można podjąć. Inny problem, tym razem organizacyjny, to braki ewaluacji procesu, które zapewne nie pozwoliłyby uniknąć problemów, ale miałyby znacznie przy podobnych działaniach realizowanych w innych miejscach i dałyby podstawę do bardziej merytorycznej dyskusji o rewitalizacji. Wnioski z raportu i interpretacje zmian na Śródce znajdą się w publikacji, która wiosną będzie dostępna w wersji elektronicznej. Zapraszamy do lektury.

 




Dr Marek Nowak

Instytut Socjologii UAM (członek międzyuczelnianego zespołu badawczego)

 

Komentarze (3)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Im prościej sformułowany komunikat tym lepiej
Ameryki pan nie odkrył. Ci co się tym interesują dawno o tym wiedzą. Trzeba trafiać z czytelnym przekazem do nieuświadomionej reszty społeczeństwa. Ja rozumiem, że to tylko badania socjologiczna,ale tymczasem czas na konstruowanie strategii przeciwdziałaniom tym szkodliwym zjawiskom.
Pozdrawiam - Jany
Janusz , 23 luty 2011
W oczekiwaniu na raport końcowy...
Z niecierpliwością czekam na cały raport, by w pewnym stopniu potwierdzić własne doświadczenia i odczucia na temat procesów rewitalizacyjnych na Śródce. Niewątpliwym problemem procesów rewitalizacyjnych jest brak ciągłości podejmowanych inicjatyw i działań,a nawet odpływ stałej oferty kulturalnej (zamknięcie kina Malta), handlowej (czasowy brak sklepu spożywczego w dzielnicy), niedopasowanie usług do potrzeb mieszkańców. Powoduje to całkowitą zależność od innych dzielnic Poznania. Prowadzone dyskusje dotyczą problemów punktowych. Śródka staje się dzielnicą odciętą komunikacyjne od reszty Poznania. Ostrów Tumski, dla mieszkańców nie jest zapleczem handlu, usług. Kuriozum wydaje się brak zapewnienia wystarczającej komunikacji z Zawadami przy realizacji 6! pasmowej arterii komunikacyjnej, przy znanych problemach z dojściem do centrum, czy połączeniem z południową częścią Śródki. Zresztą w tym temacie, prowadzona dyskusja wydaje się czysto hipotetyczna, uzależniona od inwestycji, które zostały wpisane do realizacji po zakończeniu obecnej kadencji samorządowej. Brak powiązania procesów rewitalizacyjnych z procesem planistycznym będzie pogłębiał problemy w tej dzielnicy.
Podsumowując Śródka staje się na powrót wyspą. Być może to byłaby jej szansa, gdyby była to dzielnica samowystarczalna, z możliwością wprowadzenia inicjatyw rewitalizacyjnych, które dawały by dodatkowe przywileje prawne i ekonomiczne mieszkańcom. Gdyby...
Zgadzam się, iż to nowi lokatorzy i właściciele są szansą dla Śródki, ale jedynie realizacja nowych inwestycji ze zrozumieniem konsekwencji ich wprowadzenia, będzie miała pozytywny wpływ na rozwój dzielnicy. Realizowane inwestycje powinny odnosić jedynie pozytywne efekty, a nie obracać się na niekorzyść nowych i rodowitych mieszkańców. Czy zatem jesteśmy w stanie wyciągnąć wnioski z dotychczasowych działań i przewidzieć jaki wpływ będzie miała realizacja ICHOT-u na uboczu dzielnicy, brak centro-twórczych przestrzeni publicznych, czy dalsze stawianie barier komunikacyjnych związanych z realizacją 1-wszej ramy komunikacyjnej?
Cezary Cz. , 23 luty 2011
pytanie o możliwości
To bardzo ciekawe podsumowanie projektu, choć miejscami, z uwagi na terminologiczną "gęstość" nie do końca jasne (jednoznaczne w odczytaniu). Wydaje mi się, że pojawiające się w tekście pytanie, trochę sotto voce, pytanie o możliwości podejmowania działań rewitalizacyjny bez czytelnych zabezpieczeń prawnych jest kluczowe, zarówno dla zrozumienia porażki działań rewitalizacyjnych na Śródce, jak i kształtowania, a właściwie modelowania, dynamiki rozwoju całego miasta.
Druga kwestia to możliwości podejmowania działań rewitalizacyjnych, a zatem ich celowość. Oto miasto, które boryka się z bardzo poważny problemem społecznej (w dużej mierze ekonomicznym) degradacji ścisłego swego centrum, podejmuje się działań rewitalizacyjnych dzielnicy - choć nie tak od centrum odległej, ale źle skomunikowanej z owym centrum właśnie. Pomysłodawcy działań na Śródce, przy swym niekwestionowanym doświadczeniu i wiedzy w danym przedmiocie, przecenili możliwości rewitalizacyjne samego miasta. Przecenili mobilność mieszkańców, możliwości uczestnictwa w czymś co można nazwać "migracją wewnątrzmiejską" a brutalnie powiedzieć zdolnością do "kolonizacji" tych terenów. Uznali za istotne zachowanie rodzimej "kultury" dzielnicy, uznając istnienie określonej "tożsamości miejsca" tożsamości, czy zbiorowej świadomości mieszkańców Śródki. Uznali jednocześnie, iż jest to wartość, którą należy zachować. Paradoks tego procesu polegał więc na tym, że jednocześnie nie widzimy znaczącego zainteresowania tym miejscem przez inwestorów, kapitał ekonomiczny, oraz nie dostrzegamy innych niematerialnych czynników, które mogą zdynamizować proces zmian: na przykład "mody", na mieszkanie w tym miejscu, czy potencjału kulturowej zmiany samych, w danej społeczności - kapitał kulturowy. Słowem nic nie wskazuje, że proces rewitalizacji jest w obecnym czasie w ogóle możliwy. Wrażliwość społeczna nie dopuszcza obecnie radykalnych działań mających na celu zmianę struktury społecznej dzielnicy, a niewielkie zainteresowanie inwestorów nie doprowadzi do rozcieńczenia istniejącej "społecznej tkanki" (poprzez znaczący wzrost mieszkańców czy pracowników spoza dzielnicy). Nie widać także determinacji ani konsekwencji władz miasta w chęci zmiany sytuacji i wizerunku dzielnicy. Słowem, wydaje mi się, że porażka procesu wypływa z niewielkiej zdolności i możliwości miasta do podejmowania złożonych i zaplanowanych działań modelujących (mam na myśli nie tylko działania rewitalizacyjne)
krzyszto , 21 luty 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 18 lutego 2011 14:16