Sołacz - płachta na byki, ekologicznie zielona
Lech Mergler   
poniedziałek, 17 maja 2010
We wtorek, 11 maja br., na sesji rady miasta odbyła się pięciogodzinna debata nad projektem planu miejscowego dla Sołacza, zakończona kilkoma głosowaniami, w wyniku których plan szczęśliwie uchwalony… nie został. Opór wobec planu wzbudza fakt, iż zaprowadza on zabudowę dużej części obecnych terenów zieleni na Sołaczu, należącego do chronionego, zachodniego klina zieleni. Plan przynosi pożytki jedynie deweloperom, zainteresowanym zabudową działek koło parku Sołackiego, Wodziczki i przy ul. Pułaskiego. Korzyści miasta, mieszkańców, nie zostały w planie bliżej określone.

 

 

Informacje w mediach o tej sesji, dyskusji i głosowaniach już się ukazały, ocen i refleksji trochę było mniej. Jedne i drugie wymagają uzupełnienia, zwłaszcza, że w obiegu pojawiła się dezinformacja.

 

1. Spór szedł nie o zabudowę parków sołackich (plan tego nie przewiduje), jak niektórzy w złej wierze sugerują, insynuując przeciwnikom planu manipulacje opinią – lecz o zabudowę terenów zieleni, spontanicznej lub ogródków na Niestachowie, przy ulicy Grudzieniec i przy ul. Pułaskiego. Zostało wykazane, że ich zabudowa, nawet ekstensywna, stanowi poważne zagrożenie dla ekosystemu parków na Sołaczu. A także dla wentylacji śródmieścia. Ewidentne sprzeczności w „Prognozie środowiskowej” do planu, zostały ominięte w zeznaniach MPU tłumaczącej się na komisjach i zlekceważone przez wielu radnych. Hasło „Ratujmy park Sołacki” powstało jako reakcja na zagrożenia ekologiczne zabudową sąsiedztwie, a nie na terenie samych parków.

 

2. Osamotniony bojownik o uchwalenie planu to przewodniczący komisji polityki przestrzennej i klubu PO w radzie – Wojciech Kręglewski. Poza nim plan czynnie poparli urzędnicy i prezydent Poznania. Trudno traktować serio, jako postać wiarygodną, przewodniczącą komisji ochrony środowiska, chwalącą ryzykowny ekologicznie plan, wbrew swojej komisji. To takie poznańskie klimaty Orwellowskie... W. Kręglewski w desperacji posunął się do szantażu: nie możemy czekać z uchwaleniem tego planu, bo deweloperzy zaraz Sołacz zabudują. Podobnie krokodyle łzy lał obłudnie prezydent. Obaj przytomnie przemilczeli, że plan przeleżał się w prezydenckiej „zamrażarce” przez niemal 5 lat: od 2004 do 2009 r. Nikomu z władz jakoś się nie śpieszyło, a W. Kręglewski nie rezydował wtedy na Marsie. My chcemy planu, ale sensownego i społecznie akceptowanego, nie tylko dla deweloperów. A przez te 6 lat czekania żadne większe budowy na Sołaczu nie ruszyły, bo miasto, mimo chęci, nie może legalnie na to deweloperom pozwolić, bez planu. Dlatego taki on potrzebny.

 

3. Najważniejszy z punktu widzenia rozwoju całego miasta jest zamach na klin zieleni, zachodni, w którym leży Sołacz, dzielnica powstała wg koncepcji miasta-ogrodu. Południowy klin radni pozwolili zabudowywać już na początku kadencji – to Bielniki nad Wartą. W świat Orwellowski przenoszą zapisy samego planu – § 2 na str. 2 zawiera w ust. 5) zapis: „Ilekroć w niniejszej uchwale jest mowa o: (…) 5) klinie zieleni – należy przez to rozumieć element pierścieniowo-klinowego systemu terenów zielonych miasta Poznania, pełniący w strukturze przestrzennej miasta przede wszystkim funkcje ekologiczne, klimatyczne i rekreacyjne;” Nie ma tu słowa o funkcjach mieszkaniowych, ale dalej są one szeroko zapisane!

Gazetowa dezinformacja, że bez tego planu nie ma ochrony zieleni na Sołaczu dowodzi nieznajomości jego treści. Plan zakłada eliminację zieleni nieurządzonej, jak wyliczyliśmy – ok. 11 ha, więc to jego nieuchwalenie tę zieleń ratuje… A zabudowa klina zieleni jest początkiem procesu jego likwidacji, coby MPU, prezydent i jego pretorianin Kręglewski nie głosili.

 

4. Już w 2006 r. gotowy był społecznie akceptowany projekt planu dla Sołacza, zakładający pozostawienie niezabudowanymi trzech spornych obszarów: Niestachowa, rejonu ulicy Grudzieniec oraz ulicy Pułaskiego (załącznik-mapka 1). Co się stało, że w II połowie 2008 r. zaczął powstawać projekt mu przeciwstawny? Oto dokonały się zmiany własnościowe, grunty w tym rejonie nabyło kilka dynamicznych firm. Niestety, z powodu nie spełnienia kryteriów dobrego sąsiedztwa, nie mogły one uzyskać w trybie administracyjnym decyzji o warunkach zabudowy – zgody na podjęcie inwestycji budowlanych. Tylko plan miejscowy to umożliwia. Czy dlatego zaczął powstawać ten plan, z taką determinacją broniony przez prezydenta i jego „drużynę” w radzie? Czy istnieje jakieś inne wiarygodne wyjaśnienie?

 

5. Przeciw planowi zawiązała się na długo przed sesją koalicja, „egzotyczna”, jak powiedział pewien bystry dziennikarz. Z jednej strony radykalnie lewicowy Rozbrat, dalej ekolodzy, były wojewoda i były v-ce szef rady miasta z nadania PiSu, młodzi biznesmeni i stateczni mieszczanie z Sołacza i stow. My-Poznaniacy. Poparci przez SARP w Poznaniu, blisko 10 rad osiedli z całego miasta i kilkanaście tysięcy podpisów mieszkańców. Plus generalnie życzliwe media, poza sporadycznymi, indywidualnymi przypadkami omdlenia mentalnego.

To jest nowa i chyba trwała jakość w Poznaniu, że coraz więcej ludzi ma dosyć dotychczasowej polityki miejskiej napędzanej prymitywnymi i anachronicznymi wyobrażeniami o tym, jak ma rozwijać się nasze miasta. I dosyć sycenia pazerności małej grupy biznesu kosztem reszty. Mieszkańcy porozumiewają się więc i dogadują ponad dotychczasowymi, coraz bardziej nieaktualnymi podziałami.

6. W samej radzie głosowanie nad planem dla Sołacza stało się swoistego rodzaju probierzem stosunku do dotychczasowej polityki władz miasta – prezydenta i jego „drużyny”, wyrazem poparcia dla jej kontynuacji albo dla zmian w Poznaniu. Bo oto dotąd tylko raz zdarzyło się, przy okazji planu dla parku Rataje, że zamysł prezydenta nie zrealizował się tak, jak on chciał. Sołacz, jak zewsząd zapowiadano, prezydent „miał dostać”, „za” Rataje. Doszło jednak do konfrontacji, zwarcia, w którym ujawniła się duża determinacja radnych, jakby nie chodziło o dwadzieścia hektarów grząskich nieużytków, tylko o próbę sił w zakresie władzy nad miastem, być albo nie być….

Prezydent nie dostał, czego chciał, bo duża grupa radnych (i nie tylko), z wszystkich partii, zamanifestowała wolę zmian w Poznaniu. I należy im się za to uznanie. Poczynając od posła do Parlamentu Europejskiego Filipa Kaczmarka, szefa poznańskiej PO, który prostolinijnie, publicznie ogłosił, że osobiście jest przeciw zabudowie Sołacza, głosił to zresztą już dawno. Przez podobnie jednoznaczne i konsekwentne stanowisko klubu LiD-u, w liczbie 6 radnych głosujących blokiem przeciw planowi (klub ten oddał swoje głosy przedstawicielom społeczeństwa obywatelskiego na sesji, inni radni także, pojedynczo). Po postawę części radnych PO, którzy popierali poprawki do planu – od 3 do 7 radnych. Ostatecznie, po naradzie, w podobnej skali poparli je radni PiS – ostatnią poprawkę w 100%. Zaś Krzysztof Mączkowski, radny niezrzeszony, był od początku jednym z liderów ruchu przeciw zabudowie Sołacza. Głosowało aż 35 radnych na 37 .

 

7. Po przeciwnej stronie, na tej przynajmniej sesji, określiła się „drużyna betonu”, mówiąc dosadnie: 14 radnych głosowało konsekwentnie przeciw każdej poprawce do planu ograniczającej zabudowę terenów zieleni na Sołaczu – 9 z PO, 4 z PKS i Napieraj Norbert. Dosłownie – opowiadając się za zabudowywaniem klina zieleni, przeciw jego realnej ochronie w drodze zakazu zabudowy, po to, by zabezpieczyć teren na przyszłość pod parki i obszary rekreacyjne, poprawiające mikroklimat centrum Poznania. I w przenośni – utrwalając i potwierdzając wieloletni standard w poznańskiej polityce przestrzennej polegający na tym, że interes rozwoju miasta został utożsamiony z interesem biznesu deweloperskiego. To, co dobre dla deweloperów, miało być zawsze dobre dla miasta. „Planowanie” zostało podporządkowane dużej komercyjnej własności, zamiast służyć wizji miasta. Wyrazem tego „standardu”, w ramach „poparcia” dla idei konsultacji społecznych (?), było odrzucenie przez prezydenta 100% uwag do planu…

Ekstremum takich praktyk stanowiła debata nad studium przestrzennym, od której zależało zalegalizowanie niemal 20 gotowych planów miejscowych, oczekiwanych przez deweloperów. „Zabetonowanie” takich praktyk na kolejną kadencję, to pogrzebanie nadziei na zbudowanie jakiejś polityki mieszkaniowej w Poznaniu, uchronienie klinów zieleni i zracjonalizowanie generującej chaos „polityki” przestrzennej. Triumf niecierpiącego zieleni betonu w sprawie takiej perełki jak Sołacz, oznacza, że w każdej innej może być on górą łatwiej. Ale póki co, proces zabetonowywania miasta i polityki miejskiej został wspólnym wysiłkiem szerokiej koalicji zatrzymany….

 

8. Do planu zgłoszono na sesji cztery poprawki, od najdalej idącej, do najmniej zmieniającej zapisy planu. Odpowiadały one podstawowej grupie uwag zgłoszonych do planu – żeby zakazać kubaturowej zabudowywać w trzech obszarach, obecnie zielonych: na Niestachowie przy parku Sołackim, przy parku Wodziczki w rejonie ulicy Drzymały oraz przy Pułaskiego, gdzie znajduje się squat Rozbrat (patrz mapki 2) .

Poprawka 1 zgłoszona przez Krzysztofa Mączkowskiego (niezrzeszony) zakładała zakaz zabudowy w tych trzech miejscach, przeznaczonych pod zieleń i lokalizację centrum społeczno-kulturalnego tam, gdzie jest Rozbrat. Przepadła przy 18 przeciw, 14 za, 3 wstrzymujących się. 

Poprawka 2 Katarzyny Kretkowskiej (LiD) miała treść taką samą, bez stwierdzenia o centrum społeczno-kulturalnym. Przepadła identycznym stosunkiem głosów.

Poprawka 3 Magdaleny Pauszek (LiD) ograniczała zakaz zabudowy do obecnego terenu zieleni spontanicznej („chaszcze”) przy parku Sołackim, ograniczonego ulicami Litewską, Niestachowską, Grudzieniec, Kościelną. Przepadła stosunkiem głosów 16 przeciw, 13 za, 6 wstrzymujących się.

Poprawka 4 Pawła Wosickiego (PiS) zakazywała zabudowy tylko wzdłuż ulicy Litewskiej przy samym parku Sołackim. Poparło ją 20 radnych 15 było przeciw. Poprawka przeszła, więc szereg kroków procedury planistycznej należy powtórzyć. Plan nie mógł być głosowany i nie został uchwalony.

 

9. Warto w tym miejscu podkreślić, w imię utrwalania dobrych praktyk, że debacie na sesji trudno zarzucić zlekceważenie jakichkolwiek demokratycznych standardów. Wszyscy, którzy chcieli zabrać głos, mieli taką możliwość, w ramach obowiązujących regulaminów, nikt nikomu ust nie zamykał ani wypowiedzi nie utrudniał. Dotyczy to także mieszkańców licznie na sesję przybyłych. To objaw dobrych tendencji w poznańskiej demokracji miejskiej. Myślę, że to także zasługa kilku kamer TV na sesji pracujących.

Osobiście mam uznanie dla przeciwnika w sporze, dyrektora w Echo Investment, pana Andrzeja Aumillera, mimo wszystkich różnic punktu widzenia i miejsca siedzenia. To jest zupełnie wyjątkowa w Poznaniu sytuacja, że przedstawiciel biznesu przychodzi na posiedzenia ciał kolegialnych organów przedstawicielskich, zabiera głos i uczestniczy w dyskusji, prezentując racje najsilniejszej strony konfliktów. Standardem jest załatwianie gabinetowe…

A swoją drogą, o ile łatwiej jest pozwolić na zabudowę kawałka Sołacza, niż zagospodarować Plac Wiosny Ludów i budkę z kurczakami, winkiel między Krysiewicza a Półwiejską, Chwaliszewo, o wolnych torach, Starej Rzeźni albo infrastrukturze na Szczepankowie nie wspominając…. Takie gospodarowanie poparli Państwo Radni. Smutne.

 

10. Co będzie dalej? Chyba nikt do końca nie wie, ponieważ częściowa powtórka procedury odbędzie się w nieco zmienionych warunkach prawnych. Chodzi o zmianę kompetencji marszałka województwa w zakresie ochrony środowiska, Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska i WIOŚ oraz ustawę z jesieni 2008 o dostępie do informacji o środowisku… itd.

 

Już chyba jednak może być tylko lepiej, zwłaszcza jeśli nadal będziemy się starać.

 

 

Lech Mergler

 

 


 

Patrz także:

 

Jak głosowali poszczególni radni? (doc)

Prezentacja na sesji Arlety Matuszewskiej w imieniu Stowarzyszenia My-Poznaniacy (pdf)

Mapka 1 – projekt planu dla Sołacza z 2006 r. (jpg)

Mapki 2 – porównanie planów: gdzie ma być zabudowana zieleń? (jpg)

 

Relacje w mediach:

 

Gazeta Wyborcza, "Sześć godzin kłótni i Sołacz do poprawki" (link)

Głos Wielkopolski, "Sołacz poczeka na plan zagospodarowania" (link)

Rozbrat, "Wybier rady: poprawki odrzucone, plan nadal nie przyjęty" (link)

 

 

 

Komentarze (2)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
nowe zapedy na Solacz!
Władze Uniwersytet im. Adama Mickiewicza próbowały uzyskać warunki zabudowy dla swojej działki,
znajdującej się przy ul. Litewskiej. Członkowie Rady Osiedla Sołacz obawiają się, że może to być pierwszy
krok w kierunku sprzedaży terenu firmie deweloperskiej.
Dzisiejsza strona Glosu Wielkopolskiego alarmuje.
Czy mozna prosic o zaktualizowanie tego watku na www.my-poznaniacy.org? Co sie dzieje z www.solacz.info , ktory
mial tak intensywna "czytalnosc"?
A. Wnuk , 02 styczeń 2012
dziekuje i polecam do zalinkowania z www.solacz.in
Dziekuje za te interpretacje. Warto, aby na stronie www.solacz.info pojawil sie
link do tego art.
Anna , 17 maj 2010

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

Poprawiony: wtorek, 18 maja 2010 15:41