Już istnieje realna wizja ożywienia Śródmieścia
Marek Nowak   
sobota, 09 czerwca 2012



Za nami już pełen cykl debat poświęconych ożywieniu Śródmieścia Poznania – zakończenie nastąpiło 30 maja br.. Sprawozdania z każdej z nich są dostępne na stronie miejskiej  (po prawej stronie w formie pionowego menu). Warto więc pokusić się o formę autorskiego podsumowania, z punktu widzenia uczestnika dyskusji.




Pierwszy element, jaki narzuca mi się po uczestnictwie w licznych spotkaniach, to zaskakujące (bo się tego – przyznam – nie spodziewałem) poczucie spójności. Prowadzi ono do co najmniej dwóch generalnych wniosków.

Pierwszy dotyczy samych deliberacji. W spotkaniach brało z reguły udział kilkudziesięciu uczestników, najczęściej były to osoby-przedstawiciele zaproszonych do rozmów organizacji (samorządów pomocniczych i NGO-sów) oraz miejscy urzędnicy, ale również zainteresowani i nie zrzeszeni mieszkańcy, choć trzeba przyznać, że było ich mniej. Warto zauważyć, że na tym różnorodnym tle zdecydowanie słabo wypadały wypowiedzi i prezentacje urzędników miejskich, którzy najwyraźniej nie rozumieli sensu tego rodzaju dyskusji i traktowali spotkania „rytualnie” (uwaga ta nie dotyczy wszystkich wystąpień). Generalnie wypada uznać, że środowe i czwartkowe rozmowy odbywały się w większości w gronie przygotowanych uczestników. Szybko również okazało się, że poruszane problemy nie dotyczyły „wszystkiego”. Dały się sensownie pogrupować i poddać hierarchizacji (według kryterium subiektywnej ważności). Deliberacja okazała się zatem skutecznym narzędziem deskrypcji i diagnozy, choć były na początku obawy, że tak nie będzie.

Drugi wniosek dotyczy merytorycznej zawartości, w związku z przywołanym już wrażeniem spójności.

W moim przekonaniu udało się nie tylko stworzyć liczny i ustrukturyzowany katalog problemów centrum Poznania, ale powołana została do życia wizja centrum miasta, jakiego byśmy sobie życzyli. Miasta, które nie jest już „dotknięte” fatum suburbanizacji (z fatum raczej nic nie da się zrobić). Czyli okazało się, że problemy, które sam wielokrotnie sygnalizowałem myśląc o nich w kategoriach „węzłów gordyjskich”, które raczej się przecina niż rozwiązuje, mogą otrzymać „oprzyrządowanie”, które daje nadzieję. Jest to oczywiście kwestia najbliższych lat, a nie miesięcy, jednak zmiana w myśleniu jest widoczna i w moim przekonaniu bardzo znacząca.

Dyskutowane zagadnienia podzielono na trzy pola: pierwsze obejmowało problemy, jakie dostrzegają mieszkańcy; drugie potrzeby, które ich zdaniem są najważniejsze do zaspokojenia; trzecie – sposoby rozwiązywania wskazanych problemów.  


Jakie problemy?

Kluczowym problemem okazało się wyludnianie śródmieścia, odpływ „średnich” mieszkańców oraz pewnych kategorii użytkowników, którzy oczywiście nie muszą być mieszkańcami. Szczegółowo, za tego przyczyny dyskutanci uznali (gdy analizowano jakość życia, jakość przestrzeni publicznych Poznania): złą jakość utrzymania ulic i placów, w tym zniszczenie elewacji i chodników; zaniedbane podwórek kamienic, rozpowszechnienie pustostanów (a zatem nieudana gentryfikacja); brak miejsc rekreacji i wypoczynku, brak zieleni. Brak dbałości o estetykę przestrzeni: brud na ulicach i chodnikach, drożyznę jeśli idzie o czynsz i ceny nieruchomości (szczegółowo przywołane problemy można przejrzeć na stronie Poznania). Z punktu widzenia organizacji i zarządzania miastem: brak koordynacji służb odpowiedzialnych za przestrzeń publiczną i utrzymanie witalności centrum, w tym: chaos wizualny, brak miejsc przyjaznych dla ludzi młodych, rodzin z dziećmi. A zatem brak atrakcyjnej oferty dla kluczowych grup osób potencjalnie zainteresowanych zamieszkaniem w centrum (więcej szczegółów tutaj).

Gdy analizowano politykę transportową za najważniejsze problemy uznano: niezrównoważoną politykę transportową (przeciążenie prywatną komunikacją, złą jakość chodników i brak dróg rowerowych), brak parkingów buforowych na peryferiach miasta (skutkująca zatłoczeniem na ulicach i degradacją niezabudowanych przestrzeni pełniących role półlegalnych parkingów), a z nieco szerszej perspektywy: problemy z najmem lokali użytkowych w branżach, które można określić jako promiejskie. Czyli np. takich, które odpowiadają na zapotrzebowanie realnych, a nie wyimaginowanych użytkowników (szczegóły można znaleźć tutaj).

Podsumowując, przywołane wyludnianie potraktowane zostało jednocześnie jako centralny problem, ale także jako skutek pewnego typu polityki miejskiej – mam na myśli anachroniczną ideologię intensywnej urbanizacji na obrzeżach i poza granicami administracyjnymi. Co pozwala zrozumieć większe niż np. w Krakowie czy Wrocławiu tendencje do odpływu ludności z Poznania. Suburbanizacja, co da się potraktować jako wniosek z licznych głosów w dyskusji, jest tutaj następstwem, reakcją na degradację przestrzeni publicznych i negatywnych, spekulacyjnych zmian w sferze zamieszkania, a nie jedynie konsekwencją bogacenia się mieszkańców. O czym mogą świadczyć choćby porównania siły nabywczej mieszkańców centrum i cen na tym obszarze. Mamy więc w Poznaniu do czynienia z czymś znacznie więcej, niż to, co „się przydarza”, jako naturalna tendencja rozwojowa. Wniosek ten warto szczególnie wziąć pod rozwagę.


Jakie potrzeby?

Dyskutanci w relacji do tego, co uznali za główne problemy (a właściwie główny problem) wskazali na potrzebę rozwiązań wspomagających drobną własność mieszkaniową, usługową, handlową, dalej – różnicowanie opłat w zależności od funkcji. Czyli preferencyjne stawki dla określonych typów działalności. Wskazano na konieczność wygospodarowywania przestrzeni rekreacyjnych, w tym placów zabaw i boisk.

Potrzeba poprawy jakości „użytkowania” centrum okazała się na tyle ważna, że potraktowano ją jako główny cel polityki miejskiej, stawiając zdecydowanie na dalszych miejscach kwestie prymatu zyskowności i realizacji krótkoterminowych celów budżetowych, jak np. zabudowywania obszarów zielonych pod presją inwestorów, czy czynienie z najbardziej prestiżowych lokalizacji zagłębia usługowego (bankowego). Warto to podkreślić, szczególnie, gdy już za moment będziemy po Euro 2012, gdy na dobre zaczniemy borykać się z bardzo wysokim zadłużeniem i z rosnącymi wskaźnikami bezrobocia – Poznań, według danych podawanych przez ogólnopolski dziennik, na inwestycje związane z organizacją wydał nieco mniej środków niż Warszawa, ale więcej niż Wrocław, Gdańsk, czy Kraków.

Przedstawiciele mieszkańców oczekiwali również większej partycypacji w decydowaniu o kształcie przestrzeni, ale też znacznie bardziej restrykcyjnego przestrzegania reguł współżycia społecznego. Postulaty poważnego potraktowania tych oczekiwań kierowali zresztą nie tylko do policji, ale także do jednostek municypalnych i urzędników miejskich – postulowano np. przywrócenie stanowiska plastyka miejskiego.

Jako osobną, istotną potrzebę potraktowano m.in. ożywienie Placu Wolności, co stało się przesłanką zorganizowania osobnej dyskusji poświęconej temu zagadnieniu. Podobnie: postulowano ukierunkowanie poważniejszego zainteresowania władz miasta na tereny nad Wartą (tzw. Stare Koryto Warty), uginającą się pod ruchem kołowym ulicę Solną i ulicę Garbary oraz zdegradowane obszary Śródki.
Osobne spotkanie poświęcono również kwestii mieszkaniowej, która zresztą zaowocowała jedną z najgorętszych dyskusji podczas całego cyklu debat za sprawą protekcjonalnej i ocierającej się o arogancję postawy przedstawicieli instytucji miejskich odpowiedzialnych za politykę miejskimi nieruchomościami (oraz tymi, które pozostają w zarządzaniu miasta) w tym szefa ZKZL-u.


Jaka jest „wydeliberowana” wizja Poznania?

Przede wszystkim obraz centrum miasta tworzony przez deliberację to przestrzeń multifunkcjonalna (przestrzeń zarówno sklepów, biur, gości i mieszkańców). Jest to wizja współdzielenia przestrzeni przez różnych interesariuszy, którzy wytwarzają szczególnego rodzaju miejska wspólnotę i w jakimś przynajmniej zakresie negocjują swoje prawa. Z punktu widzenia ożywiania miasta rola stałych mieszkańców jest tutaj szczególna, a biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy, całkowicie kluczowa. Obszar centrum nie jest wedle uczestników dyskusji przestrzenią dedykowana turystom, ani też nie jest to domeną tych, którzy zapłacą najwięcej za metr kwadratowy wynajmowanej powierzchni handlowej, czy usługowej. Istotą pomysłu (do którego wliczają się poza ścisłym centrum śródmiejskie obszary Jerzyc, Wildy, tereny wzdłuż ul Głogowskiej, tzw. Stare Koryto Warty i Śródka) jest „oferta” kierowana do bardzo różnych użytkowników zgodnie z ich potrzebami i „socjologicznym” profilem. Czyli do dzieci, młodzieży, osób czynnych zawodowo, osób z dziećmi, osób starszych; mieszkańców o różnych poziomach zamożności i różnych typach zainteresowań kulturalnych. Ze względu na ten złożony kształt wizja ożywienia centrum Poznania jawi się więc jako skomplikowane zagadnienie w istocie odwracające o 180 stopni dotychczas dominujące spojrzenie na miasto.

„Forpocztą” tych zmian daje się już od pewnego czasu obserwować w postaci np. obniżania prędkości samochodów, wprowadzenia tzw. kontrapasów dla rowerzystów (na razie w ścisłym centrum i na Jeżycach), uruchomienia deptaka na ul. Wrocławskiej, prac nad katalogiem mebli miejskich, czy planów budowy boisk sportowych w ramach przestrzeni, która da się opisać jako „niczyja”. Elementem obrazu postępujących zmian jest również rosnąca rola samorządów pomocniczych (a zatem bezpośrednio reprezentacji mieszkańców), które coraz śmielej zaczynają formułować oczekiwania, a nawet żądania pod adresem urzędników i władzy wykonawczej. Przykładem może być negocjowanie przez niedawno wybranych radnych warunków wykorzystywania przestrzeni publicznych, w tym. organizacji strefy kibica (Plac Wolności) oraz oczywiście rekonstruowana w niniejszym tekście dyskusje na temat ożywiania centrum.

Zmiany już realizowane to jednak zdecydowanie za mało, by ożywić centrum Poznania, istnieje potrzeba znacznie głębszych, a w moim przekonaniu również bardziej radykalnych „przeformatowań” w sposobie myślenia i podejmowania działań. Co zatem sugerują uczestnicy dyskusji (przywołuje wnioski z trzech pierwszych deliberacji)?

Szczegółowych pomysłów na rozwiązywanie nazwanych problemów było bardzo wiele. Pomysły te cechował stopniowalny realizm. Przez co rozumiem dostrzeżenie ograniczeń wynikających z istniejącego stanu prawnego (w odniesieniu do tego zagadnienia uczestnicy korzystali z opinii obecnych na sali urzędników miejskich) oraz możliwości budżetowych miasta. Był to więc kompromis pomiędzy tym, czego się chce a tym co jest możliwe. Podam tylko kilka szczegółowych pomysłów odsyłając do przywołanych już materiałów i sprawozdań.

● Po pierwsze, warto przywołać postulat reformy zarządzania miastem pozwalający na zidentyfikowanie podmiotów odpowiedzialnych za przestrzeń centrum i zdolnych koordynować pracę różnych jednostek, z jasno wyznaczonym, celem do którego się zmierza. Dyskusja na temat tego kierunku zmian była skądinąd postulowana wielokrotnie przez Andreasa Billerta.  

● Po drugie, aktywna polityka mieszkaniowa miasta znacznie wykraczająca poza istniejący zasób lokali miejskich i polityka zorientowana na zamieszkanie w centrum, a nie na obrzeżach miasta (stąd np. pojawiały się głosy krytyki pomysłów, które obecnie forsuje ZKZL). W tym np. oczekiwano zaangażowania miasta w budowę mieszkań.

● Po trzecie, umowy społeczne pomiędzy właścicielami nieruchomości i najemcami i mieszkańcami, pozwalające ograniczyć niedogodności związane z sąsiedztwem pubów, klubów nocnych etc. postulowano np. narzucenie standardów głośności w określonych godzinach (co da się uzyskać przy spełnieniu określonych wymogów technicznych). Tutaj rolę pośrednika i mediatora mogłoby brać na siebie miasto.

● Po czwarte, uspokojenie ruchu samochodowego i ograniczenie liczby samochodów w centrum. Tutaj najważniejszym postulatem byłoby dokończenie ramy komunikacyjnej w obecnie planowanym kształcie lub w wariancie ze znacznym zwiększeniem liczby przepraw przez Wartę. Do realizacji niemal natychmiast: wprowadzenie tzw. „bus pasów” na Garbarach i regulacja sygnalizacji świetlnej przenosząca natężenie ruchu (korki) poza ścisłe centrum. Ograniczenie parkowania na chodnikach. Upowszechnienie deptaków i formuł współdzielenia traktów pieszych i drogowych przechodniów, komunikację publiczną (np. tramwaje) i samochody (przy założeniu znacznego ograniczenia prędkości).

● Po piąte, przeprowadzenie akcji informacyjnej i promocyjnej zamieszkania w centrum, połączonej z wykorzystaniem potencjału demograficznego poznańskich wyższych uczelni, skierowane jednak nie tylko do studentów, ale przede wszystkim do absolwentów. Tutaj aktywna polityka ZKZL oraz PTBS wydaje się zupełnie kluczowa, a obecne zaangażowanie oscyluje wokół zera.

● Po szóste, inwestycje w kulturę skierowane na poprawę oferty i atrakcyjności centrum dla użytkowników (mała architektura), mniej banalna oferta kulturalna (Plac Wolności). Większe otwarcie się na prace studentów i pracowników poznańskich uniwersytetów.   

● Po siódme, wprowadzanie systematycznych zmian zmierzających do ujednolicenia obrazu architektonicznego miasta, w tym wprowadzenie katalogu miejskich posadzek, większa dbałość o zieleń, czystość i o ład przestrzenny.

● Po ósme, co jest konsekwencja przyjętej filozofii zmian, wyraźne zwiększenie znaczenia ruchu pieszego w centrum związane np. z przeprogramowaniem sygnalizacji świetlnej. Poszerzania Strefy 30 – tam, gdzie to tylko jest możliwe.

● Po dziewiąte, „profilowanie” konkursów na wynajem przestrzeni usługowych z myślą  o powiększaniu atrakcyjności zamieszkania i użytkowania centrum. Chodzi tu np. o księgarnie, antykwariaty, ale także miejsca z różnorodną ofertą kulturalną i socjalną.  


Podsumowując tę z konieczności syntetyczną listę warto wskazać, że uczestnicy dyskusji przez cały właściwie czas rozmów borykali się z brakiem zagregowanych informacji na temat tego, co jest i czego nie ma (czego brakuje)? Kto mieszka w centrum, a kto z centrum wyjechał etc? Brakowało zatem merytorycznych narzędzi do diagnozowania i tutaj prezentacje urzędników niewiele wnosiły, co pośrednio pozwala odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dotychczasowa polityka miejska była tak nieskuteczna, nawet na poziomie definiowania problemów.

Przygnębiający był z mojego punktu widzenia poziom dokumentów, które jednostki miejskie kolportowały (mam na myśli np. dokument analizujący jakość życia w Poznaniu). Szczególnie intrygująca, nie w sensie pozytywnym, była tutaj rozpiętość pomiędzy diagnozami samych mieszkańców a obrazem jaki emanował z tych dokumentów. Możnaby na koniec wyrazić oczekiwanie, by osoby opłacane za administrowanie miastem nieco bardziej „faktycznie” reagowały na istniejące problemy. W innym przypadku stają się źródłem problemu, a nie elementem jego rozwiązania.








Dr Marek Nowak

Socjolog, pracownik Instytutu Socjologii UAM, pod czas debaty reprezentował stowarzyszenie My-Poznaniacy w zespole roboczym

Komentarze (2)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
dokończenie I ramy
Pomysł prowadzenia I ramy w korycie Warty jest li tylko i wyłącznie chorą konsekwencją braku wschodniego odcinka II ramy oraz całościowego błędu koncepcyjnego.

I rama w sposób naturalny kończy się od wschodu na ul. Zamenhofa, która dzieliła nadwarciańskie Berdychowo od pól Łaciny i osiedli na wschodzie. Wciśnięcie na nią także II ramy stanowi jedyny racjonalnie uzasadniony powód dyskusji o projektowaniu poznańskiej Wisłostrady i to w momencie, gdy w Warszawie właśnie rozgorzała publiczna dyskusja jak spożytkować ten tunel, którym pogrzebano źórdło hałasu i chaosu jakim jest Wisłostrada, i zbliżyć się do rzeki.

Jednakże istnienie takiego racjonalnie uzasadnionego powodu nie oznacza, że się z taką koncepcją trzeba zgadzać. Błąd leży u podłoża, jakim jest poznański system transportowy. Teoretycznie zakłada on zasadnie priorytet dla transportu publicznego w obszarze wewnątrz II ramy, ale w praktyce nie ma dobrego rozwinięcia sieci, które pozwoliłoby ten obszar wewnątrz II ramy nawet docelowo pokryć siecią czasów podróży konkurencyjną wobec samochodów.
Po drugie koncepcja ringów traktowana samoistnie, bez żadnej regulacji, skazana jest na porażkę. Powszechnie przyjęta jest reguła, że najkrótsza obwodnica zbiera największy ruch.
Z założenia I rama ma służyć wyłącznie ruchowi do centrum i rozrządzać go bez nadmiernej penetracji zabudowy centrum oraz ma rozrządzać ruch zewnętrzny mieszkańców śródmieścia. Niestety wobec braku badań KBR od 2000 roku trudno powiedzieć jak dokładnie wygląda sytuacja, jednak bardzo pobieżny i wielokrotnie powtarzany jej ogląd pozwala stwierdzić, że w ogromnej mierze I rama służy do skracania tranzytem drogi przez mieszkańców SPOZA obszaru wewnątrz II ramy, czyli dokładnie do tego do czego służyć miała II rama. Każde upłynnianie ruchu na I ramie ten proces WZMAGA. Dokładnie do tego przyczyni się też kuriozalna rozbudowa ul. Roosevelta na Euro2012.

Dlatego dzisiaj pierwszą rzecz jakiej musimy dokonać, to zmiana wartościowania roli I ramy i sieci dróg promienistych we wnętrzu II ramy. I dokonanie tego pokaże nam, że wcale nie trzeba domykać I ramy od wschodu, gdyż w żadnym razie nie ma potrzeby "zasysania" dodatkowego ruchu samochodowego północ-południe przez stare centrum. Niech on sobie biegnie po Jana Pawła II-Zamenhofa-Hlonda do tego przystosowanych. Zaś tranzyt przez I ramę należy jak najszyciej przerwać przy zachowaniu dobrej dostępności do Starego Miasta i instytucji centrum w osi ulicy Garbary, choć niekoniecznie samochodami indywidualnymi.
WBodzimierz Nowak , 16 lipiec 2012
Mam jedną wątpliwość
Chodzi o dokończenie Ramy Komunikacyjnej - bo rozumiem, że chodzi o tę pierwszą, wokół ścisłego śródmieścia. Widzę tu pewną sprzeczność - że załatwiając jedną sprawę pogrąży się drugą.... Mianowicie, na stałe i definitywnie odetnie się Poznań od Warty, fundując sobie coś na kształt warszawskiej Wisłostrady. O odtworzeniu Starego Koryta (nawet w formie atrapy) też będzie można wtedy zapomnieć. Bo nie wierzę, by było możliwe (zwłaszcza finansowo) przeprowadzenie agresywnego ruchu samochodowego w tunelu....
Mysz , 14 lipiec 2012

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: sobota, 09 czerwca 2012 01:48