Grzegorz Ganowicz: nie jestem chwalipiętą!
Michał Kopiński, Adam Kompowski (Gazeta Wyborcza)   
sobota, 20 lutego 2010

 

Image
 

Wiem więcej o zarządzaniu samorządem niż europoseł Filip Kaczmarek. Nie lubię się chwalić, ale w kampanii wyborczej pokażę swoje atuty i zasługi - mówi "Gazecie" przewodniczący rady miasta i potencjalny kandydat PO na prezydenta Poznania Grzegorz Ganowicz.

 





Michał Kopiński, Adam Kompowski: Jak pan przekonał Waldy'ego Dzikowskiego, że kandydatem Platformy na prezydenta Poznania powinien być pan, a nie Filip Kaczmarek?

Grzegorz Ganowicz: - Nie wiem, czy go przekonałem. Decyzji o tym, kto będzie kandydatem PO na prezydenta, nadal nie ma. Sam Waldy Dzikowski mówi, że kandydatów na kandydata nadal jest dwóch: Filip Kaczmarek i ja.

Faworytem Dzikowskiego jest pan. Kaczmarek ma dostać - na pocieszenie - stanowisko szefa miejskiej Platformy. Tak przynajmniej wynika z układanki, która powstała w głowie Waldego Dzikowskiego.

- Jeśli tak jest, to odczytuję to jako uznanie dla mojej dotychczasowej pracy. Jestem w samorządzie od 12 lat, pełniłem w radzie miasta Poznania różne funkcje, aż do funkcji przewodniczącego. Natomiast cała, jak panowie mówią, "układanka" bardziej funkcjonuje medialnie, niż w rzeczywistości. Choć oczywiście miło mi słyszeć, że są osoby, które widzą mnie w kolejnych rolach.

Wielu działaczy Platformy nie kryło oburzenia po tym, jak przeczytało w prasie, że na dwa i pół miesiąca przed demokratycznymi wyborami zarządu poznańskiej Platformy, a następnie kandydata partii na prezydenta - Dzikowski zdecydował już, jak będzie.

- Ja to widzę inaczej. W Platformie trwa, jak co cztery lata, przedwyborcza dyskusja. I nic nie jest jeszcze zdecydowane. Waldy Dzikowski ma swoje propozycje, ale mają je też inne osoby. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego - ostateczną decyzję podejmą działacze Platformy.

Przyjmijmy, że będzie tak, jak pan mówi. Jak pan przekona kolegów z PO, że lepiej postawić na pana niż na Filipa Kaczmarka? Tylko proszę nie mówić, że byłby pan lepszym kandydatem na prezydenta, bo jest pan na stałe w Poznaniu, a Kaczmarek większość czasu spędza w Brukseli - to już słyszeliśmy.

- Panowie mnie próbują zmusić do tego, żebym się porównywał z Filipem Kaczmarkiem, który jest moim kolegą. I to w momencie, gdy żadne wiążące decyzje, o których wy już przesądzacie, nie zostały podjęte.

Dokładnie tak! Kaczmarek nie będzie miał żadnych oporów przed opowiadaniem, w czym jest lepszy od pana. Na jednym oddechu wymieni kilkanaście takich rzeczy.

- Mamy inny sposób ekspresji.

Ale coś pan chyba powie działaczom PO, kiedy zapytają: Grzegorz, dlaczego mamy postawić właśnie na ciebie?

- Myślę, że takie pytanie nie padnie, przynajmniej nie w tej formie. Moi koledzy nie będą oczekiwali z naszej strony autoreklamy.

Panie przewodniczący, ucieka pan od odpowiedzi. A ludzie mają prawo ją znać!

- Oczywiście, macie panowie rację. Choć nie podoba mi się to, że próbujecie nas oblepić etykietkami.

Wróćmy do Kaczmarka. Dlaczego - trzymając się pana wersji, że żadne wiążące decyzje jeszcze nie zapadły - PO ma postawić na pana, a nie na niego?

- Ponieważ lepiej niż europoseł Kaczmarek znam mechanizmy rządzące miastem. To moja najważniejsza przewaga - wiem więcej o zarządzaniu samorządem.

***

Co prezydent Ganowicz zmieniłby w Poznaniu?

- Mieszkańcy mają zbyt mało do powiedzenia w kluczowych dyskusjach i sporach. Nawet jeżeli ostateczne rozstrzygnięcia i decyzje są słuszne, to często są one podejmowane w atmosferze konfliktu. Widząc to, zaproponowałem dwa lata temu inny sposób uchwalania planów zagospodarowania przestrzennego: konsultacje w radach osiedli i na spotkaniach z mieszkańcami. I to się sprawdziło.

 Faktycznie, sprawdziło się. Tylko gdybyśmy wyszli teraz na ulicę i zapytali stu poznaniaków o to, kto wymyślił konsultacje z mieszkańcami przy uchwalaniu planów, to góra jeden wiedziałaby, że to był pana pomysł.

- Ja nie należę do osób, które same się czymś chwalą - ważniejsze dla mnie jest rozwiązanie problemu, niż chwalenie się, że to zrobiłem. Oczywiście taki stan rzeczy zmienia atmosfera kampanii. Jeśli się w niej znajdę, będę mówił, co jest moim atutem i zasługą.

I jak rozwiązać problemy, z którymi poznaniacy żyją na co dzień? Jaki pan ma pomysł na komunikację w mieście?

- Budujemy nowe linie tramwajowe i to jest bardzo ważne, ale miasto nie może na tym poprzestać. Ważne jest szukanie rozwiązań dla kierowców, którzy nie chcą się do tramwajów przesiadać. Powinniśmy budować parkingi, bardzo ważna jest obwodnica, żeby można było dojechać w różne punkty miasta bez przebijania się przez jego środek. Bo nasz problem polega na tym, że wszyscy wjeżdżają teraz do centrum, które powinno być - tak byłoby idealnie - zachowane dla transportu publicznego i komunikacji pieszo-rowerowej.

Prezydent Grobelny mówi dokładnie to samo, co pan. Pytanie, co robić najpierw? Trzecia rama dla kierowców, czy nowe linie tramwajowe? Bo nowa linia, np. na Naramowice, kosztowałaby pewnie z 200-300 mln zł, a trzecia rama to gigantyczny wydatek 6 mld zł.

- Najlepsza odpowiedź to: równolegle. Natomiast ważne jest - i to jest prawdziwe wyzwanie dla miasta na kolejne lata - żeby znaleźć takie sposoby finansowania inwestycji, które nie będą bazowały wyłącznie na budżecie. Zgadzam się, że np. niektóre tory tramwajowe były budowane w partnerstwie publiczno-prywatnym. Podobnych rozwiązań powinniśmy szukać również dla inwestycji drogowych.

A ścieżki rowerowe?

- Jestem zdecydowanie za. Powinny być budowane przy każdej nowej drodze, ale też przy okazji dużych remontów. Powinniśmy zachęcać poznaniaków do większego korzystania z rowerów - bez budowy nowych ścieżek tego nie osiągniemy.

Myśląc o przyszłości miasta, nie sposób przejść obok tematu podupadającego śródmieścia. Na Świętym Marcinie są już niemal same banki, a największy sklep to second hand. Ma pan pomysł, co z tym zrobić?

- To się wiąże z tym, o czym mówiłem przed chwilą. Gdybyśmy stworzyli rozwiązania, dzięki którym ruch samochodowy mógłby ominąć śródmieście, to - przynajmniej częściowo - śródmieście moglibyśmy dla samochodów zamknąć. A zamknięte dla aut ulice przyciągnęłyby ludzi. Myślę na przykład o uliczkach wokół Starego Rynku czy o ul. 27 Grudnia. Dobre zagospodarowanie terenów takich jak ten przed Teatrem Polskim też będzie miało wpływ na jakość śródmieścia.

Panie przewodniczący, a co z kulturą? Co ze Starą Gazownią, co z Europejską Stolicą Kultury? Mamy szanse na to, żeby kulturalnie, choćby w skali kraju, coś znaczyć?

- Według mnie naszą szansą na wywalczenie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 jest właśnie Stara Gazownia. Bo wiele osób źle rozumie ideę ESK. W tym konkursie nie chodzi o podsumowanie i uhonorowanie dotychczasowych osiągnięć miast - chodzi o mobilizowanie ich do kulturalnego rozwoju! Miasta - zwłaszcza te, które mają pewne opóźnienia - mają budować nową wartość w kulturze. Te, którym się to uda, mają największe szanse na tytuł ESK. I w tym sensie Nowa Gazownia zarówno jeżeli chodzi o przestrzeń, jak i o sposób zarządzania jest naszą wielką szansą. Naprawdę w to wierzę. To ja półtora roku temu przekonałem prezydenta Grobelnego do ogłoszenia konkursu na koncepcję Nowej Gazowni i ja dbam o to, żeby sprawa nie utknęła w martwym punkcie.

***

Żeby zacząć wcielać swoje plany w życie, musi pan najpierw wygrać wybory. To wyjątkowo trudne zadanie, biorąc pod uwagę, że pana rywalem będzie Ryszard Grobelny. Jak zamierza go pan pokonać?

- Przede wszystkim chcę powiedzieć, że prezydent Grobelny nie jest moim wrogiem.

To już wszyscy w tym mieście wiedzą. Nie zmienia to faktu, że podczas kampanii będziecie panowie politycznymi przeciwnikami. A Ryszard Grobelny, co by o nim nie mówić, ma duszę sportowca i uwielbia rywalizację.

- To będzie konkurencja, a nie wojna, będziemy przeciwnikami, ale nie wrogami.

A może poznaniacy woleliby mieć jasną sytuację? Z jednej strony Ryszard Grobelny, z drugiej zaciekle krytykujący go Filip Kaczmarek. Jaki sens ma konkurencja dwóch tak podobnych kandydatów jak pan i Grobelny?

- Jeżeli zostanę ostatecznie kandydatem Platformy na prezydenta i przyjdzie mi się zmierzyć w kampanii z Ryszardem Grobelnym, to udowodnię, że są pomiędzy nami różnice.

Spróbujmy znaleźć choć parę już teraz. Maciej Milewicz, pracownik biura prasowego UM, który wulgarnie obrażał w internecie polityków, nadal wypowiada się publicznie w imieniu prezydenta. Pan by na to pozwolił?

- Nie. Gdyby to zależało ode mnie, to Milewicz byłby przynajmniej przesunięty do pracy w innym wydziale.

Jak już ustaliliśmy, prezydent Grobelny kocha sport. I to widać. Lech Poznań korzysta z miejskiego stadionu, płacąc za to grosze. Kosztem setek milionów złotych budujemy nowy stadion. Pytanie: dla wszystkich, czy znów tylko dla Lecha?

- Przede wszystkim trzeba jak najszybciej wyłonić operatora stadionu, czyli firmę lub instytucję, która będzie nim zarządzała. I ten operator powinien udostępniać stadion podmiotom, które mają sensowne pomysły na jego wykorzystanie. Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że wybudowanie tak drogiego stadionu ma sens o tyle, o ile będzie na nim grała drużyna najwyższej klasy. Słowem: Lech powinien mieć pewne przywileje, ale nie powinien być aż tak faworyzowany jak w tej chwili.

Zostaje pan kandydatem PO na prezydenta, przechodzi wraz z Ryszardem Grobelnym do drugiej tury i spotyka się z nim w najważniejszej debacie. - Jaki ten Poznań powinien być? - pyta prowadzący. Grobelny na to, że powinien mieć dobrą infrastrukturę i przyciągać kapitał ludzki. A pan co odpowiada?

- Że Poznań powinien być otwarty. Również sam na siebie. Chciałbym, żeby poznaniacy cenili to, co już im się udało osiągnąć i przestali patrzeć na świat przez szkiełko: "wszędzie jest tak pięknie, a u nas jest tak źle". Bo u nas nie jest tak źle. I powinno być jeszcze lepiej.

 


 

Źródło : Gazeta Wyborcza (LINK)

Słowa kluczowe:wybory2010

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: czwartek, 09 września 2010 09:35