Orwell, nie Kafka - o uniewinnieniach w sprawie dworu Marcelin
Lech Mergler   
niedziela, 02 maja 2010

Miejska Konserwator Zabytków Maria Strzałko oraz dwoje pracowników Wydziału Urbanistyki i Architektury są niewinni! Tak orzekł Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto na posiedzeniu w czwartek, 29 kwietnia br. Oddalił zarzuty niedopełnienia obowiązków podczas prowadzenia postępowań administracyjnych, związanych z wydawaniem warunków zabudowy i pozwoleń na budowę dla pierwszego etapu inwestycji – zespołu apartamentowców o nazwie handlowej „dwór Marcelin”.

 

 

Z powodów ogólno-humanistycznych i ogólno-moralnych należy się oczywiście cieszyć z wyroku sądu. Uniewinnienie oznacza, że nie było przestępstwa, zatem nie przybyło wśród nas kwalifikowanych złoczyńców. Zadowolenie dotyczy zwłaszcza stojących na niższych szczeblach hierarchii urzędowej pracowników Wydziału Urbanistyki i Architektury magistratu. Co nieco wskazuje bowiem, że w tej sprawie robili za kozły ofiarne. Podpisywali decyzje, które według wiarygodnych opinii zapadały wyżej.

 

Literatura, oskarżona Maria S. i 10 baniek

 

Z konserwator zabytków sprawa jest nieco inna, bo to stanowisko samodzielne. Być może pewna korzyść, jaką odniosła ona z bycia oskarżoną, to sposobność okazania się przed kamerami TV i mikrofonami radiowców znajomością literatury. Konkretnie twórczości Franza Kafki, który popełnił kiedyś powieść pt. „Proces”, dla wtajemniczonych genialną. Maria S. jednak, ani przed, ani zwłaszcza po wyroku, nie przypominała zachowaniem zgnębionego Józefa K., bohatera „Procesu”, do którego losu porównała publicznie swoją sytuację przed sądem. Osobiście odczuwam z powodu tego porównania dyskomfort intelektualny. Nie żeby należało tę szykowną damę ubrać w pasiaki, ogolić jej głowę i przykuć łańcuchami do taczki w kamieniołomie…! Jednak takie odniesienie literackie jest gruntownie nietrafne wobec całokształtu sytuacji, do której ma się odnosić. Wprowadza w błąd! Maria S. jako Józef K. – bezbronna, niewinna ofiara bezdusznego, uderzającego na ślepo systemu – machiny biurokratyczno-prawnej… Dobre!!!! Dobre!! Nie, niedobre…. Z punktu widzenia „konsumentów” skutków działalności Marii S. w tej sprawie, literacko najbardziej trafne jest odwołanie się do Orwella, autora głośnej książki „1984”. Jest w niej Ministerstwo Prawdy (propaganda i indoktrynacja) oraz Ministerstwo Miłości (bezpieka, wydobywanie przyznawania się do winy). Gdyby jednak autor miał możliwość rozpoznania sprawy „dworu” Marcelin, zapewne zamieściłby w powieści Urząd Konserwatora Zabytków (przysposabianie zabytków do inwestycji deweloperskich).

Żeby była jasność świetlista: wyrok czwartkowy nie uchyla kwestii dziesięciu baniek, jakich domaga się inwestor tytułem odszkodowanie za zwłokę w budowie, spowodowaną przez przewlekłe postępowanie urzędowe, które opóźniło pobór przez niego zysków z inwestycji. Domaga się od nas, czyli wspólnoty mieszkańców Poznania, robiących za podatników, za pośrednictwem księgowej w urzędzie miasta. Może i dlatego na wszystkich forach internetowych poznańskich mediów szeroka publiczność nie okazuje zrozumienia dla decyzji sądu. Zwłaszcza, że sąd uznał, iż wszyscy troje oskarżeni popełnili jednak błędy przyczyniające się do zwłoki w postępowaniu, tylko NIE MIELI intencji czyjejś szkody. Publiczność ma po prostu szerokie, życiowe doświadczenie sytuacji, kiedy zdarzało się coś spieprzyć mimochodem, a potem było trzeba ponosić prawne, nawet karne konsekwencje takiego czynu „niechcący”. I publiczność głupkowato się zapytuje, czy poczynając od tego wyroku każdy urzędnik będzie mógł bezkarnie pieprzyć robotę, byle niechcący? Czy kwota strat będzie musiała iść w setki milionów, żeby roztargnienie urzędnicze było kary-godne?

 

Orwell i bycie inteligentnym inaczej

 

A wracając do Orwella – sprawa dworu Marcelin to nie jest kwestia sporu literackiego z Marią S., bo obiekt ten bezapelacyjnie stoi jak byk i straszy. Nie w jakiejś powieści, ale na ulicy Marcelińskiej w Poznaniu. Ta jego zmaterializowana obecność stanowi efekt działalności m.in. wyżej wymienionej, i naocznie pokazuje nam, bo każdy może sobie zobaczyć – co oznacza w mieście naszym Poznaniu taka działalność ochronno-konserwatorska. Tzn. Dwór Marcelin taki, jaki jest (wielki blok na 24 mieszkania z podziemnym garażem, 4 kondygnacjami nadziemnymi i działką zabudowaną w ponad 50% powierzchni, przy braku miejsca na jakiekolwiek drzewo), na tle okolicznego, chronionego konserwatorsko, zabytkowego osiedla Ostroróg (prosta, modernistyczna zabudowa willowa z lat 30tych, do 3 kondygnacji i z wysokim starodrzewem, przy średniej powierzchni zabudowy działki trochę ponad 20%) pokazuje, jakie obowiązuje w Poznaniu rozumienie ochrony i konserwacji cennej historycznie, kulturowo i ekologicznie dzielnicy, oraz jak wygląda efekt takiego rozumienia.

Czy upieranie się, że cel działalności ochronno-konserwatorskiej jest przeciwny: NIE DOPUSZCZANIE do powstawania w TAKIM miejscu TAKICH budowli jako zagrożenia dla istniejącego ładu i warunków życia, które należy chronić – czyli myśleć odwrotnie, oznacza być inteligentnym inaczej? Podobnie – czy inteligentny inaczej jest ten, kto oczekuje, że władza publiczna jest po to, aby chronić jakość życia mieszkańców takiej dzielnicy, wartość ekonomiczną ich JUŻ ISTNIEJĄCYCH domów, walory urbanistyczne i ekologiczne osiedla? Czy my jesteśmy inteligentni inaczej kategorycznie stwierdzając, że taka lokalizacja takiej inwestycji jest nietrafiona i szkodliwa? Czy inteligentni inaczej są przedstawiciele tych wszystkich instytucji i instancji, którzy mając podobne wątpliwości w tej sprawie, dawali im wyraz w swoich decyzjach i działaniach: WSA, SKO, Wojewoda Wlkp., prokuratura apelacyjna i rejonowa, powiatowy inspektorat nadzoru budowlanego, ministerstwo kultury…?

 

Gusta i preferencje władzy

 

Niby się nie dyskutuje o gustach, także gustach konserwatorów zabytków, choć w tej sprawie istnieją wyznaczniki obiektywne tzw. „dobrego sąsiedztwa”, wyrażone liczbami, choćby powierzchnia zabudowy, wysokość itd. Jednak – zostało naukowo udowodnione, że krowy dają więcej mleka, jeśli mają okazję słuchać Mozarta (to taki kompozytor, ale Pendereckiego już nie). Jeden ze znajomych opowiadał, że kiedy zdarza mu się przechodzić na spacerze z psem chodnikiem obok dworu Marcelin, to zwierzę owo zaczyna nagle zachowywać się tak, jakby nad ulicą przelatywał nisko z potwornym hukiem F16 z Krzesin – ma ostry atak paniki, na przemian chce uciekać albo wskoczyć mu na ręce (rottweiler), skamle i próbuje wyć jak wilk... I natychmiast uspokaja się, kiedy odejdą na tyle daleko, że rzeczona budowla znika czworonogowi z oczu. Może gust nie do końca jest jednak subiektywny, skoro zwierzęce zachowania instynktowne, tu krowy i psa, trafnie wyrażają ocenę przedmiotu?

Gdyby przypadło nam bulić te 10 baniek (na rodzinę jak moja przypadnie statystycznie stówa), bo urząd miasta uparcie broniłby chronionej i cennej dzielnicy przed destrukcją grożąca ze strony pazernego dewelopera w związku z jego planami, tobym dał po dobroci i jeszcze premię dołożył. Tymczasem bulić będziemy z powodu… nadmiernej przychylności urzędu dla inwestora. Jak to możliwe? Możliwe i to nie pierwszy raz – patrz sprawa odszkodowania dla Wechty za odzysk gruntu pod ulicę Szyperską na osiedlu nad Wartą… Urzędnicy tak się spieszyli, żeby zrobić deweloperowi dobrze, że o zabezpieczeniu terenu pod drogę zwyczajnie zapomnieli. Tu podobnie szli na skróty, ale zlekceważyli opór mieszkańców, którzy dotarli do szeregu instancji odwoławczych, a te wychwyciły zbyt niską jakość decyzji wydawanych przez urząd miasta (oględnie mówiąc), i procedury trzeba było powtarzać, budowę wstrzymywać… Co trwało, aż do wyroku NSA i procesu odszkodowawczego.

 

Co będzie dalej i dlaczego źle?

 

Dalej, bo zbudowana jest dopiero mniej niż połowa planowanego „zespołu mieszkalno-apartamentowego” dwór Marcelin, licząc zakładany garaż podziemny. Dla tej pozostałej części, która ma zająć sąsiednią działkę, toczy się kilka postępowań administracyjnych o warunki zabudowy, najstarsze od ok. dwóch lat. Dalej więc… sytuacja może się powtórzyć, albowiem dwa z tych postępowań, w których Wydział Urbanistyki i Architektury wydał decyzje korzystne dla inwestora, uchyliło już Samorządowe Kolegium Odwoławcze, bo cyt.: „Kolegium stwierdza, że zaskarżona decyzja i poprzedzające jej wydanie postępowanie naruszają prawo…” (Decyzja SKO-GP-4000/885/09 z 18 grudnia 2010 r.). Trzecia wydana decyzja leży zaskarżona w SKO i czeka na orzeczenie. Oznacza to znów zwłokę i straty inwestora. Urząd znowu chce go ekspresowo zadowolić i nagina prawo, więc jego decyzje uchylają instancje odwoławcze i da capo al fine.  

Dlaczego tak się generalnie dzieje, w końcu nie tylko w związku z tym miejscem, w Poznaniu? Przez lata urząd przywykł, iż podstawowym kryterium oceny wydawanych przez niego decyzji ws inwestycji (chodzi o duże komercyjne, biznesowe inwestycje prywatne) jest zadowolenie „inwestorów”, którzy są Poznaniu traktowani jak Św. Mikołaje, mężowie opatrznościowi miasta oraz święte krowy stojące ponad prawem w jednym. Było to o tyle łatwe, że często nie dopuszczano do tych postępowań stron zewnętrznych. Jakość merytoryczna i prawna tych decyzji nie była więc weryfikowana w postępowaniach odwoławczych, bo nie było strony, która mogłaby się odwoływać. To generalnie obniżyło poziom decyzji. Urząd przekroczył jednak swoją destrukcyjną działalnością wobec przestrzeni miejskiej granice tolerancji obywateli, części radnych i mediów też, Polska weszła do UE i obywatele zyskali więcej praw. Standardowe tłumaczenie szefów WUiA, że MUSZĄ wydawać takie decyzje, bo wymaga tego od nich prawo – okazało się zwykłą ściemą w służbie deweloperskich oczekiwań. Orzeczenia SKO i WSA wtedy, kiedy obywatele, w tym i nasze stowarzyszenie, zaczęło skarżyć najbardziej horrendalne decyzje, pokazały, że wielu z nich zgodnie z prawem w ogóle NIE WOLNO BYŁO WYDAWAĆ!! Dotychczasowy bieg sprawy drugiej części dworu Marcelin pokazuje, że urząd postępuje po staremu: uporczywie forsuje sfinalizowanie tej inwestycji w miejscu, gdzie ona zgodnie z prawem i logiką w ogóle nie powinna być brana pod uwagę w takim kształcie.…

 

Post scriptum

 

O ile mi wiadomo i mieszkańcy Ostroroga i nasze Stowarzyszenie będziemy składać do wywołanego planu miejscowego Poznań-Grunwald wniosek, by na działce sąsiadującej z dworem Marcelin (własność skarbu państwa) powstał nie zespół kolejnych apartamentowców, tylko otwarty teren zieleni z urządzeniami do rekreacji, rekompensujący ubytek zieleni spowodowany przez nadmierną powierzchnię zajmowaną przez sąsiadujący „blok Marcelin”.

 

 

Lech Mergler

 

 



Polecamy również:

 

 

Głos Wielkopolski, "Konserwator zabytków Maria Strzałko uniewinniona" (link)

Gazeta Wyborcza, "Urzędnicy mogą się mylić - uznał poznański sąd" (link)

Lech Mergler, ""Dwór Marcelin" w sądzie i w 'Polityce'" (link)

 

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: środa, 05 maja 2010 01:16