Miejska Konserwator Zabytków Maria Strzałko oraz dwoje pracowników Wydziału Urbanistyki i Architektury są niewinni! Tak orzekł Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto na posiedzeniu w czwartek, 29 kwietnia br. Oddalił zarzuty niedopełnienia obowiązków podczas prowadzenia postępowań administracyjnych, związanych z wydawaniem warunków zabudowy i pozwoleń na budowę dla pierwszego etapu inwestycji – zespołu apartamentowców o nazwie handlowej „dwór Marcelin”.
Poznański sąd uniewinnił dzisiaj w południe konserwator zabytków Marię Strzałko i dwójkę innych pracowników Urzędu Miasta od zarzutu niedopełnienia obowiązków w tzw. sprawie Dworu Marcelin.
We wtorek 23 marca br. przed Sądem Rejonowym
Poznań-Stare Miasto odbyła się kolejna rozprawa w procesie przeciwko pierwszemu
właścicielowi działki, na której już stoi postrach zabytkowego Ostroroga oraz
trzem miejskim urzędnikom, w tym konserwator zabytków, mającym udział w
procedurach administracyjnych przygotowujących budowę. Niemal półtora miesiąca
temu zaś, z datą 13 lutego 2010 w Tygodniku "Polityka" ukazał się
artykuł Piotra Pytlakowskiego pt. "Straszny dwór" przynoszący coś w
rodzaju reportażu z historii, której bieżący, acz cząstkowy finał ma miejsce
obecnie przed sądem.
Przy ulicy Marcelińskiej stoi wielki budynek. Budowlany gargamel, czy też ciekawy przykład dogęszczania zabudowy na terenie objętym nadzorem konserwatorskim? Zdania są podzielone, ale Wojewódzki Sąd Administracyjny i Prokuratura uważają, że przede wszystkim, coś tu śmierdzi i nie jest to kanalizacja.
Zapraszamy do zapoznania się z treścią artykułu opublikowanego 30 grudnia w Gazecie Wyborczej. W sprawie Dworu Marcelin toczy się postępowanie wyjaśniające. Bardzo możliwe, że urzędnicy, wydający bez namyslu błędne decyzje, staną przed sądem. Ten precedens może być punktem zwrotnym w walce o powstrzymanie obecnej dziczy urbanistycznej.
Szanowni czytelnicy, poniżej prezentujemy bardzo ciekawy artykuł, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 14 grudnia 2009 roku. Jak widać, błędy i brak konsekwencji wśród naszych urzędników może nas słono kosztować. Pozostaje tylko zadać pytanie, czy ktoś poniesie za to konsekwencje.