Ul. Żorska: ZDM pozyska jesiony – rozmowa z Grażyną Milewską, mieszkanką ulicy
Rozmawia Aleksander Bucholski   
środa, 25 lipca 2012
Temat planowanego, drastycznego wycięcia ponad osiemdziesięciu blisko stuletnich drzew – jesionów rosnących na ulicy Żorskiej – jakoś nie rozpala opinii publicznej. Zdumiewająca determinacja ZDM-u, by dokonać tego barbarzyństwa i wystąpić w roli drwali, niezbyt intryguje, a wszyscy miejscy urzędowi święci od ochrony środowiska, łącznie z radą osiedla, popierają te działania albo umywają ręce. Dziś już właściwie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi... O interes chodzi, nie o potrzeby mieszkańców...
Tymczasem prezentujemy wypowiedź Pani Grażyny Milewskiej, mieszkanki ulicy Żorskiej, która zaprzecza powszechnie przyjętemu przez władze alibi, że drzewa mają być wycięte na życzenie mieszkańców (red.).



ALEKSANDER BUCHOLSKI, My-Poznaniacy:
Nagłaśniając temat wycięcia jesionowej alei przy okazji długo wyczekiwanej budowy drogi asfaltowej na ul. Żorskiej, poznańskie media przedstawiły Panią jako najbardziej zaangażowaną obrończynię drzew. Słała Pani pisma w tej sprawie nie tylko do Zarządu Dróg Miejskich, ale także Urzędu Miasta, wojewody, Uniwersytetu Przyrodniczego...

GRAŻYNA MILEWSKA:
Na pewno nie działam sama, wzięłam ten ciężar na siebie, ale głównie reprezentuję innych mieszkańców.

Co Panią w takim razie skłoniło do tak aktywnych działań w obronie jesionów?

Przede wszystkim mieszkam przy ul. Żorskiej, przed moją posesją rośnie w dwóch rzędach siedem  jesionów. Drzewa te zapewniają mi dobry mikroklimat, cień, a aerozole tej rośliny mają lecznicze działanie – udokumentowane jest, że wydzielane przez nie olejki eteryczne działają przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo. Poza tym obniżają temperaturę w czasie upałów i chronią dom przed silnymi wiatrami – jesion jest jednym z najbardziej odpornych na złamania drzew. No i jesiony pochłaniają dużą część hałasu z autostrady, która przebiega równolegle do ul. Żorskiej, zaledwie ok. 100 m dalej.

Jak zatem wytłumaczyłaby Pani fakt, że pod listem za wycięciem jesionów podpisało się aż 54 mieszkańców okolicznych domów?

Nie potrafię powiedzieć, kiedy dokładnie – gdyż nie otrzymałam od Rady Osiedla dokumentów, o które się zwracałam – jednak wiem z przekazu, że rok czy dwa lata temu ktoś chodził po ulicy i nakłaniał mieszkańców do podpisania listu za wycinką, raz mówiąc o uciążliwościach związanych z opadającymi liśćmi, raz twierdząc, że będą nowe nasadzenia – co nie jest zresztą zgodne z prawdą. List faktycznie podpisały 54 osoby, choć na ulicy mieszka ich o wiele więcej, jednak ZDM posłużył się tym listem jako dowodem na odbycie się konsultacji społecznych. Rada Osiedla wystosowała odpowiednią uchwałę, ale nie miało miejsca ani spotkanie z mieszkańcami, ani akcja informacyjna, przynajmniej nie zachowały się na dowód tego żadne dokumenty.

Kiedy więc dowiedziała się Pani o planowanym wycięciu drzew?

Pierwszy sygnał, że coś niedobrego dzieje się w tej sprawie, dostałam pod koniec ubiegłego roku i wysłałam wówczas maile do kilku gazet. Odpowiedział „Głos Wielkopolski”, ale niestety nie zgłosili się do mnie, tylko do Rady Osiedla, gdzie kilku radnych, w tym przewodniczący, tworzą silne lobby na rzecz wycięcia drzew – mimo że sam przewodniczący na ul. Żorskiej nie mieszka. 

Czy podejrzewa Pani zatem, że cała akcja zbierania podpisów za wycinką mogła zostać zainicjowana przez Radę Osiedla bądź ZDM?

Nie chcę nikogo oskarżać, ale myślę że ZDM może mieć w tym korzyść. Jeżeli drzewa zostaną wycięte, ulicę będzie można wybudować mniejszym kosztem, choć nie wiem, czy koszt wycinki został w tym uwzględniony – może więc chodzi o pozyskanie drewna? Jesion jest jednym z najcenniejszych surowców w przemyśle drzewnym. Przede wszystkim jednak nadużywana jest specustawa drogowa, a inwestor czuje się zwolniony z ubiegania się o zezwolenie na wycinkę. Kiedyś musiano by to miastu zrekompensować, teraz drzewa mogą być wycinane bez oglądania się na wartość czy walory drzewostanu. 

Warto tu zwrócić uwagę, że przyrodnicy i naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego ocenili stan jesionów bardzo pozytywnie.

Oczywiście, już na początku roku powstała wspólna inicjatywa Stowarzyszenia My-Poznaniacy i Katedry Terenów Zieleni i Architektury Krajobrazu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wystosowano petycję o zachowanie tych przydrożnych drzew. Mimo to, mimo negatywnej opinii Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta w kwestii wycinki, działania ZDM nie zostały zatrzymane. Odmowa WUiA dotarła do wojewody, który zwrócił ją wprawdzie do ponownego rozpatrzenia, ale, o ile mi wiadomo, WUiA niewiele może w tej sprawie zrobić, jako że ZDM ubiega się teraz o zgodę na budowę drogi – nie wspominając już nawet o wycince drzew – korzystając z zapisów wspomnianej już specustawy. 

Jak w konfrontacji z tymi faktami zachowują się obecnie mieszkańcy? 

Mieszkańcy są wprowadzani w błąd. Część radnych informuje mieszkańców, że jeżeli nie zgodzą się na wycięcie jesionów, to w ogóle nie będą mieć teraz drogi. Następna szansa na taką inwestycję pojawi się jakoby dopiero w 2024 roku. Ta sytuacja skonfliktowała mieszkańców ostatecznie. Grupa osób, którą ja reprezentuję, to mieszkańcy nie tylko ul. Żorskiej, ale w dużej mierze ulic sąsiednich, którzy korzystają z walorów alei w celach rekreacyjnych. Natomiast Rada Osiedla, mimo że aleja odcina większość osiedla od hałasu płynącego z autostrady, uważa, że jest to sprawa wyłącznie mieszkańców ul. Żorskiej i nikogo więcej.




Nie bierze się pod uwagę aspektu dobra wspólnego?
 

Nie, mimo że jest to przestrzeń publiczna! 26 czerwca poszliśmy całą grupą na spotkanie Rady Osiedla, które odbywało się w trybie pilnym po ukazaniu się artykułu w „Gazecie Wyborczej”, i byli naszą obecnością zaskoczeni – podejrzewam, że spotkali się właśnie w celu szybkiego podjęcia ponownej uchwały za wycinką. Zaprezentowałam tam w imieniu grupy wszystkie walory alei, o których już wspomniałam. Grupa została jednak zaatakowana ze względu na to, że wielu z jej członków nie mieszkało przy ul. Żorskiej – niektórzy twierdzili, że te osoby nie mają prawa się wypowiadać w tej kwestii i nie powinny przychodzić na spotkanie.

Czy ostatecznie zwyciężyła ta promocja partykularyzmu? 

Dwoje członków rady zaprotestowało przeciw wycince, przewodniczący zaproponował więc, abyśmy zorganizowali spotkanie informacyjne dla mieszkańców. Właśnie jesteśmy w trakcie przygotowywania tego spotkania, odbędzie się ono w SP nr 63, 8 sierpnia o godz. 18. Chcemy zaprosić przedstawicieli ZDM, Stowarzyszenia My-Poznaniacy i Radę Osiedla. Podjęłam się też działania, głównie we współpracy z młodymi osobami, aby zostały dostarczone do skrzynek pocztowych materiały informacyjne, a także pismo z Uniwersytetu Przyrodniczego, podpisane przez dziekana i cały zespół naukowców, w którym podkreślono wyraźnie, co zawdzięczamy tym drzewom i co dzięki nim zyskujemy. 

Jak Pani ocenia szansę powodzenia tej akcji? Czy edukacja jest sposobem na przekonanie zwolenników wycięcia drzew? 

Podstawy problem jest taki, że mieszkańcy ul. Żorskiej są zastraszeni – otrzymują komunikat: „nie będzie drogi, jeżeli nie będziecie popierać wycinki”. Został wywołany konflikt, to rodzi emocje. Tylko 3 osoby z 56, które podpisały mój list w obronie drzew, mieszkają przy ul. Żorskiej. Dlaczego tak się stało? Otóż w czerwcu dowiedziałam się, że wycinka ma być lada moment, i postanowiłam jak najszybciej zebrać podpisy, ale pierwszych kilka napotkanych osób z mojej ulicy powiedziało mi, że nie mam merytorycznych argumentów, gdyż oni słyszeli, że jeżeli będą drzewa, to nie będzie drogi. Trudno było prowadzić w takiej atmosferze dyskusję, dlatego też poszłam po podpisy mieszkańców poprzecznych ulic – przecież w końcu jest to dobro publiczne.

W mediach natomiast kontekst tego swoistego szantażu nie jest szczególnie obecny – racje zwolenników wycięcia jesionów to przeważnie uciążliwa konieczność sprzątania liści czy korzenie rozsadzające chodnik. 

Podążając tym tokiem myślenia, można wyciąć drzewa w całym Poznaniu. A przecież warto jeszcze wspomnieć o odkrytych przez przyrodników żerowiskach nietoperzy znajdujących się na Żorskiej i sąsiedniej ulicy. Dodając do tego otoczenie dawnymi terenami folwarcznymi, pobliskimi fortyfikacjami, można wspaniale zaadaptować tę okolicę do różnego rodzaju rekreacji. Te drzewa są zdrowe, nie ma w nich żadnych pasożytów. Kiedy się je porówna z drzewami w mieście, które każdego roku giną na naszych oczach, widać, że te jesiony są niezwykle odporne. I jest ich ogromna liczba. 

Ponad 80. 

Pierwotnie rosło 140 – tyle że przez lata niektórzy mieszkańcy postarali się, aby wyeliminowano część drzew. Być może z tego bierze się część tych emocji wokół alei. Ale powiedzmy, że to już jest przeszłość. 

Spójrzmy może zatem w przyszłość – jak Pani ocenia szanse na uratowanie alei? 

Jesteśmy zdeterminowani, więc jeżeli nie uda się inaczej, będziemy walczyć nawet w niekonwencjonalny sposób – mam nadzieję, że deklaracje wielu osób tu pomogą. Na razie „Gazeta Wyborcza” nie podjęła się napisania kolejnego artykułu. Może jakaś akcja medialna? 

Miejmy nadzieję, że w Poznaniu panuje teraz dobry klimat dla ochrony zieleni w mieście. Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Dziękuję również.








Rozmawiał Aleksander Bucholski, My-Poznaniacy



Foto:
Aleksander Bucholwski, Grażyna Milewska

Materiał prasowy:

Adriana Rozwadowska „Albo remont ul. Żorskiej, albo drzewa - spór mieszkańców”  „Głos Wielkopolski” 24 lipca 2011 r.




Komentarze (6)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
...
Osobiscie przez kilka lat mieszkałam w okolicy ul. Żorskiej, w starym dworku, w otoczeniu pięknego starego parku. Od wiosny do poźnej jesieni codziennie budził mnie śpiew ptaków... I cóż z tego, że przy wejściu rosła wiekowa lipa, z której kwiatostanami, potem liśćmi i owocami miałam mnóstwo pracy... Pod lipą miałam najpiękniejsze miejsce do odpoczynku... Takich miejsc w Poznaniu ciągle ubywa. Dlatego dziwi mnie krótkowzroczność mieszkańców ul. Żorskiej. Być może wynika ona z faktu, iż nigdy nie mieszkali w zabetonowanych osiedlach, gdzie w temperatura w upalne dni sięga 50 stopni.
Ewa O , 31 sierpień 2012
Do Kasia
Najlepiej uciąć dyskusję - szczególnie trudną - szczerze mówiąc, ZDM chce iść na łatwiznę i wyrżnąć drzewa, żeby łatwo się deweloperowi sprzedawało "zielony dwór" - a potem będę zale i utyskiwania na wzmożony ruch na dojeździe do nowego osiedla, na psie kupy i parkujące "obce" auta pod ogrodzeniami, które już na szczęście nie będą umoszone przez korzenie drzew. Jedyny będzie tego wszystkiego plus= brak korzeni. NIe mieszkam na ZOrskiej - nie powinno mnie to interesować zdaniem wielu, co tam się stanie- nic podobnego! To jest też moje miasto, w którym płace podatki i chcę mista zaplanowanego "z głową" a nie chaosu i nieszczenia tego, co można jeszcze poprawić, naprawić i rozsądnie zagospodarować.Dzielnice domków jednorodzinnych nie są blokowiskami, z których na spacer koniecznie należy iść do parku , który leży parę set metrów od domu - ogrody przydomowe, aleje drzew- taką funkcję jak park spełniają.
M.Anna , 12 sierpień 2012
do M. Anny
To zależy czy nad Wartą chce się spacerować betonową promenadą (os. Piastowskie) czy piaszczysta ścieżką wśród zieleni...(osiedle Starołęka)
Co do reszty...trudno prowadzić polemikę z osobami, które przekonują się wzajemnie do tych samych racji. Być może Stowarzyszenie My Poznaniacy spróbuje porozmawiać z innymi mieszkańcami Żorskiej...chyba, że ich opinia Stowarzyszenia nie obchodzi, być może funkcjonuje przekonanie, że My Poznaniacy i Wy Poznaniacy...
Kasia , 11 sierpień 2012
Do : Kasia
Drzewa wdzierają się w fundamenty...cóż, czyżby na innych poznańskich ulicach obsadzonych dużym drzewostanem - drzewa tego nie robiły? Poza tym po to człowiek osiedla się w swoim jednorodzinnym domu z ogodem, żeby nie musiał uciekać ze swojej enklawy 150-800 metrów na spacer nad Wartę. Chociaż raczej nad Wartę, gdzie można pospacerować (os.Piastowskie) - jest znacznie więcej niż te 800 m.Wyciąć wszystko w pień i szczelnie zabetonować. Będzie pięknie i uroczo. Zapewne wszyscy o tym marzą.
M.Anna , 11 sierpień 2012
Żorska - ulica Błotna numer zachlapany!
Spotkanie, o którym wspomina p. Milewska już się odbyło. Mieszkańcy nie czują się zastraszani, mieszkańcy są po prostu zmęczeni ciągłym pyłem unoszącym się nad ulicą, błotem, które poza ulicą wlewa się na chodniki i wreszcie olbrzymimi dziurami w "drodze", które utrudniają poruszanie się zarówno kierowcom jak i rowerzystom, a nawet pieszym. Jak to pieszym? Ano właśnie...piesi rezygnują z używania chodnika, bowiem w wielu miejscach jest on mocno wyniesiony przez wdzierające się korzenie jesionów (nie stuletnich, ale 55-letnich, które w ramach czynu społecznego w poprzedniej epoce sadzili sami mieszkańcy naszej ulicy...)Ponadto drzewa, których broni p. Milewska i jej sprzymierzeńcy wdzierają się w fundamenty, podjazdy i wejścia do domów.
Dlatego mieszkańcy ul. Żorskiej chcąc wybudowania nowej drogi, pragną jedynie życia w godziwych warunkach, które powinny być równe dla wszystkich mieszkańców miasta Poznania, bowiem my również płacimy podatki. A jeśli chodzi o walory rekreacyjne doskonale zapewni nam rzeka Warta, od której mieszkańców Żorskiej dzieli od 150 do 800 metrów...
Kasia , 09 sierpień 2012
Żorska oskalpowana?
To piękna aleja. Sama z niej korzystam bardzo chętnie, gdy moja córka była mała, każdy nasz spacer - przez Żorską, własnie z powodu tych pieknych, ogromnych drzew. Teraz-rowerami przez Żorską. Samochodem czasem na przejażdżkę - też przez Żorską. Lubię tę ulicę. Mieszkam kilka ulic dalej, nie ma przy niej żadnego drzewa. Dziś 2.8.2012- na ulicy - 36 stopni Celsjusza o godzinie 11.oo, na Żorskiej w cieniu drzew na pewno jest przyjemniej. I uważam, że mimo, że przy niej nie mieszkam, to mam prawo do głosu sprzeciwu wobec planowanej wycinki jesionów. Rozumiem mieszkańców, którzy borykają się z problemem koszmarnych dziur w jezdni, błota, rozlewisk po ulewach czy roztopach i jestem przekonana, że ulica powinna być wyremontowana jednak z zachowaniem tego cennego drzewostanu. Żorska jest stosunkowo szeroka i zapewne nie może być problemu z wybudowaniem porządnej drogi, nawet jeśli ostatecznie wiązałoby się to z zaprowadzeniem ruchu jednokierunkowego.Mieszkańcy, którzy twierdzą, że nie wybuduje im się drogi jeśli będą wstrzymywać działania ZDM poprzez oprotestowanie wycinki drzew, są w błędzie. Trzeba działać na rzecz ich zachowania i jednocześnie na rzecz wybudowania drogi. Nie dajcie się omamić urządnikom , którzy po pierwsze mają węża w kieszeni a po drugie lubią działać po linii najmniejszego oporu. To miasto jest nasze, ta ulica jest nasza - będziemy z tej publicznej przestrzeni korzystać wiele lat, nasze dzieci też. Musimy mieć wpływ na to co nam się "funduje".Mamy już w pobliżu autostradę - duży minus, mamy nad głowami F-16.Czy chcemy mieć jeszcze jedną "łysą" , brzydką ulicę za oknami? Z moich okien widzę ten jesionowy piękny trakt - jedyny taki na Minikowie. Walczmy więc o zachowanie drzewostanu i przyspieszenie budowy drogi. Urzędnicy są utrzymywani z naszych podatków, więc muszą pracować dla nas i znaleźć odpowiednie rozwiązanie, w krótkim czasie. Zawsze mamy prawo ich rozliczyć z powierzonych funkcji. A Rada Osiedla też musi się liczyć z tym, że im więcej i lepiej działa na rzecz mieszkańców -choćby stając w roli mediatora i szukając rozwiązań zadowalających każdą ze stron - zbiera sobie punkty na kolejne wybory.Kompromisy są możliwe i nie ma zadań niewykonalnych - przynajmniej na Żorskiej.
M.Anna , 02 sierpień 2012

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: czwartek, 26 lipca 2012 09:00