W obronie południowego klina zieleni – list otwarty architektów, budowniczych, historyków sztuki
Redakcja   
niedziela, 29 maja 2011



Rozpoczyna się najprawdopodobniej kolejny etap dramatu południowego klina zieleni w Poznaniu, konkretniej – jego najbliższego wobec Centrum obszaru, od ul. Królowej Jadwigi na południe. Wskazuje na to szereg zdarzeń rozmaitego rodzaju.





Teren ten jest położony po lewej stronie Warty, od południowej granicy Poznania do ul. Królowej Jadwigi, czyli do ścisłego centrum i na tym polega jego wartość – bliskość Centrum do terenów zieleni – w części potencjalnych.… Od zachodu ogranicza go ulica Dolna Wilda. Do niedawna tę część południowego klina zieleni, która jest położona na północ od ulicy Hetmańskiej obejmował jeden miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego: Południowy Klin Zieleni część A. Został on jednak podzielony na 5 mniejszych planów, w których nazwie nie ma już słów „południowy klin zieleni”. Intencją było stworzenie warunków dla przyspieszenia prac nad planami, bowiem wystarczy pojedynczy konflikt przestrzenny w jednym miejscu, by zablokować prace dotyczące tak dużego obszaru. A konfliktów jest więcej niż jeden i to poważnych….

W ostatnich dniach został ogłoszony List otwarty architektów, budowniczych i historyków sztuki w obronie południowego klina zieleni. Publikujemy go poniżej w całości. Takie listy nie powstają codziennie i bez powodu, coś go wywołało, stąd omówienia i komentarze w mediach. W tym przypadku bezpośrednią inspiracją był artykuł Bogny Kisiel w „Głosie Wielkopolskim” z 20 kwietnia br. zatytułowany „Kupcy z Dolnej Wildy pod rękę z inwestorem”. On jakby wieńczył pewien etap dłuższej kampanii propagandowej w mediach na rzecz zabudowy tego najbliższego centrum fragmentu klina zieleni. Autorytatywne wypowiedzi prezydenta R.Grobelnego już wcześniej przesądzały po myśli dewelopera sprawę zabudowy terenu, na którym znajduje się m.in. coraz bardziej zrujnowany, ale i coraz bardziej zielony, stary stadion KS Warta.

Rzecz w tym, że obowiązujące Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Poznania wyklucza zabudowę mieszkaniową na tym terenie, bo jest to obszar chroniony – jako klin zieleni. Postulat zmiany studium w tych punktach wybrzmiewa od dłuższego czasu w mediach jako jedynie słuszny. Cieszy on też kupców z targowiska przy Dolnej Wildzie, bowiem zapisy studium co prawda dopuszczają (wbrew propagandzie, która ignoruje ten ich punkt!) w tym miejscu handel, ale tylko w ograniczonym zakresie. Stąd pomysł, że kupcy ręka w rękę z deweloperem się pobudują – jedni halę targową, drugi osiedle apartamentowców w miejscu zaoranego stadionu. Promowanie tego pomysłu ma chyba charakter taktyczny (wspólne wystąpienie prezydenta, dewelopera i kupców o zmianę Studium ma większą moc perswazyjną), bo jeszcze całkiem niedawno prezydent dość zdecydowanie wykluczał dalszą obecność kupców w tym miejscu.

W ostatnich dniach ruszyła procedura opracowywania wszystkich 5 planów miejscowych dla tego obszaru. Do 8 czerwca każdy może złożyć wniosek do Miejskiej Pracowni Urbanistycznej z propozycjami, jak jego zdaniem ten obszar powinien być zagospodarowany. Jest o co powalczyć, zwłaszcza, że magistrat już straszy, iż jeśli plan nie zadowoli inwestora, to załatwi on sobie zgodę na inwestycję poprzez decyzję o warunkach zabudowy w oparciu o zasadę dobrego sąsiedztwa. Już ileś bloków w południowym klinie zieleni rzeczywiście stoi: na Bielnikach dzięki radzie miasta, która wykroiła z klina zieleni plan miejscowy dopuszczający budownictwo wielorodzinne specjalnie dla lokalnego dewelopera, a bliżej Multikina – przez warunki zabudowy. Tak czy tak beton już wygrywa z zielenią, teoretycznie chronioną.

Poniżej ważny głos kompetentnych środowisk (red.)..


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                                                                                                                                        Poznań, 11.05.2023 r.

                                                                                                       Redakcja
                                                                                                       „Polska Głos Wielkopolski”
                                                                                                       60-782 Poznań, ul. Grunwaldzka 19


                                                                                     LIST OTWARTY

20 kwietnia br. w „Głosie Wielkopolskim” ukazał się artykuł Bogny Kisiel zatytułowany „Kupcy z Dolnej Wildy pod rękę z inwestorem”. Artykuł sprawia wrażenie obiektywnej relacji z rozmów jakie toczą lub toczyły się pomiędzy kupcami z targowiska przy Dolnej Wildzie w Poznaniu, a przedstawicielem duńskiej firmy TK Development w sprawie wspólnego przedsięwzięcia, w efekcie którego miałyby powstać w rejonie tzw. stadionu im. Szyca hala targowa na miarę XXI wieku oraz osiedle mieszkaniowe wśród zieleni.

Beneficjentami tego przedsięwzięcia, na co wskazują wytłuszczone tytuły mają być kupcy i oczywiście inwestor, ale jak się okazuje nie tylko.

Kupcy, ponieważ stwarza ono możliwość powstania w tym miejscu i to pod dachem nowoczesnego obiektu.

Inwestor, ponieważ w miejscu zrujnowanego stadionu przedsięwzięcie pozwoliłoby wykreować osiedle mieszkaniowe w zieleni „ubrane w dobrą, ładną architekturę”. Ponadto, zdaniem przedstawiciela inwestora, oba projekty „nie kolidują ze sobą, każdy z nich zrealizowany może być na niezależnej przestrzeni”. Zdaniem przedstawicielki Stowarzyszenia Kupców Poznańskich nie przeszkadza jej „powstanie bloków mieszkalnych czy też apartamentowców” w sąsiedztwie.

Na czym polega więc niezwykłość całej sprawy skoro obie inwestycje mogą być realizowane jedna bez związku z drugą, abstrahując od deklarowanego przez przedstawiciela inwestora profesjonalnego wsparcia dla działań kupców?

Co prawda wytłuszczone tytuły i cała zawartość artykułu jednoznacznie wskazują na bezpośredni zysk obu podmiotów, ale u podstaw wszystkiego leży wielokrotne wskazywanie na zysk publiczny.

Na czym miałby polegać?

Przede wszystkim na tym, aby Poznaniacy przestali się wstydzić za tę część miasta, która nie jest jego najlepszą wizytówką, a ponadto zdaniem przedstawiciela inwestora „miasto skorzysta na opłacie za wieczyste użytkowanie bo za tereny komercyjne są one wyższe niż za rekreacyjne”.

Czy tę prostą argumentację należy zatem rozumieć jako odkrywczą sugestię pod adresem Miasta zamiany innych gruntów rekreacyjnych na komercyjne?

Z tego punktu widzenia kliny zieleni jawią się jako przysłowiowa kopalnia złota dla dziurawego budżetu Miasta!

Ale nie tylko kliny i nie od teraz.

Ten sam przedstawiciel inwestora w wywiadzie dla gazety „Inwestor” z kwietnia 2007 roku na pytanie co sądzi o zabudowie Parku Kasprowcza wyraził taką opinię:
„Dostrzegam zmianę optyki po stronie miasta. Jeżeli Poznań chce zmienić w części funkcję tego parku to widzę wyraźnie zielone światło dla ‘Nowej Wildy’” ... .

Wracając do rzekomego profitu jakim jest wyzbycie się wstydu przez Poznaniaków można wskazać na inne równie, jeśli nie bardziej, wstydliwe sprawy jak stan terenów ZNTK, Wolnych Torów, Starego Koryta Warty, stan Starego Miasta przy Małych Garbarach i po ich północnej stronie, a także Chwaliszewa czy Starej Gazowni. A wszystko w strategicznych eksponowanych rejonach miasta i w samym jego historycznym sercu.

Są jeszcze inne wstydy, bo czyż nie jest wstydem zamęt i wyłączania z ruchu znacznego obszaru Grunwaldu w trakcie każdej z częstych imprez sportowych na nowym Stadionie? A przecież nie tak odległe to czasy, kiedy na przylegającym do ul. Królowej Jadwigi terenie, między ulicami Dolna Wilda i Bema, mieściło się szereg użytkowanych, w tym także obecnie zrujnowany stadion, obiektów sportowych, na których odbywały się liczne imprezy bez potrzeby zamykania całej tej części miasta dostępnej z wszystkich możliwych stron i przez wszystkie możliwe środki transportu.

Zatem dlaczego to miejsce ma być najbardziej wstydliwe? Czy wielkość wstydu jest funkcją interesu jaki można przy nim zrobić?

Przedmiotowy teren jest, a raczej przestaje być częścią południowego klina zieleni dostępnego nie dla 100, ale tysięcy mieszkańców Wildy i całego miasta.

Idea klinów zieleni zapewniła łatwy dostęp mieszkańcom dzielnic śródmiejskich do terenów zielonych, stworzyła możliwość naturalnego, bezkolizyjnego i łatwego przedostania się z centrum miasta do rekreacyjnych dalej położonych obszarów lasów komunalnych i jezior, stanowi naturalny mechanizm przewietrzania miasta i stabilizowania jego mikroklimatu. Stała się charakterystycznym i przez 70 lat obecnym, trwałym elementem struktury planów, także wyróżnikiem na tle planów i przestrzeni innych polskich miast, ale przede wszystkim elementem realnie odczuwanego i użytkowanego systemu zieleni miasta.

W poczuciu zobowiązania, wobec jak się okazuje słabej pamięci, należy przypomnieć, że system zieleni oparty na istniejącym układzie został zdefiniowany w latach 1932-1934 przez architekta Władysława Czarneckiego, gorąco poparty przez prof. Adama Wodziczkę i wdrożony pod rządami prezydenta Cyryla Ratajskiego w czasach dekoniunktury i to w mieście dwukrotnie mniejszym liczebnie od dzisiejszego.

Dlatego we wnioskach do wspomnianego w artykule i obowiązującego „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Poznania” Stowarzyszenie Architektów Polskich i Wielkopolska Okręgowa Izba Architektów napisały między innymi, że "...zadaniem Studium, a przez to i polityki przestrzennej jest takie stanowienie, by Wielki (dwukrotnie większy) Poznań nie dość, że skutecznie chronił swoje zasoby zielone, ale by pozyskiwał nowe, powiększał je i pielęgnował!”.

To my wszyscy, także kupcy, jesteśmy beneficjentami tego cudownego układu pradolin Warty i Cybiny ze związanym z nimi systemem zieleni, a udowadnianie, że „ładne” ubrane w dobrą, ładną architekturę bloki mogą stanowić alternatywę lub zamiennik jest zwyczajną manipulacją by nie powiedzieć próbą obrażania naszej inteligencji. Odnosi się również wrażenie, że kupcy, zresztą nie po raz pierwszy, są w całej tej sprawie traktowani instrumentalnie.

To zaskakujące, że artykuł całkowicie pomija, poza wzmianką o Studium, fakt podstawowej sprzeczności presji inwestycyjnej na ten teren z faktem istnienia południowego klina zieleni, którego świadomość rozwijały w ostatnich latach w znaczący sposób także media.

Nie dalej jak w 2006 roku za sprawą artykułu „Mieszkaniowy pomysł na Wildę” opublikowanego w Gazecie Wyborczej rozgorzała gorąca dyskusja i pojawiły się apele o objęcie tego terenu ochroną i opowiedzenia się po stronie dobra publicznego. Odpowiedzią pozytywną Rady Miasta Poznania było wywołanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Artykuł zapomniał o tym fakcie. Niestety wywołany, ale nie zatwierdzony plan miejscowy nie stanowi żadnej ochrony o czym świadczy wybudowany pierwszy kompleks apartamentowców.

Najwłaściwszym i najskuteczniejszym orężem w walce z jednostronną komercyjną opcją widzenia świata jest świadomość społeczeństwa obywatelskiego i jego troska o szeroko rozumiany interes publiczny jako wartość nadrzędną.

To zastanawiające, że inwestor reprezentujący kraj właśnie takiego niezwykle świadomego społeczeństwa obywatelskiego, ze stolicą nadzwyczajnych osiągnięć architektonicznych i publicznych przestrzeni jaką jest miasto Kopenhaga, zdaje się w innych warunkach lekceważyć tę zdobycz nie do przecenienia.

Nie dalej jak rok temu byliśmy świadkami analogicznej presji inwestycyjnej na zabudowę terenów Sołacza i również w tamtym przypadku w pewnym sensie zdewastowanie czy nieużytkowanie przestrzeni miało być po części argumentem za ich uporządkowaniem poprzez zabudowę.

Wracając do stadionu im. Szyca i jego otoczenia należy podkreślić, że jego stan ruiny nie jest ani karą boską ani rezultatem morowego powietrza co przytrafiało się ludzkości w przeszłości, ale efektem bądź grzechu zaniechania, bądź rezultatem niejasnej polityki przestrzennej lub jej braku w odniesieniu do tego obszaru miasta.

Warto również przytoczyć tu przykład Nowego Jorku, w samym sercu którego, na
Manhattanie, gdzie ceny gruntów są niezwykle wysokie, od 150 lat istnieje nieuszczuplony, o wielkości ponad 250 ha, Cental Park. Miejsce kultowe, duma Nowojorczyków, bohater wielu książek, filmów i ludzkich życiorysów. W warunkach jednej z najbardziej
wolnokonkurencyjnych gospodarek świata to miejsce pozostaje nietykalne.

Nie widzimy powodu, aby takim miejscem nie mogły stać się kliny zieleni Miasta Poznania.

                                                                                              *

Ponawiamy apel do władz miasta Poznania, a także wszystkich ludzi dobrej woli, aby tereny klinów zieleni nie były traktowane jako miejsca doraźnego pozyskiwania gruntów budowlanych.

Apelujemy o powstrzymanie inwestycji komercyjnych na obszarze południowego klina zieleni i w pozostałych klinach i przywrócenie lub rozwinięcie na nich funkcji rekreacyjnych.

Apelujemy o poważne potraktowanie kupców i rozwiązanie problemu targowiska dla miasta Poznania. Wskazujmy na obszar Wolnych Torów lub ZNTK lub jeszcze inne miejsca gdzie stoją wolne obszerne hale nadające się do adaptacji i dobrze skomunikowane, i gdzie podejmowanie są działania na rzecz konstruowania programów i koncepcji zagospodarowania tych terenów w przyszłości.



Z poważaniem,

Eugeniusz Skrzypczak
Prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich Oddział w Poznaniu

Krzysztof Frąckowiak
Przewodniczący Rady Wielkopolskiej Okręgowej Izby Architektów RP

Janusz Pazder
Prezes Stowarzyszenia Historyków Sztuki Oddział w Poznaniu

Jerzy Stroński
Przewodniczący Wielkopolskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa



Komentarze (2)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
komunikacja
Jak wygląda ulica Królowej Jadwigi w godzinach szczytu wszyscy myślę wiemy. Dodajmy do tego osiedle mieszkalne. Czy ktoś pomyślał o jakiś rozwiązaniach komunikacyjnych dla tego rejonu.Może faktycznie obecny stan rzeczy wypatrzył ideę klina zieleni, ale czy to znaczy, że trzeba z niego rezygnować .
ed , 14 czerwiec 2011
szkoda
Przykre jest ze nikt tak naprawdę nie dotyka sedna problemu, a mianowice faktu ze obszar centrum miasta pomiędzy ul. Królowej jadwigi a ul. Ojca Żelazka jest faktycznie zabudowaną i zdegardowaną przestrzenią miejską, która z ideą klinów zieleni nie ma nic wspólnego. Mamy wiec do czynienia z sytuacją, w której chyba najbardziej reprezentacyjna częśc Poznania (Stary Browar, Plac Andersa)sąsiaduje z targowiskiem rodem z początku lat 90 i ruiną stadionu. Jest jasne, że idea klinów zieleni jest swoistą bazą planistyczną Poznania i dzięki niej nasze miasto ma taki właśnie charakter. Jedneak to z czym mamy do czynienia w okolicy stadionu jest kompletnym wypaczeniem tej idei, a porównywanie Poznania do NY świadczy o tym, że autorzy listu żyją chyba w jakiejś innej rzeczywistości, którą trudno chyba nawet uznać za wirtualną.
Anonim , 12 czerwiec 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: piątek, 10 czerwca 2011 18:00